Mamy dwoje dzieci, ale kocham tylko jedną.
Wiem, że moi rodzice zawsze bardziej kochali moją siostrę Bognię niż mnie. Ojciec i matka potwierdzają to, kiedy wprowadzają ją i jej dwoje małych pociech do domu, a mnie żądają natychmiastowego wyprowadzki, mówiąc: Z twoją pracą zdalną możesz sobie pozwolić na własne mieszkanie.
Gdy Bogna studiuje na Uniwersytecie Jagiellońskim, rodzice podążają za nią jak mała dziewczynka, załatwiają wszystkie sprawy w dziekanacie, pomagają w spotkaniach i teraz opiekują się jej dziećmi. Ja nigdy nie dostaję takiej pomocy, a teraz wyrzucają mnie z domu.
Mój ojciec twierdzi, że jako mężczyzna powinienem sam się utrzymać, ale z jakiegoś powodu mąż mojej siostry Tomasz, starszy ode mnie nie musi zapewniać rodzinie środków.
Podczas kłótni o wyprowadzkę popełniam błąd, mówiąc, że mam tyle samo prawa do mieszkania co Bogna i że przysługuje mi w nim część. Na to matka odpowiada, że ojciec i ona wciąż mieszkają w tym lokalu, nazywa mnie świnią za poruszanie podziału własności, a Bogna dodaje, że próbuję jej i jej dzieci wyrzucić.
Prawo nie daje mi szansy na rozwiązanie tej sytuacji, bo wiem, że rodzice szybko spiszą testament i mnie wykluczą.
Czy naprawdę rodzina może rozpaść się o jedną kawalerkę? Jestem też dzieckiem moich rodziców, a oni traktują mnie jak obcego. Po co więc mieli dwoje dzieci, jeśli teraz jestem zbędny?




