Dziennik Alicji
Sąsiad z góry uwielbiał słuchać rocka o drugiej w nocy. Kupiłam synowi skrzypce i od ósmej rano zaczęliśmy ćwiczyć gamy, dokładnie gdy sąsiad zasypiał.
Równo o 1:30 w nocy, sufit w mojej sypialni zaczynał się zachowywać wyjątkowo aktywnie. Najpierw pojawiał się głuchy, daleki pomruk, jakby nad Warszawą przechodziła burza. Potem dochodziły niskie dźwięki, a basy szły falą, że kryształ w moim kredensie drżał nerwowo w rytm perkusji.
Mój sąsiad, Sebastian Kowalski, był zagorzałym fanem twórczości, która polegała na nieustannym słuchaniu całej dyskografii zespołów jak TSA czy Kombi, do tego tanie piwo i zupełnie nie przejmował się porą dnia.
Z natury jestem osobą spokojną. Pracuję jako księgowa, samotnie wychowuję siedmioletniego synka Igora i marzę tylko o spokojnej nocy. Ale gdy budzi cię wrażenie, że Grzegorz Kupczyk wrzeszczy ci Czyste szaleństwo prosto do ucha, mój wewnętrzny stoik traci cierpliwość.
Pierwszy raz poszłam do nich o drugiej w nocy, w szlafroku i kapciach. Drzwi otworzył mężczyzna po trzydziestce, rozczochrany, wyraźnie zaspany. Z mieszkania wylewał się dym z papierosów i ciężki rock.
Sebastian, miej pan trochę wyczucia powiedziałam spokojnym głosem. Jest noc, jutro muszę iść do pracy, Igor do szkoły.
A co? zdziwił się szczerze, opierając się o futrynę. Przecież nie jest tak głośno, sprzęt porządny, basy miękkie.
U mnie żyrandol się huśta odpowiedziałam.
Dobra, ściszę burknął i trzasnął drzwiami.
Cisza trwała dziesięć minut. Potem wszystko wróciło do normy.
Następnego dnia postanowiłam działać zgodnie z przepisami. Zadzwoniłam po policję. Patrol zjawił się półtorej godziny później, akurat gdy muzyczny maraton się skończył, a Sebastian pochrapywał. Policjanci tylko rozłożyli ręce: Nie ma hałasu, nie mamy czego notować. Proszę napisać do dzielnicowego.
Dzielnicowy faktycznie pojawił się po tygodniu.
Pogadałem z nim powiedział przez telefon. Obiecał, że będzie ciszej, ale proszę zrozumieć, mandaty są symboliczne, nie robią na nim wrażenia.
Więc wszystko zostało po staremu. Każdej nocy na moich nerwach grał ten sam rytm: bum-bum-bum. Zaczęłam pić melisę, przychodziłam do pracy blada i szczerze nienawidziłam tego bloku, Sebastiana, i własnej bezradności.
Moje dziecko ma talent trzeba go rozwijać
Pewnego sobotniego poranka siedziałam w kuchni z kubkiem kawy, patrząc na ciemne podkówki pod oczami Igora. On też nie spał już dobrze.
Mamo, czy mogę nauczyć się grać na skrzypcach? zapytał nagle, przeglądając coś w telefonie.
Słyszeliście kiedyś skrzypce w rękach początkującego? To nie muzyka, to dźwięk, przy którym chce się natychmiast uciekać wysokie piski, jakby rzeczywistość pękała.
Oczywiście, synku powiedziałam, pierwszy raz od miesiąca uśmiechając się naprawdę, łobuzersko. Kupimy najlepszy instrument.
Poszliśmy do sklepu muzycznego jeszcze tego samego dnia. Sprzedawca, elegancki starszy pan, długo dobierał ćwiartkę.
Młody ma słuch? zapytał.
Ma doskonałą motywację odpowiedziałam.
Równocześnie dokładnie przeczytałam regionalne Przepisy o ciszy. W tygodniu wolno hałasować od ósmej rano, w weekendy trochę później.
Sebastian zawsze zasypiał koło czwartej nad ranem. O ósmej spał najtwardziej.
Poniedziałek. Rano. Ja z Igorem stoimy na środku pokoju.
No, synku, skala C-dur. Głośno. Z uczuciem.
To, co wydarzyło się potem, trudno opisać słowami. Brzmiało to jak skowyt kota przytrzaśniętego drzwiami, połączony ze zgrzytem paznokcia na szybie. Skrzypce, nie tłumione niczym, idealnie rezonowały w betonowych stropach, niosąc podziękowania prosto do sufitu sąsiadowi.
Po dziesięciu minutach coś z łoskotem spadło z góry. Pewnie sam Sebastian. Pięć minut później ktoś uderzał w kaloryfer. Nie przerywaliśmy prawo było po naszej stronie.
O 08:20 zadzwonił dzwonek. Otworzyłam. Na progu stał Sebastian w podkoszulce i bokserkach, czerwone oczy, twarz jak po katastrofie.
Co wy wyprawiacie?! zachrypiał. Osiem rano! Ludzie śpią!
Dzień dobry, Sebastian! odpowiedziałam radośnie. Ćwiczymy gamy. Igor ma talent, nauczyciel kazał grać codziennie rano. Minimum godzina.
Kpiny sobie robicie? Głowa pęka!
Dziwne zdziwiłam się. Przecież nie jest tak głośno. A jak ci się podobało wczoraj Kombi? Chyba trochę basy siadały.
Spojrzał na mnie, potem na Igora, który stał z instrumentem jak mały wojownik.
Robicie to specjalnie?
To sztuka, Sebastian. Wymaga poświęceń.
Pokój przez muzykę
Ćwiczyliśmy tydzień. Każde rano, równo o ósmej. Już trzeciego dnia nocne koncerty u Sebastiana ustały liczył, że skoro on będzie cicho, my też przestaniemy. Ale przecież nauki nie można przerwać.
W piątek wieczorem przyszedł sam. Trzeźwy, w dżinsach i koszuli.
Słuchaj, Alicja powiedział zrezygnowany. Musimy się dogadać. Nie wytrzymam. Pisk nawet teraz słyszę w głowie.
Słucham pana uważnie zaprosiłam go do kuchni.
Położyłam kartkę i długopis na stole.
Warunki są proste. Całkowita cisza po 22.
A goście? próbował negocjować.
A jeśli Igor zechce grać w niedzielę o siódmej rano? odpowiedziałam spokojnie.
Sebastian wyraźnie się wzdrygnął.
Dobrze. Po dziesiątej pełna cisza. Umowa stoi. Skrzypce sprzedacie?
Nie powiedziałam. Zostanie jako gwarancja. Będzie stała na szafie, gotowa.
Podpisaliśmy ten prowizoryczny pakt o ciszy. I działa już pół roku. Igor porzucił skrzypce teraz interesuje się szachami.
W klatce jest spokojnie. Czasem witamy się z Sebastianem przy windzie. Patrzy na Igora z bojaźnią, na mnie z szacunkiem. Chyba zrozumiał, że cicha księgowa z grzecznym synem może być groźniejsza niż każdy rockowy buntownik.



