Bogumiła, emerytka mieszkająca na mazowiejskiej wsi, prowadziła spokojne życie, doglądając kur i pielęgnując grządki porośnięte burakami i koperkiem. Jej ciszę jednak przerwały niepokoje, które dotknęły rodzinę jej syna w oddalonej Warszawie. Wnuk, Michał, był cichym chłopcem, dobrym uczniem; szkołę kończył z piątkami, lecz zamiast iść na studia, wybrał pracę w lokalnej fabryce żarówek.
Michał się ożenił, urodził mu się syn, lecz wszystko się zmieniło, gdy wpadł w sidła nałogu. Alkohol smakował jak śliwowica z dawnych snów. Znalazł się w dziwacznych towarzystwach, gubił się w bezsensownych sprzeczkach. Małżeństwo jego wisiało na włosku. Próbując scalić rodzinę, Bogumiła zaprosiła Michała do siebie liczyła, że przeniesienie na wieś przyniesie odmianę, a jemu towarzystwo i nowy rytm pomoże odnaleźć spokój. W dodatku myślała, że młoda krew odciąży ją w codziennych obowiązkach, bo coraz częściej śniły się jej robole sadzący ziemniaki na głowie.
Początki były wręcz bajkowe. Michał jakby odżył, a jego żona odetchnęła z ulgą. Przystosowali się do rytmu wiejskiego i czasami pomagali Bogumile zbierać porzeczki z ogrodu, choć w snach Bogumiły krzaki miały zawsze białe liście na odwrót. Lecz po miesiącu wszystko się popsuło. Michał wrócił do starego stylu życia, znikał w nocnych mgłach nad Wisłą, a żona z synem spakowali rzeczy i wyjechali, zostawiając po sobie ślady zbożowego pyłu. Michał się nie zmartwił. Wkrótce dołączyła do niego Jadwiga, nowa towarzyszka ze wspólną pasją do zapomnienia. Zamieszkali razem, zupełnie nie zważając na łzy Bogumiły, która patrzyła jak jej dom staje się obcy i chłodny jak marzec.
Problemy narastały jak ciasto drożdżowe pieniądze topniały szybciej niż śnieg w kwietniu, a wierzyciele dzwonili do drzwi po zwrot pożyczonych złotych. Michał posunął się nawet do tego, że zaczął pożyczać pieniądze od sąsiadów Bogumiły, wysysając ostatnie nadzieje z jej starego serca. Pomimo wszystkich tych trudności, przekonał Bogumiłę, by przepisała mu dom, a jej sen skręcał się coraz bardziej w ciasny krąg śniła, że na podwórku budują drugi dom z chleba i cebuli.
Bogumiła, zgnębiona losem, pewnego ranka wyszeptała tylko: W piekle mnie już nic nie przestraszy, skoro przeszłam przez takie życie tutaj. Michał z Jadwigą knuli nowy plan: własny biznes, sklep z marzeniami na kredyt, pożyczka z banku PKO BP, serca drżały im, jakby ktoś grał na pajęczych nitkach. Ale wszystko straszyło pułapką jeśli coś nie pójdzie zgodnie z planem, wszyscy mogą skończyć pod mostem, śniąc o ciepłej zupie, której tam nie będzie.




