Nie wpuścili córki do domu — Dlaczego jej nie wpuściliście? — Weronika w końcu zdobyła się na pytan…

A dlaczego jej nie wpuściliście? Natalia w końcu zebrała się na odwagę, by zadać pytanie, które dręczy ją najbardziej. Przecież wcześniej zawsze ją wpuszczaliście…

Matka skrzywiła się gorzko.

Boję się o ciebie, Natalka. Myślisz, że nie widzimy, jak kulisz się w kącie, gdy twoja siostra Marta wraca w środku nocy? Jak chowasz podręczniki, żeby ich nie zniszczyła? Ona cię obserwuje i jest zła. Nie może znieść, że jesteś normalna. Tobie czeka inna przyszłość, a ona już dawno swoją utopiła w butelce

Natalia skulona nad otwartym podręcznikiem słyszy, jak w sąsiednim pokoju znowu wybucha awantura.

Ojciec nawet nie zdjął kurtki. Stoi na środku przedpokoju ze ściśniętym w dłoni telefonem i wrzeszczy.

Nie kręć mi! ryczy w słuchawkę. Na co wszystko roztrwoniłaś?! Minęły dwa tygodnie od wypłaty! Dwa tygodnie, Marto!

Z kuchni wygląda Jadwiga. Słucha przez chwilę wywodu męża, po czym pyta tylko:

Znowu?

Andrzej machnął bezradnie ręką i włączył głośnomówiący. Z telefonu od razu dobiegły szlochy.

Starsza siostra Natalii miała niezwykły dar wzbudzania litości nawet u najbardziej zatwardziałych ludzi.

Ale po tylu latach rodzice zdążyli się uodpornić.

Co to znaczy: on cię wyrzuca? Andrzej przechadza się po wąskim korytarzu. I dobrze! Kto by to zniósł, ciągle takie nieżycie!

Patrzyłaś kiedyś w lustro?! Masz trzydzieści lat, a twarz jak u zbitego psa.

Natalia uchyla drzwi swojego pokoju na kilka centymetrów.

Tato, błagam… szlochanie nagle cichnie. Wyniósł moje rzeczy na klatkę. Nie mam dokąd pójść.

Jest deszcz, zimno… Przyjadę do was, dobrze? Na kilka dni. Odpocznę tylko.

Matka chciała wyrwać telefon, ale Andrzej stanowczo się odwrócił.

Nie! ucina krótko. Nie ma o tym mowy.

Umawialiśmy się ostatnim razem? Umawialiśmy! Po tym, jak oddałaś telewizor do lombardu, kiedy byliśmy u babci na działce. Drzwi do tego domu dla ciebie zamknięte!

Mamo! Powiedz mu coś! woła rozpaczliwie telefon.

Jadwiga zakrywa twarz dłońmi. Ramiona jej drżą.

Marto, jak mogłaś… mówi tylko matka, nie patrząc na męża. Przecież zabieraliśmy cię do lekarza.

Obiecałaś. Miała być ostatnia terapia, wystarczyć na trzy lata.

Nie wytrzymałaś nawet miesiąca!

Te wasze terapie to bzdura! warczy Marta, już nie zanosząc się płaczem. Chcą z was tylko pieniądze wyciągnąć!

Jest mi źle, rozumiecie? Wszystko mnie pali, nie mam czym oddychać!

A wy o telewizorze

Żal mu go!

Kupię wam nowy!

Za co kupisz?! Andrzej zatrzymuje się i wbija wzrok w ścianę. Za co, skoro wszystko przepijasz?

Znów od znajomych pożyczyłaś, czy może wyniosłaś coś od tego swojego jak mu tam?

Nieważne! krzyczy Marta. Tato, nie mam gdzie iść! Chcecie, żebym pod mostem spała?!

Idź do schroniska. Gdziekolwiek, głos ojca łagodnieje, ale staje się niebezpiecznie spokojny. Tu nie wejdziesz.

Wymienię zamki, jeśli zobaczę cię pod klatką.

Natalia siedzi na łóżku, ściskając kolana.

Zwykle gdy starsza siostra wyprowadzała rodziców z równowagi, jej gniew spadał rykoszetem na Natalię.

A ty co siedzisz? Znowu z telefonem? Cała w siostrę pójdziesz, równie beznadziejna wyrośniesz! te słowa słyszała już setki razy przez ostatnie trzy lata.

Ale dziś nikt o niej nie pamięta.

Nikt nie krzyczy, nikt nie dogaduje. Ojciec odkłada telefon, rozbiera się i razem z mamą idą do kuchni.

