Co się dzieje z mężczyznami w dzisiejszych czasach! Zaprosiłam jednego do siebie do domu, myślałam, że rozwinie się z tego związek.

Z jakiegoś powodu wiele Polek uważa, że jeśli mają ponad 40 lat i za sobą jeden lub dwa rozwody, to już nie ma dla nich nadziei na szczęście. Sama jestem w takiej sytuacji. Byłam dwukrotnie mężatką. Pierwsze małżeństwo zawarłam, gdy byłam młoda, z tej relacji mam córkę. Drugi raz wyszłam za mąż, gdy miałam trzydzieści lat. Ani pierwsze, ani drugie małżeństwo nie przetrwało dłużej niż dwa lata. Za każdym razem coś było nie tak z partnerem.

Oczywiście, po drugim rozwodzie miałam jeszcze różne relacje, ale żadna nie skończyła się ślubem. Teraz mam 45 lat i mimo wszystkiego, co się wydarzyło, wciąż wierzę, że mogę być szczęśliwa, że gdzieś na świecie czeka na mnie moja bratnia dusza. Żeby nie przedłużać zaledwie miesiąc temu poznałam mężczyznę, całkiem przypadkiem, na ulicy w centrum Warszawy. Michał ma 49 lat. Spacerowałam po Łazienkach, zawsze lubiłam o siebie dbać i wyglądać elegancko. Zdecydowałam się przysiąść na kawę w kafejce w parku.

Michał podszedł do mnie, aby rozpocząć rozmowę. Nie był może ideałem, ale sprawiał bardzo dobre wrażenie zadbany, schludnie ubrany, wyważony. Przedstawił się, zamówił mi jeszcze jedną kawę. Od razu zapytałam go, czy jest żonaty lub ma dziewczynę. Odpowiedział wymijająco od razu było widać, że coś ukrywa. Jednak zaprosiłam go do siebie, żebyśmy mogli spokojnie porozmawiać zaproponowałam herbatę i sernik, który upiekłam dzień wcześniej. Wiem, co niektórzy pomyślą: jak mogłaś wpuścić obcego mężczyznę do swojego mieszkania? Ale widziało nas kilku znajomych, którzy akurat przechodzili obok, więc nie miałam powodu się obawiać. Michał wydawał się być zupełnie nieszkodliwy.

Kiedy weszliśmy do mieszkania, rozejrzał się i nagle zarechotał:

Masz naprawdę duże mieszkanie. Ale chyba od piętnastu lat tutaj nikt nie robił remontu.

Udałam, że nie rozumiem, o czym mówi przecież remont robiłam dziesięć lat temu. Ale mieszkanie jest zadbane. Po co mi nowa farba na ścianach, skoro mogę inwestować w siebie? Czy to naprawdę zła filozofia?

Przyniosłam mu herbatę i sernik, zjedliśmy, wypiliśmy herbatę, a Michał znowu zaczął narzekać na wystrój mojego mieszkania. W końcu powiedziałam mu prosto z mostu: A co za różnica, jakie mam mieszkanie? Może to ty zaprosisz mnie kiedyś do siebie? Zamilkł natychmiast. Temat się skończył. Pożegnał się grzecznie, obiecał, że zadzwoni za tydzień.

Minął cały tydzień nie zadzwonił, nie napisał nawet SMS-a. W sobotę późnym wieczorem wysłał wiadomość, że zamierza mnie odwiedzić. Odpisałam, że tym razem czeka go ciężka praca i jeżeli przyjdzie, pomoże mi w tapetowaniu ścian. Od razu odpisał, że przypomniał sobie o pilnych sprawach i odezwie się za tydzień.

Myślę, że to żonaty facet, który szuka przygody z bogatszą kobietą. Ale ja do bogatych nie należę i nie zamierzam nikogo udawać. Zresztą, to już nieważne. Najważniejsze, że wychodzę z tego z jedną lekcją: jeżeli mężczyzna nic dla ciebie nie robi, po co ci taki mężczyzna w życiu? Zamiast tracić czas na byle jakie relacje, lepiej inwestować w siebie i wierzyć, że gdzieś czeka ktoś, kto doceni twoją wartość. To jest najważniejsze nie zapominać o własnej wartości i nie rezygnować ze szczęścia tylko dlatego, że życie czasem daje nam pod górkę.

Oceń artykuł
TwojaCena
Co się dzieje z mężczyznami w dzisiejszych czasach! Zaprosiłam jednego do siebie do domu, myślałam, że rozwinie się z tego związek.