Koleżanka z pracy próbowała przerzucić na mnie swoje raporty. Przekazałam jej prośbę szefowi z komentarzem: „Proszę, pomóżcie Marii, bo nie daje sobie rady”

Ola próbowała zrzucić na mnie swoje raporty. Przesłałam jej prośbę szefowi: Pomóżcie Oli, nie daje sobie rady.

Ola pojawiła się w naszym dziale półtora roku temu. Sympatyczna, zawsze zadbana kobieta, sumienna pracownica, mama dwóch dzieci. Początkowo jej prośby były zupełnie niewinne: Och, utknęłam w przychodni, odbierz za mnie telefon, Muszę wcześniej odebrać dziecko z przedszkola, pomóż mi wrzucić raport do systemu, to tylko kilka kliknięć. W naszym zespole każdy stara się pomagać innym, więc uważałam to za coś naturalnego.

Jest jednak cienka granica między wzajemną pomocą a regularnym oddawaniem komuś swojej pracy. Po kilku miesiącach zauważyłam, że kilka kliknięć ewoluowało w całe bloki obowiązków. Ola zaczęła wysyłać mi wiadomości tuż przed 17:00 z dopiskiem: I tak zostajesz do osiemnastej, a moje młodsze dziecko się rozchorowało. To była typowa psychologiczna manipulacja wykorzystywała moje poczucie winy i społeczne normy. W naszym społeczeństwie rola matki jest niemal nienaruszalna, i tak jechała przez długi czas. Dopóki nie poczułam, że nie mam już siły.

Ola budowała wokół siebie wizerunek wiecznie zabieganej bohaterki, która walczy z codziennością i pracą naraz. Fakty były jednak takie: pensje mamy takie same, tylko że moje wieczory należały do mnie, a część jej obowiązków już znalazła się na moim biurku. Kiedy pierwszy raz grzecznie odmówiłam, tłumacząc się własnym zajęciem, usłyszałam pasywno-agresywną odpowiedź: Ty nie masz dzieci, nie wiesz, co to znaczy, gdy życie rozrywa cię na strzępy. To klasyczna pułapka: manipulator odbiera ci prawo do zmęczenia, sugerując, że twoje powody są mniej ważne.

Kulminacja przyszła pod koniec kwartału. Musieliśmy sporządzić zbiorcze zestawienia sprzedaży żmudna praca wymagająca skupienia. O 16:45 dostałam od Oli mail z surowymi danymi i tekstem: Przedszkolna impreza została przesunięta, muszę uciekać. Dokończ, proszę, jesteś naszą ekspertką, dla ciebie to 15 minut, a ja nie mam gdzie zostawić dziecka. Jutro się odwdzięczę. W tej chwili poczułam, że jeśli teraz się zgodzę, podpiszę na siebie wyrok na kolejne miesiące. Bezpośredni odmowy mogłyby wywołać falę pretensji i narzekań, więc trzeba było przenieść temat z pola prywatnych przysług do obszaru formalnych procesów.

Nie pisałam jej złośliwej odpowiedzi. Zamiast tego przesłałam mail do kierownika działu, pana Piotra Kowalskiego, z neutralnym tekstem: Panie Piotrze, dzień dobry! Przesyłam wiadomość od Oli. Ze względu na sprawy rodzinne nie jest w stanie poradzić sobie z obciążeniem w godzinach pracy i zostawia część obowiązków innym pracownikom. Proszę o pomoc dla Oli: może trzeba rozważyć zmniejszenie zakresu jej zadań lub czasową pracę na ½ etatu, aby mogła spokojnie zajmować się rodziną, nie przeciążając raportami innych osób. Dziś mam pełne ręce własnych spraw i nie jestem w stanie podjąć się jej bloków bez utraty jakości.

Kliknięcie Wyślij było przerażające: w głowie kłębiły się myśli, To donosicielstwo, Będą mieć mnie za zdrajczynię. Ale miałam dosyć pracy za kogoś innego.

Reakcja była natychmiastowa. Piotr Kowalski nie wiedział, że część pracy Oli robiłam ja, wszystko wyglądało na papierze idealnie. Następnego poranka Ola została wezwana do gabinetu. Nie znam szczegółów rozmowy, ale wyszła blada i milcząca. Do mnie więcej nie kierowała próśb przejmij albo zrób za mnie.

Wiele osób powie: Trzeba być życzliwym, dzieci są święte. Oczywiście, ale życzliwość na koszt innych to wykorzystywanie. Osoba naprawdę w trudnej sytuacji idzie do przełożonego, prosi o home office, elastyczny grafik lub urlop, a nie obciąża współpracowników po cichu.

Moje postępowanie nie było zemstą po prostu wyznaczyłam granice. W biznesie obowiązuje jedno prawo: jeśli bierzesz cudzą pracę bez słowa, znaczy, że ci pasuje. Strumień próśb ze strony Oli ustał. Teraz nasze relacje są oficjalne i uprzejme, a dział pracuje jak dawniej. Okazało się, że Ola świetnie sobie radzi, jeśli nie próbuje zrzucać wszystkiego na innych.

Oceń artykuł
TwojaCena
Koleżanka z pracy próbowała przerzucić na mnie swoje raporty. Przekazałam jej prośbę szefowi z komentarzem: „Proszę, pomóżcie Marii, bo nie daje sobie rady”