Moja siostra postanowiła samotnie wychowywać czwórkę swoich dzieci. Jej mąż zdradził ją z koleżanką z pracy. Od tamtej pory nie miała żadnego nowego związku. Siostra jest wykształconą kobietą. Ma trzy dyplomy. Jeden z nich dotyczy zawodu kucharki. Z tego co pamiętam, pracowała w różnych kawiarniach i restauracjach w Warszawie.
Zawsze kupowała dzieciom wszystko, co chciały. Były jej wdzięczne, ale ciągle prosiły o więcej. Teraz dorosły i mają własne rodziny. Siostra nadal wysyła im pieniądze. Już dawno przeszła na emeryturę, jednak wciąż pracuje. Twierdzi, że lubi pomagać dzieciom i uważa, że to jest jej sens życia.
Niedawno zachorowała na grypę, która bardzo szybko spowodowała poważne komplikacje w płucach. Ciężkie zapalenie płuc nie chciało ustąpić. Wzięła zwolnienie lekarskie, ledwo miała dość pieniędzy na życie. Pomogli jej przyjaciele, lecz dzieci zadzwoniły do matki dopiero wtedy, kiedy przestała przesyłać im pieniądze.
Zapytali tylko, jak się czuje, życzyli szybkiego powrotu do zdrowia i to wszystko. Nikt z nich nie zainteresował się sytuacją finansową matki. Siostra poprosiła swoje dzieci, by przyszły ją odwiedzić. Odmówili. Każde z nich miało obowiązki i rodzinę. Nie mieli czasu dla własnej matki.
Poczuła się bardzo zraniona. Przez całe życie im pomagała, a teraz, kiedy sama potrzebowała wsparcia, nie byli nawet gotowi przyjść. Spędziła miesiąc w szpitalu. Pielęgniarka opłaciła wszystkie rachunki za leczenie. Siostra odzyskała zdrowie i wróciła do pracy. Dzieci nie zadzwoniły przez cały ten czas. Pewnie ktoś z rodziny przekazał im, że matka czuje się lepiej. Dopiero po wyjściu ze szpitala znowu sobie o niej przypomnieli.
Najpierw zapytali o zdrowie, ale szybko przeszli do sedna sprawy. Każde z nich prosiło o pieniądze. I to nie ogólnie podawali konkretne kwoty i terminy, do których należy je wysłać. Wszyscy czworo zachowywali się tak samo. Nie zastanawiali się, skąd matka ma zdobyć te pieniądze. Liczyły się tylko ich własne potrzeby.
Siostra była rozczarowana. Nie spodziewała się takiej postawy ze strony swoich dzieci. Pewnie sama jest temu winna, ale było jej żal samej siebie. Gdy poświęca się własne życie dla innych, oczekuje się jakiejś wdzięczności. Może nie powinna była stawiać dzieci ponad własne potrzeby. Powinna była myśleć o swojej przyszłości, a nie o samotnej starości. Teraz już nie da się niczego zmienić.




