Sąsiadka postanowiła, że może prosić o wszystko! Teraz wystarczy, że przyjdzie do mnie zamieszkać.

19 listopada, sobota

Dziś znowu muszę się podzielić z kimś moim dylematem, a jedyną osobą, której mogę zaufać, jest kartka papieru. Moja córka Zuzanna, której imię w Polsce praktycznie nie spotyka się poza naszym krajem, zaprzyjaźniła się z chłopcem z sąsiedztwa Piotrem, nieco starszym od niej. Jego matka, Maria Nowak, mieszka po drugiej stronie ulicy w Warszawie. Spotykam ją od czasu do czasu, ale nie nazwałbym jej przyjaciółką.

Zaczęliśmy coraz częściej wymieniać się w drodze do przedszkola. Podczas spacerów Maria podawała mi rzeczy, które były za małe dla jej syna i nie mogły mu posłużyć. Zawsze oddawałem je z powrotem, a w zamian przynosiłem soki i cukierki dla małego Piotra, jako wyraz wdzięczności. W pewnym momencie postanowiłem jednak nie przyjmować od niej niczego wolałbym kupować wszystko sam i nie czuć się zobowiązany.

Z czasem zwykłe, spokojne przechadzki zamieniły się w dość osobliwy układ. Maria zaczęła regularnie coś ode mnie wymagać. Z prostych próśb przeszło to na: Podaj mi kawę!. Kto tak bardzo lubi kawę, niech ją kupi sam, a nie będzie codziennie o nią błagał. Odwiedzała nas, choć nigdy nie zaprosiłem jej do domu. Gdy zobaczyła zabawki mojego syna Antka, od razu wpadała w zachwyt i co chwilę wywlekała coś do domu. Chciała wszystko mieć. Mamy wrażenie, że zabiera nam coraz więcej rzeczy.

Nie zaprasza się sama do naszego mieszkania, tłumacząc to, że jej matka jest chora chociaż matka mieszka w oddzielnym pokoju. Maria nie waha się też prosić o leki, gdy jej syn jest chory, i pyta o rzeczy, które powinny znajdować się w każdej domowej apteczce. Czasami domaga się nawet czegoś dla siebie. Nie rozumiem, jak ktoś może tak żyć. Każda mama powinna mieć pod ręką prosty środek przeciwgorączkowy. Maria rozdaje prawie puste opakowania i butelki. Jeden z nich został zakupiony dla mojego dziecka, którego już nie mogę leczyć.

Ale to nie koniec. Regularnie pyta, czy mamy jedzenie dla jej syna. Ja nie pytam jej o nic, a ona używa naszego wózka na zakupy i nie pyta, czy może go wziąć. Zawsze chce mieć to, czego nie ma, i zawsze czegoś jej brakuje.

Pewnego dnia jej bezczelność mnie zdumiała. Gdy cała moja rodzina była chora, dostałem telefon, że Maria przyjdzie na kawę, ale najpierw będzie przy synu. Kocham dzieci, ale mam dość tego, że dzieci innych ludzi wchodzą do naszego domu jakby to był sklep, przeglądają rzeczy mojego syna i wybierają, czym się bawić. Powiedziałem jej, że jesteśmy chorzy i że możemy ją zarazić. Powinienem był jasno zaznaczyć, że nie zapraszamy jej.

Jej wizyty nigdy nie poprzedzało pytanie Czy mogę wejść?. Przychodzi zawsze bez zaproszenia i żąda: Daj mi to. Nie obchodzi ją, czy jestem zajęty, czy nie chcę jej widzieć. To jakby wkradała się w mój prywatny obszar.

Od dawna nie dzwonię do Marii i nie zapraszam jej na spacery, ale ona sama dzwoni. Jedna z moich przyjaciółek powiedziała, że mam dwie opcje: nadal tolerować jej bezczelność albo zerwać kontakt. Nie chcę z nią się kłócić dzieci są przyjaciółmi, mieszkamy blisko siebie i wkrótce będziemy razem odwozić je do szkoły. Nie wiem, jak się sprzeczać z ludźmi.

Dziś doszedłem do wniosku, że granice muszą być wyznaczone, nawet jeśli to oznacza trudną rozmowę. Nie mogę pozwolić, by ktoś wdzierał się w mój dom i moje życie pod pretekstem przyjaźni. Najważniejsze, co wyniosłem z tej sytuacji, to że szacunek wobec siebie i własnej rodziny jest fundamentem, na którym buduje się każdą relację.

Oceń artykuł
TwojaCena
Sąsiadka postanowiła, że może prosić o wszystko! Teraz wystarczy, że przyjdzie do mnie zamieszkać.