Cześć, muszę Ci opowiedzieć, co ostatnio się u mnie wydarzyło. Mój były mąż z drugiego małżeństwa, czyli Jan Kowalski, niedawno dowiedział się, że jego syn Michał ma raka. Jan przyszedł do mnie, bo leczenie jest drogie i poprosił o pomoc finansową. Odpowiedziałam mu szczerze: nie dam!
Mam 37 lat, rozwiodłam się już od dziesięciu lat. Jan mnie zdradził, więc nie wybaczyłam mu tego i od tamtej pory nie miałem z nim kontaktu. Teraz mieszka z nową żoną, Anną. Ta kobieta zaszła w ciążę z Janem, urodziła mu syna i wzięli się za mąż. Ja z kolei postanowiłam po prostu nie rozmawiać z nim. Nie mam pojęcia, co się u nich teraz dzieje.
Finansowo radzę sobie całkiem nieźle zarabiam przyzwoicie i niedawno sprzedałam dom, który odziedziczyłam po babci. Jan się o tym dowiedział i właśnie wtedy przyszedł po kasę. Właśnie w odpowiednim momencie, bo właśnie wtedy miałam plan, co z pieniędzmi zrobić. Chciałam kupić sobie ładny samochód, ale najpierw muszę się jeszcze nauczyć jeździć, a czasu nie ma. Kwota, o którą prosił, jest naprawdę spora, więc nie miałam ochoty od razu się z nią rozstać. Zastanawiam się, czy oddałaby mi go, gdybym sama była chora wątpię.
Wyobrażasz sobie, jak bardzo jesteśmy w potrzebie! krzyknął Jan, jakby myślał o moich uczuciach. Nie myślał nigdy o tym, co ja czuję, ani o jego żonie. Przecież kiedyś bez wahania wymienił mnie na nią. Przy rozwodzie podzieliliśmy wszystko po połowie. Jan twierdził, że pieniądze przydadzą się jego nowej rodzinie, a nawet chciał, żebym oddała mu mieszkanie, które kupiłam przed ślubem. To mnie uratowało. Teraz on stoi przed mną i żąda kasy, gada o swoich emocjach!
Obiecał, że pokaże wszystkie potrzebne dokumenty, jeśli mu nie uwierzę, ale nie potrzebuję tego. Nie zamierzam się nad tym zastanawiać, nawet jeśli przysięga, że wszystko zwróci. Syn i jego żona wciąż potrzebują rehabilitacji, a to kosztuje fortunę. Szczerze mówiąc, nie wierzę, że dostanę kiedykolwiek zwrot.
Zapytałam go: Czemu nie pożyczysz od banku?. Powiedziałam mu to prosto w twarz. Zaczął krzyczeć, proponował, żebym klęczała przed nim. Nie zamierzam go poniżać. Nie chcę go widzieć ani słyszeć. Zdradził mnie, zdradził nas wszystkich, więc niech sobie pójdzie w diabły. Mówił, że wróci, jak się uspokoję i przemyślę wszystko, ale nie ma o czym rozmyślać.
Możesz pomyśleć, że nie mam sumienia, ale po prostu chcę zarządzać własnymi pieniędzmi i nie dzielić się nimi z kimś, kto mnie tylko wykorzystywał. Po tej rozmowie czuję się trochę przygnębiona, ale nie zamierzam im pomagać to będzie ich lekcja i zapłata za popełnione grzechy.




