Kawaler-biznesmen przyszedł do restauracji bez portfela, żeby sprawdzić mnie pod kątem materializmu. Wtedy nie straciłam zimnej krwi… Oto, co zrobiłam…

Wtorek, 23 kwietnia

Dziś wieczorem wybrałam się na drugie spotkanie z Marcinem biznesmenem, którego poznałam kilka tygodni temu podczas konferencji w Warszawie. Zaprosił mnie do ekskluzywnej restauracji na Śródmieściu, tej, która słynie z wyrafinowanego wystroju i kelnerów sunących po sali niczym duchy, z winem i dziką wątróbką.

Marcin doskonale pasował do otoczenia: dopracowany garnitur, błyszczący zegarek, nieco ironiczny uśmiech patrząc na niego można było mieć wrażenie, że czuje się królem całego świata.

Zamów, co tylko masz ochotę rzucił, nawet nie zaglądając do menu. Nie cierpię, gdy kobieta się ogranicza.

Brzmiało to jak wypowiedź z bajki o szczodrym królewiczu, ale czułam lekki niepokój. Może przez jego przesadnie oceniające spojrzenie, może przez opowieści o byłych partnerkach, które, jak przekonywał, widziały w nim wyłącznie portfel.

Wybrałam sałatkę z kaczką i kieliszek rieslinga. On zamówił stek, tatar i butelkę drogiego czerwonego wina, a potem długo mówił o biznesie, narzekał na płytkich ludzi, rozważał o wartościach i duchowej więzi. Słuchałam, przytakiwałam, choć poczucie bycia egzaminowaną nie opuszczało mnie jakby za chwilę mogło paść podchwytliwe pytanie.

Teatr jednego aktora

Gdy kelner położył czarną skórzaną teczkę z rachunkiem, Marcin nie przerwał wywodu. Sięgnął leniwie do wewnętrznej kieszeni marynarki, potem do drugiej, a później zaczął klepać się po spodniach. Jego twarz zmieniła wyraz pewność zastąpiła pozorna konsternacja.

Cholera wymamrotał, patrząc mi prosto w oczy. Chyba zostawiłem portfel albo w biurze, albo w drugim aucie.

Rozłożył ręce, udając bezradność, lecz nie było w tym strachu. Nie poprosił kelnera o chwilę cierpliwości, nie próbował rozwiązać sprawy przez BLIK czy przelew. Po prostu patrzył na mnie.

No cóż, głupia sytuacja kontynuował, opierając się wygodnie. Może mnie poratujesz? Zapłacisz dziś, potem oddam. Albo przy następnej okazji z nawiązką.

Wtedy wszystko stało się jasne nie była to przypadkowa niefrasobliwość, lecz celowo zaplanowany test, o którym mówił pół godziny wcześniej.

Czytałam o takich sztuczkach na forach, widziałam w kiepskich serialach, lecz nie przypuszczałam, że spotka mnie to osobiście i to ze strony dorosłego, dobrze ustawionego mężczyzny.

Jego logika była śmiesznie prosta: jeśli kobieta bez sprzeciwu płaci za dwie osoby znaczy dobrze rokuje, nadaje się na ratowanie i wspieranie. Odmowa? Materialistka i polująca na pieniądze. Przed sobą miałam już nie biznesmena, a zakompleksionego manipulatora, który postanowił sprawdzić, ile jestem warta.

Był przekonany, że wygraną ma w ręce. W jego świecie perspektywa związku z cennym kandydatem powinna sprawić, że po prostu wyciągnę kartę i zapłacę.

Chłodna kalkulacja

Z spokojem otworzyłam torebkę, a Marcin wyraźnie się odprężył. Uznał, że jego plan się powiódł.

Oczywiście, nie ma problemu powiedziałam miękko, wołając kelnera.

Proszę podzielić rachunek powiedziałam stanowczo. Zapłacę za siebie. A za stek, wino i deser niech zapłaci dżentelmen.

Jego uśmiech zniknął.

Jak to?! syknął, pochylając się. Nie mam przecież portfela.

Rozumiem przytaknęłam, zbliżając telefon do terminala. Ale jesteśmy prawie obcymi sobie ludźmi. Zapłacić za siebie to normalność. A kolacja mężczyzny, który sam zaprosił mnie do drogiej restauracji i zamówił wszystko, co najdroższe przepraszam, nie moja odpowiedzialność. Jesteś dorosły, dasz radę znaleźć wyjście.

Kelner zamarł, spoglądając raz na mnie, raz na niego. Marcin zaczął czerwienić się, a jego blichtr odpadał, odsłaniając zwykłą nieuprzejmość.

Serio? Przez te parę złoty? Powiedziałem przecież, że oddam! Chciałem tylko cię sprawdzić…

I sprawdziłeś rzuciłam, wstając. Jestem osobą, która nie pozwala sobą manipulować.

Zmierzałam już do wyjścia, ale poczułam, że to jeszcze nie koniec. Marcin został przy stole z nieopłaconym rachunkiem, zły i zagubiony, bez portfela.

Wróciłam, wyciągnęłam z portmonetki kilka zmiętych banknotów i garść drobnych te, które zazwyczaj leżą na dnie torby.

A tak, dodałam. Skoro portfel został w aucie, to pewnie na taksówkę też nie masz?

Położyłam pieniądze obok jego kieliszka.

To na bilet na metro. Nie martw się, dojedziesz. Możesz potraktować to jako mój wkład w twoje badania duszy kobiety.

Ludzie przy sąsiednich stolikach zaczęli się oglądać. Marcin wyglądał, jakby dostał policzek.

Wyszłam na ulicę.

Ten wieczór kosztował mnie tylko sałatkę i lampkę wina niewielka cena za wczesne rozpoznanie człowieka i zaoszczędzenie sobie lat życia. Mam nadzieję, że wyciągnął wnioski, choć tacy ludzie rzadko się zmieniają.

Ciekawa jestem, jak Wy byście postąpili na moim miejscu uratowalibyście zapominalskiego kawalera, czy wybralibyście stanowczą, ale uczciwą postawę?

Oceń artykuł
TwojaCena
Kawaler-biznesmen przyszedł do restauracji bez portfela, żeby sprawdzić mnie pod kątem materializmu. Wtedy nie straciłam zimnej krwi… Oto, co zrobiłam…