Michał spędził cały tydzień, budując w moim ogródku małą szopę, a w międzyczasie pożerał jedzenie z lodówki. Odliczyłem to od jego wypłaty i on się na to obraził.
Potrzebowałem w końcu takiej szopy na działce pod Warszawą. Nie chciałem szukać wielkiej firmy budowlanej, pomyślałem, że wystarczy jeden gość, który zna się na podstawach konstrukcji.
Sąsiad skierował mnie do kolegi, który zajmuje się domowymi remontami i powinien sobie radzić z prostą szopą. Na szczęście miał wolny termin. Nie był pewny, czy weźmie zlecenie, ale jakoś go namówiłem.
Powiedział, że da radę zrobić to w tygodniu i mi to pasowało. W sobotę miał przyjechać, obejrzeć teren, a następnego dnia kupić wszystkie materiały potrzebne do budowy.
Rozmawialiśmy też o rękach do pracy. Jan potrzebował od razu pomocnika, a potem znajdzie kogoś, z kim będzie mógł współpracować, bo ma sporo znajomych w fachu. Najważniejsze było to, że całą następną tygodnią będę w Warszawie w pracy, więc nie będę mógł być na miejscu. Dlatego zostawiłem mu klucze do domu aż do weekendu.
Jan obiecał, że ogarnie wszystko, bo jest fachowcem. Poprosił mnie o godziwą zapłatę trochę wyższą niż się spodziewałem, ale się zgodziłem.
W sobotę wieczorem szopa była gotowa. Wszystko wyglądało dokładnie tak, jak chciałem, nie miałem żadnych uwag. Jan nie miał wtedy żadnych zastrzeżeń.
Jedyną irytację sprawiło to, że Jan wypróżnił lodówkę. Zjadł dwa kilogramy schabowego, dwadzieścia jaj, kilka kartonów mleka, sos i butelkę wina. Taki zachowanie mnie nie przetrzebało. Nie chodziło o to, że żałuję jedzenia, po prostu nikt nie zapytał, czy może coś sobie weźść po prostu wciągnął to wszystko.
Policzylem koszty wszystkich produktów i odliczyłem je od jego wynagrodzenia. To była mała kropla w morzu, ale dla mnie zrobiła różnicę.
Jan nie był zadowolony. Zaczął się ze mną kłócić, tłumacząc, że budowlańcy zawsze są najedzeni i to normalka w fachu. Dodał, że podczas prac miał różne chwile, kiedy potrzebował dodatkowego jedzenia, ale nie zmieniło to końcowej sumy.
Z jednej strony mogłem mu przyznać rację, z drugiej wciąż jestem przekonany, że dotrzymaliśmy ustaleń i powinienem był być wcześniej poinformowany o takich dodatkowych kosztach.




