Wnuki są za płotem, trzeba się nimi zaopiekować, wkrótce wrócimy.

Słuchaj, co sądzisz o porannych telefonach? Takich naprawdę wcześnie, wręcz absurdalnie wcześnie.

Ostatnio żona brata mojego męża zaczęła do mnie dzwonić o piątej rano. Nawet telefon mojego męża wtedy nie był wyciszony, bo z kolei dzwoniła do niego jego siostra. Oboje ledwie mieliśmy otwarte oczy. Ta bezczelność była po prostu nie do opisania.

Odbieram wreszcie telefon, a w słuchawce słyszę coś takiego:

Czemu jeszcze śpicie? Przed jedenastą musimy wyjść załatwić ważne sprawy. Macie pilnować dzieciaków. Są już pod waszą bramą.

Nawet nie zdążyliśmy nic powiedzieć, już się rozłączyli.

Ja i mój mąż Paweł po prostu patrzyliśmy na siebie zdziwieni. Jakie dzieci o tej porze i czemu pod naszym płotem?

Paweł szybko się ubrał i wyszedł na zewnątrz. Psy ujadały jak szalone, więc od razu czuł, że coś się dzieje.

I rzeczywiście, troje naszych siostrzeńców stało w rządku przy furtce. Byłam w szoku.

Wpuściliśmy dzieciaki do środka, a potem próbowaliśmy zadzwonić do ich rodziców, żeby się dowiedzieć, o co w ogóle chodzi. I co usłyszeliśmy?

Wy w ogóle nie kochacie swoich siostrzeńców? Ani grosza im nie dajecie, prezentów żadnych, więc przynajmniej trochę czasu z nimi spędźcie. My musimy iść pozałatwiać ważne sprawy. A wy możecie trochę się zrehabilitować w oczach dzieci.

Oboje byliśmy w osłupieniu. Najmłodsze dziecko nie miało nawet roku, a nawet pampersów ani jedzenia nie zostawili.

Dobrze, że w naszym mieście w Lublinie jest całodobowy supermarket. Paweł musiał polecieć kupić wszystko, co dzieciakom potrzebne, bo czymś musieliśmy je nakarmić.

Męczyliśmy się z nimi okrutnie przez wiele godzin. Dzieciaki były marudne, nie chciały spać, ciągle płakały. Rozumiałam, że to nie ich wina, same zostały obudzone o świcie.

Rodzice odebrali je dopiero po piętnastej. I to tylko dlatego, że już non stop do nich wydzwaniam. Opieka nad cudzymi dziećmi to naprawdę ogromna odpowiedzialność.

Na koniec jeszcze się obrazili, że niby kupiliśmy niewłaściwe jedzenie i pieluchy. Ale zakupy i tak zabrali do domu.

Teraz serio nie mamy pojęcia, jak się przed czymś takim zabezpieczyć. Boję się, że obudzę się pewnego ranka i znów zobaczę dzieciaki pod bramą o piątej rano. Mam jeszcze dreszcze, jak o tym myślę…

Oceń artykuł
TwojaCena
Wnuki są za płotem, trzeba się nimi zaopiekować, wkrótce wrócimy.