Dziennik Lilii Wiktorii
Wieczorem przyszedł do mnie wnuk. Od razu widziałam, że czymś się przejmuje.
– Babciu, mam do Ciebie prośbę. Bardzo potrzebuję pieniędzy. Dużo.
Zazwyczaj Kacper wpadał do mnie dwa razy w tygodniu. Jeśli trzeba, szedł do sklepu, wynosił śmieci, raz nawet naprawił mi kanapę jeszcze długo posłuży. Zawsze spokojny, opanowany. A dziś cały roztrzęsiony.
Zawsze się bałam, bo różne rzeczy się dzieją w świecie!
– Kacperku, czy mogę zapytać po co Ci te pieniądze? I co to znaczy dużo? w środku się spięłam.
Kacper to mój najstarszy wnuk. Dobry chłopak. Rok temu skończył liceum, pracuje i studiuje zaocznie. Rodzice nigdy na niego nie narzekali. Ale po co aż tyle pieniędzy?
– Na razie nie mogę powiedzieć, ale na pewno oddam, tylko nie od razu, w ratach Kacper patrzył w ziemię.
– Sam wiesz, że żyję z emerytury nie byłam pewna, co robić. Ile potrzebujesz?
– Dwadzieścia tysięcy złotych.
– A dlaczego nie zapytasz rodziców? zapytałam automatycznie, choć wiedziałam już, co odpowie. Jego ojciec, mój zięć, był zawsze bardzo surowy. Uważał, że syn powinien sam sobie radzić, w miarę możliwości, i nie wchodzić tam, gdzie nie trzeba.
– I tak nie dadzą powiedział Kacper, jakby czytał mi w myślach.
A jeśli wplątał się w jakieś kłopoty? I jak mu dam, to będzie gorzej? A może wręcz przeciwnie, jak nie dam, to będzie jeszcze większy problem? Spojrzałam na Kacpra z niepokojem.
– Babciu, nic złego się nie dzieje, naprawdę odczytał mój wzrok po swojemu Oddam w trzy miesiące. Obiecuję! Nie wierzysz mi?
Może faktycznie powinnam dać. Nawet jeśli nie odda. Ktoś na świecie powinien być, kto w niego wierzy. Nie może stracić zaufania do ludzi. Te pieniądze trzymam na czarną godzinę, może to właśnie ten moment. Przecież Kacper przyszedł do mnie. Jeszcze nie pora myśleć o własnym pogrzebie. Zresztą, jak będzie trzeba, ktoś mnie kiedyś pochowa. O żywych trzeba pamiętać. I ufać swoim bliskim!
Mówią, że jak pożyczasz, żegnaj się z tymi pieniędzmi. Młodzi teraz są jacyś tacy, że nie wiadomo czasem, co im po głowie chodzi. Ale z drugiej strony, wnuk mnie nigdy nie zawiódł!
– Dobrze, dam Ci te pieniądze, na trzy miesiące, jak prosisz. Ale może rodzice powinni wiedzieć?
– Babciu, przecież wiesz, jak Cię kocham. I zawsze dotrzymuję słowa. Ale jak nie możesz, to pójdę po kredyt przecież pracuję.
Rano poszłam do banku, wypłaciłam potrzebną kwotę i przekazałam Kacprowi.
Rozpromienił się, uściskał mnie i podziękował:
– Dziękuję, babciu, jesteś dla mnie najważniejszą osobą na świecie. Oddam wszystko i wybiegł.
Usiadłam w domu z herbatą i zaczęłam rozważać. Ile to już razy w życiu potrzebowałam pieniędzy! I zawsze znalazł się ktoś, kto mnie poratował. Czasy się zmieniły, teraz każdy sam sobie. Ciężkie czasy!
Po tygodniu Kacper przyszedł w świetnym humorze.
– Babciu, masz tu część pieniędzy, wypłatę dostałem. Mogę jutro przyjść nie sam?
– Oczywiście, wpadaj! Upiekę Twój ulubiony makowiec uśmiechnęłam się. Ucieszyłam się, że będzie. Może się wszystko wyjaśni. Chciałam się upewnić, że z Kacprem wszystko dobrze.
Wieczorem Kacper przyszedł z dziewczyną. Była drobniutka, skromna.
– Babciu, poznaj, to Zosia. Zosiu, to moja ukochana babcia, Lilia Wiktoria.
Zosia od razu zdobyła moją sympatię.
– Dobry wieczór, bardzo Pani dziękuję! powiedziała z uśmiechem.
– Bardzo mi miło, wejdźcie od razu poczułam ulgę. Polubiłam ją od pierwszego spojrzenia.
Usiedliśmy na herbatę i makowiec.
– Babciu, nie mogłem Ci powiedzieć wcześniej. Zosia bardzo się denerwowała, jej mama nagle poważnie zachorowała. A nie było komu pomóc. Zosia jest przesądna, zabroniła mi mówić, po co pieniądze. Ale już jest dobrze, mamę operowali, rokowania są dobre Kacper czułą spojrzał na Zosię i złapał ją za rękę.
– Bardzo Pani dziękuję, nawet nie wie Pani, jak Zosia otarła łzy.
– Już dobrze, Zosieńka, nie płacz, wszystko już będzie dobrze Kacper wstał od stołu Babciu, my już pójdziemy, późno jest.
– Idźcie, dzieci, spokojnej nocy, niech Wam się wiedzie przeżegnałam ich na drogę.
Wnuk mi dorósł. Dobrze, że mu zaufałam. To nie tylko o pieniądze chodziło. Po prostu jesteśmy sobie teraz bliżsi.
Po dwóch miesiącach Kacper oddał resztę pieniędzy i opowiedział mi wszystko:
– Babciu, wyobraź sobie, lekarz powiedział, że zdążyliśmy na czas. Gdyby nie Twoja pomoc, mogło się to zupełnie inaczej skończyć. Dziękuję Ci, babciu. Nie wiedziałem, jak pomóc Zosi. A teraz wiem, że zawsze znajdzie się ktoś, kto pomoże w trudnej chwili. Wszystko dla Ciebie zrobię, najlepsza babciu!
Pogładziłam go po głowie, jak kiedyś, gdy był dzieckiem.
– Leć już. Wpadaj do mnie razem z Zosią, zapraszam!
– Na pewno przyjdziemy! Kacper uściskał mnie.
Zamknęłam za nim drzwi i przypomniałam sobie, jak moja babcia powtarzała:
Bliskim zawsze trzeba pomagać. U nas w Polsce tak zawsze było. Kto dla innych z otwartym sercem, temu też bliscy serce okazują! Tego się trzymaj.




