Syn mojego byłego męża z jego drugiego małżeństwa zachorował, a były mąż poprosił mnie o pomoc finan…

Syn mojego byłego męża z drugiego małżeństwa zachorował, a on poprosił mnie o wsparcie finansowe. Odrzuciłam go!

Mam trzydzieści siedem lat. Od dziesięciu lat jestem rozwiedziona dokładniej od 2013 roku. Mój były mąż zdradził mnie, nie wybaczyłam mu tego i od tamtej pory żyje z nową żoną.

To właśnie ona zajęła się jego ciążą, urodziła dziecko i po ślubie zamieszkała razem z nim w Warszawie. Ja natomiast postanowiłam nie mieć z nim nic wspólnego, więc nie mam pojęcia, co się tam naprawdę dzieje.

Mój dochód jest stabilny, a pensja przyzwoita. Dlatego, gdy w zeszłym tygodniu znowu pojawił się przy moim drzwiczkach, byłem naprawdę zaskoczona. Nie widzieliśmy się od lat, a on od razu wziął głos: Mój syn ma nowotwór. Leczenie jest kosztowne, a my nie mamy pieniędzy. Zwrócił się do mnie, bo nie potrafił znaleźć innego wyjścia.

Tymczasem ja niedawno sprzedałam kamienicę przy Krakowskim Przedmieściu, którą odziedziczyłam po babci. Wiedział o tym i przyszedł, by odebrać pieniądze. Właśnie wtedy, gdy potrzebował ich najbardziej, los sprawił, że miał do mnie dostęp. Kwota była spora, ale nie planowałam jej od razu wydawać. Marzyłam o nowym samochodzie, choć wciąż nie umiem prowadzić, a czas mnie nie rozpieszcza. Nie spieszyłam się więc z podjęciem decyzji.

Zastanawiałam się, czy pomógłby mi, gdybym sama zachorowała. Mało prawdopodobne. Nie masz pojęcia, jak bardzo cierpimy! wykrzyknął, choć nigdy nie zważał na moje uczucia, tym bardziej nie na swoją żonę. Przypomniał mi, że kiedyś bez wahania wymienił mnie na nią. Podczas rozwodu podzieliliśmy wszystko po połowie. Twierdził, że pieniądze przydadzą się jego nowej rodzinie, a nawet chciał, żebym zwróciła mieszkanie, które kupiłam przed ślubem. To mnie uratowało. A teraz wraca i wymaga pieniędzy, mówiąc, że to dla dobra jego syna.

Obiecał, że jeśli nie uwierzę, przedstawi wszystkie dokumenty medyczne. Nie potrzebuję ich. Nie zamierzam nawet o tym myśleć, choć przysięga, że zwróci wszystko. Rekwalifikacja dziecka kosztuje fortunę, a ja wątpię, że odzyskam choć część wydatków.

Dlaczego nie pożyczysz od banku? zapytałam go. Powiedziałam mu to prosto w twarz. Podniósł głos, błagał, bym się poddała i klęknęła przed nim. Nie zamierzałam go poniżać. Nie chcę go znać ani widzieć. Zdradził mnie w przeszłości, więc niech odejdzie w najlepsze. Mówił, że powróci, kiedy się uspokoję i przemyślę wszystko. Nie ma już dla mnie nic do rozważania.

Można by pomyśleć, że nie mam sumienia. Chcę po prostu samodzielnie zarządzać swoimi pieniędzmi i nie dzielić się nimi z innymi. Po tej rozmowie poczułam się trochę przygnębiona, ale nie udzielę im pomocy niech to będzie dla nich nauczka i zapłata za popełnione grzechy.

Oceń artykuł
TwojaCena
Syn mojego byłego męża z jego drugiego małżeństwa zachorował, a były mąż poprosił mnie o pomoc finan…