Natalia wychodzi ostrożnie do przedpokoju.

Andrzej, chyba tak nie można, rozpacza mama. Zginie. Zginie, wiesz, jaka jest, gdy… w tym stanie.

Nie kontroluje siebie.

To ja mam za nią odpowiadać? ojciec z hukiem nastawia czajnik. Mam pięćdziesiąt pięć lat, Jadzia. Marzę wrócić do domu i po prostu usiąść w fotelu.

Nie chcę trzymać portfela pod poduszką! Nie mam ochoty słuchać, jak sąsiedzi opowiadają, że widzieli ją z podejrzanymi typami albo że zrobiła aferę na klatce!

Jest naszą córką, mówi cicho mama.

Była córką do dwudziestki. Teraz to ktoś, kto wysysa z nas życie.

Jest uzależniona, Jadzia. Tego nie da się wyleczyć, jeśli sam nie chce.

A ona nie chce. Podoba jej się to. Budzi się, znajdzie, wypije i odcina się!

Telefon dzwoni ponownie.

Rodzice na chwilę milką, aż słychać głos ojca.

Słucham.

Tato znów Marta. Siedzę na dworcu. Policja chodzi, zabiorą mnie, jak tu zostanę.

Błagam

Posłuchaj uważnie, przerywa jej Andrzej. Do domu nie wrócisz. Kropka.

To mam sobie coś zrobić? w jej głosie pobrzmiewa szantaż. Tego chcecie? Żeby zadzwonili do was z prosektorium?!

Natalia sztywnieje. Marta wielokrotnie korzystała z tego argumentu, gdy inne przestawały działać.

Dotąd to działało mama zaczynała płakać, ojciec chwytał się za serce, a siostrze dawali pieniądze, pozwalali zostać, karmili i opiekowali się nią.

Dziś jednak ojciec nie dał się wciągnąć.

Nie strasz mnie, odpowiada. Za bardzo kochasz siebie, żeby to zrobić. Zrobimy tak.

Jak? w głosie Marty pojawia się nadzieja.

Znajdę ci pokój. Najtańszy, na obrzeżach. Zapłacę za pierwszy miesiąc. Dam trochę pieniędzy na jedzenie. Tyle. Reszta zależy od ciebie.

Znajdziesz pracę, ogarniesz się dasz radę.

Nie po miesiącu skończysz na ulicy, i nie będę miał z tym problemu.

Pokój? Bez mieszkania? Tato, nie dam rady sama. Boję się.

Tam przecież mogą być jacyś dziwni sąsiedzi.

I jak ja bez niczego? Nie mam nawet pościeli, ten drań wszystko zabrał!

Pościel mama zapakuje do torby. Zostawimy u dozorczyni. Odbierzesz sobie. Do mieszkania nie wchodzisz, ostrzegałem.

Jesteście bestie! wrzeszczy Marta. Własną córkę na wygnanie! Do nory!

Sami siedzicie w trzypokojowym, a ja mam jak szczur się ukrywać?

Matka nie wytrzymuje, chwyta telefon.

Marta, zamknij się! krzyczy tak, że Natalia podskakuje. Ojciec dobrze mówi!

To twoja ostatnia szansa. Pokój albo ulica.

Wybieraj, bo jutro już nawet pokoju nie będzie!

W słuchawce zalega cisza.

Dobrze, mamrocze w końcu Marta. Wyślijcie adres. I przelejcie coś na kartę. Chcę jeść.

Pieniędzy nie dam, ucina Andrzej. Kupię jedzenie i przekażę w torbie. Dobrze wiem, na co wydałabyś te na jedzenie.

Rozłącza się.

Natalia uznaje, że czas wyjść. Cicho udaje się do kuchni po wodę.

Liczy, że zaraz wyładuje się na niej cała frustracja.

Ojciec spojrzy na jej dres i stwierdzi, że wygląda jak fleja.

Matka zarzuci, że ją nic nie obchodzi powinna coś zrobić, a ona chodzi po domu jakby nigdy nic.

Ale rodzice nawet nie odwracają się w jej stronę.

Natalka, odzywa się cicho matka.

Tak, mamo?

Tam w szafie, na górnej półce, są stare prześcieradła i poszewki.

Wyjmij je i włóż do tej niebieskiej torby z komórki.

Dobrze, mamo.

Natalia idzie po torbę, wytrząsa jakieś śmieci.

Nie może pojąć: jak Marta zamierza mieszkać sama?

