Mój ojciec, kiedy miał już 72 lata, opowiadał mi, że zamierza poślubić swoją dawną koleżankę ze szkoły.
Gdy usłyszałem, że ma wziąć ślub, poczułem się zszokowany przecież w tym wieku nie spodziewa się się nowych uczuć! Przez dwadzieścia lat był samotny, od kiedy odeszła moja matka. Trzydzieści lat temu wyjechałem z rodzicami, by założyć własną rodzinę, ale co roku, w Boże Narodzenie i na wakacje, jeździmy do niego z żoną i dziećmi. Na szczęście ojciec ma mocny charakter i nie narzeka na zdrowie, więc sam radzi sobie w gospodarstwie, choć my wciąż przyjeżdżamy, gdy trzeba przystrzyc ogród albo ściąć drewno na zimę.
Niedawno zadzwonił i oznajmił, że nadszedł czas, by przywitać w domu nową kobietę. Okazało się, że chodzi o jego dawną koleżankę ze szkolnych ław Jadwigę, z którą kiedyś trzymał bliską przyjaźń, lecz po ukończeniu szkoły rozdzieliły je losy i mieszkały w różnych miastach. Teraz, po latach, postanowili połączyć swoje życia. Czy to nie żart losu?
Kiedy dowiedziałem się o planowanym weselu, od razu powiedziałem ojcu, że nie możemy liczyć na nas i nasze dzieci przy ceremonii, lecz on nie zmienił swego zamiaru. Kilka miesięcy temu odbyła się mała uroczystość, zaledwie w gronie najbliższych.
Dom ojca jest ogromny rozległa wieś pod Krakowem, duży gospodarstwo i pola, a jego nowa żona ma już kilku wnuków i potomków, którzy nie szczędzą prób przejęcia tego majątku. Zastanawiam się więc, czy ich związek nie ma jedynie wymiaru materialnego.
My z żoną mieszkamy w trzy pokojowym mieszkaniu w Warszawie, spłacając niegdyś kredyt przez pół życia. Mamy dwoje dzieci i zawsze myśleliśmy, że przekażemy nasze lokum starszemu pokoleniu, a młodszemu dom ojca. Teraz nie wiemy, kto ostatecznie odziedziczy ziemię.
Od sześciu miesięcy nie odwiedzamy ojca i nie mamy ochoty, gdyż wydaje się, że buduje nowe życie. Bliscy często dzwonią, twierdząc, że powinniśmy cieszyć się, iż ojciec w podeszłym wieku odnalazł szczęście. Oczywiście cieszyłoby mnie, gdyby nie obawa, że Jadwiga wykorzysta go jedynie dla majątku i że w przyszłości będziemy musieli walczyć z falą jej krewnych o dom, w którym spędziłem połowę życia.
Nie wiem, co zrobić. Nie mogę dłużej ignorować ojca, a nie mam siły udawać, że wszystko jest w porządku. Co radzicie, by wydostać się z tej sytuacji?




