Tego lata do naszego domu przyjeżdża w odwiedziny ukochana siostra mojej żony. W rodzinie nazywają ją naszym oczkiem w głowie, bo gdziekolwiek są zjazdy rodzinne, mama, tata i wszyscy inni rozprawiają tylko o niej świetnie radziła sobie w szkole, skończyła studia, zdobyła pracę w swoim zawodzie. Prawda, że jest córką wręcz idealną?
A najstarsza, czyli moja żona, nawet nie ukończyła kierunku i szybko wyszła za mąż. Nikt się tym jednak nie przejął, bo moją sytuacją finansową można było się pochwalić prowadzę własną firmę, mamy mieszkanie w Warszawie, samochód i przyzwoite dochody. Jednak najlepszą córką i tak pozostaje młodsza siostra.
I właśnie tego lata siostra żony odwiedza nas i prosi mnie o pożyczkę, bo planuje kupić mieszkanie na kredyt, lecz nie stać ją na wkład własny. Dla mnie to nie aż taka wielka suma, więc zgadzam się bez wahania. Zapewnia mnie, że pracuje w urzędzie i zwróci wszystko o czasie.
Bierze pieniądze i niemal przysięga, że odda ratami każdego miesiąca. Po tygodniu okazuje się, że wyjeżdża nad morze. Przyznam, że byłem zdziwiony ktoś, kto nie ma pieniędzy na wkład, nagle znajduje środki na wakacje nad Bałtykiem.
Wytłumaczyła rodzinie, że przez cały rok na to odkładała, ale sprawa była dziwna: kredytu na mieszkanie w ogóle jeszcze nie miała. Zapytałem, co z tym mieszkaniem, a ona mówi, że się rozmyśliła.
Poprosiłem więc o zwrot pożyczki, skoro zmieniła plany. Usłyszałem, że nie ma już pieniędzy, bo wszystko wydała na wyjazd. Zrozumiałem wtedy, że od początku wcale nie zamierzała nic kupować.
Grzecznie poprosiłem, by oddała dług tak szybko, jak się da, bo przecież daliśmy jej pieniądze na mieszkanie, a nie na urlop. Jej odpowiedź była bardzo przykra: Spokojnie, zarobię dużo, poczekasz. Teraz nie mam, niech ci to nie przeszkadza.
Jak myślicie, jak to się skończyło? Dokładnie tak: opowiedziała teściowej, że domagam się zwrotu przed terminem i że tak nie traktuje się rodziny. Efekt? Najmłodsza znowu stała się aniołem, a my bogaczami bez serca.