Przecież nie umie nawet ugotować makaronu. A jej słabość do używek

Natalia ma świadomość, że siostra nie wytrzyma nawet dwóch dni bez alkoholu.

Wraca do rodziców, staje na taborecie i wyciąga pościel.

Ręczników nie zapomnij! woła ojciec z kuchni.

Już włożyłam, odpowiada Natalia.

Widzi, jak ojciec przechodzi do korytarza, wkłada buty i wychodzi, nie mówiąc nic więcej.

Pewnie pojechał znaleźć tę norę.

Natalia idzie do kuchni. Mama wciąż siedzi w tej samej pozycji.

Mamo, może chcesz tabletkę? pyta cicho, podchodząc bliżej.

Matka patrzy na nią.

Wiesz, Natalka mówi dziwnym, zgaszonym głosem. Jak była mała, myślałam: wyrośnie, będzie moją pomocą.

Będziemy rozmawiać o wszystkim.

A dziś tylko myślę, żeby adres pokoju zapamiętała. Żeby tam dotarła…

Dotrze, Natalia siada obok. Zawsze jakoś sobie radziła.

Tym razem nie da rady, matka kręci głową. Ma zupełnie inne oczy. Puste. Jakby tam już nic nie było.

Została tylko powłoka, napędzana tą trucizną.

Wiem, że się jej boisz…

Natalia milknie. Zawsze sądziła, że rodzice nie dostrzegają jej obaw, że są zbyt zajęci ratowaniem zgubionej Marty.

Myślałam, że wam na mnie nie zależy, wyznaje szeptem.

Mama głaszcze ją po włosach.

Zależy nam. Tylko nie mamy już sił. Wiesz, jak w samolocie?

Najpierw maseczka dla siebie, potem dla dziecka. Przez dziesięć lat próbowaliśmy ratować ją. Dziesięć lat, Natalka!

I do psychologów, i do szeptunek, i do prywatnych klinik.

A na końcu o mało sami się nie udusiliśmy.

Dźwięk domofonu rozlega się w korytarzu. Natalia podskakuje.

To ona? pyta przestraszona.

Nie, ojciec ma klucze. To pewnie kurier z zakupami.

Natalia otwiera drzwi. Kurier wręcza dwa ciężkie pakunki.

Zanosi je do kuchni i rozkłada: kasze, konserwy, olej, herbata, cukier. Nic zbędnego.

I tak tego nie będzie jeść, zauważa Natalia, odkładając paczkę kaszy gryczanej. Woli gotowe dania.

Jak będzie chciała żyć, to ugotuje, matka wraca do dawnego tonu. Koniec rozpieszczania. Zatroskaniem możemy ją tylko do grobu doprowadzić.

Godzinę później wraca ojciec. Wygląda, jakby pracował trzy doby bez przerwy.

Znalazłem, rzuca krótko. Klucze mam. Właścicielka to ostra babka, emerytowana nauczycielka.

Od razu ostrzegła jak coś poczuje lub usłyszy, natychmiast wyrzuci.

Powiedziałem jej wprost: Niech pani wyrzuca od razu.

Andrzej… wzdycha mama.

Żadnego Andrzej. Dosyć kłamstw. Lepiej niech z góry wie.

Zabiera torbę z pościelą, zgarnia reklamówki z zakupami i wychodzi.

Zostawię wszystko u dozorczyni. Zadzwonię do Marty, wskażę miejsce odbioru.

Natalka, zamknij za mną na wszystkie zamki. Jak będzie dzwonić na stacjonarny nie odbieraj.

Ojciec wychodzi, mama zamyka się w kuchni i wybucha płaczem.

Natalia czuje ścisk w sercu. Jak tak można? Ona sama nie żyje, tylko wegetuje od jednej libacji do drugiej i nie daje spokoju rodzicom

***
Oczekiwania rodziców nie sprawdziły się po tygodniu Andrzej odbiera telefon od właścicielki pokoju. Powiedziała, że z policją wyrzuciła lokatorkę.

Marta przyprowadziła do siebie trzech mężczyzn i balowała całą noc.

A rodzice nie potrafili jej zostawić. Zawieźli Martę do prywatnego ośrodka leczenia uzależnień.

Zamknięty, dobrze chroniony tam obiecywali, że przez rok spróbują ją wyleczyć z nałogu.

Kto wie… może jednak stanie się cud?

Oceń artykuł
TwojaCena
Nie wpuścili córki do domu — Dlaczego jej nie wpuściliście? — Weronika w końcu zdobyła się na pytan…