13 października 2024 r. Dzisiaj znów przemyśliwałem, co naprawdę znaczy być sobą po kilku kieliszkach wódki. Zasiedziałem w małym pokoju przy ulicy Jana Pawła II, patrząc na deszcz, który padał jakby chciał zmywać wszystkie wspomnienia.
Myślisz, że będę biegał za tobą po całej Warszawie? powiedziałem sobie w duchu, kiedy po raz kolejny zobaczyłem, jak Jadwiga, nasza wspólna koleżanka z uczelni, kręci się wśród ludzi z pękiem drobnych monet w kieszeni. Kup sobie swój własny kramik i zostaw mnie w spokoju. Kto cię naprawdę potrzebuje?
W naszej kulturze krąży przysłowie: Co ma trzeźwy w głowie, to ma i pijany w rękach. Jadwiga, wychowana w jednej z warszawskich kamienic, przeformułowałaby je zapewne na: Co ma trzeźwy w głowie, to ma pijany w czynach. Bo po kilku kieliszkach wódki ludzie nie tylko mówią, co myślą, ale zachowują się zupełnie inaczej.
Mój ojciec, pan Jan Kowalski, nigdy nie krył przed rodziną swoich słabości. Pił spokojnie, jakby wypełniał kieliszek jedynie po to, by podnieść ducha. Gdy wracał z weekendowego wypadu na wieś pod Sandomierz, przywoływał nas do domu, nie przejmując się tym, że nocą spędzał przy kominku z butelką wódki i kilkoma pierogami. Po tygodniu wracał, jakby nic się nie stało, a my kontynuowaliśmy nasze codzienne życie.
Sąsiednia pani, pani Elżbieta, miała męża, który po kilku drinkach zamieniał się w prawdziwego potwora. Nie raz Jadwiga przychodziła do mnie z dziećmi, opowiadając, jak szczęśliwa jest, że jej mąż jest spokojny. Ja wiedziałem, że jej matka kiedyś miała kochanka, którego porzuciła po jednej z kłótni przy barze przy ul. Mokotowskiej.
Zawsze mówiła mi: Jeśli facet wymiotuje po kilku kieliszkach, to nie jest koniec świata, po prostu nie warto tracić czasu na takie towarzystwo. Czasami ludzie używają alkoholu jako wymówki, ale gdy zachowanie wymyka się spod kontroli, trzeba od razu zerwać bez drugich szans i obietnic.
Z tego powodu wśród znajomych narosła wokół mnie reputacja kobiety, która nie znosi wódki. Kiedy sam chciałem od czasu do czasu wypić dwie lub trzy szklanki wina, słuchacze kręcili nosem i odmawiali nawet rozważenia tego pomysłu. Nie pij przy niej tak brzmiło ich motto. Dlatego mój trzeci chłopak, Paweł Nowak, od razu zadeklarował, że nie pije. To było miłe, bo w dzieciństwie obserwowałem różne style picia i wiedziałem, jak to wygląda od środka.
Jednak po kilku tygodniach Paweł zaczął wykazywać interesujące zachowania. Kiedyś zaproponował, że zamieszkamy razem, a ja poczułem, że mogę ocenić go w naturalnym otoczeniu. Zasiedliśmy przy stole w barze U Jana po udanej sesji egzaminacyjnej. Ja kończyłam ostatni semestr, a Paweł, który już rok wcześniej skończył studia, wprowadził mnie w krąg swoich znajomych. Tam, jak przystało na studenckie życie, woda i piwo leciały strumieniami, a przy tym pojawiły się pomysły typu zagrajmy w kalambury.
Jedna z koleżanek zmusiła mnie do zaśpiewania w karaoke. Zawołała: Jesteś taka nieśmiała, że nigdy nie wzięłaś mikrofonu, a już dziś musisz zaśpiewać! Myślałam sobie: Ochroniłam was przed krzykiem, ale teraz to ja muszę zrobić występ. Wzięłam mikrofon, zaciągnęłam się i zaśpiewałam jedną zwrotkę, po czym koleżanka odebrała mi sprzęt. Człowieku, sam przyczyną jesteś mruknęła.
Kolejna sytuacja była jeszcze dziwniejsza. Kiedy reszta przyjaciół rozdała kartki z zadaniami domowymi, ja, niechętnie, podniosłam swoją kopertę i pobiegłam po notatki. W międzyczasie Marcin, nasz kumpel, postanowił zorganizować konkurs pocałunków. On, wciąż trzeźwy niczym szklanka wody, podszedł do Marii dziewczyny, którą uwielbiamy za jej radosny uśmiech i natarczywie ją pocałował. Ja patrzyłam na to, jakby to było z filmu, a w tle rozlewała się słodka, gazowana lemoniada. Nagle zareagowałam, wykrzyknęłam przekleństwo i wybiegłam na podwórko, łapiąc za powietrze zimny, gorzki oddech.
Złapałem się na tym, że wciągnąłem się w swój własny dramat, chociaż wiedziałem, że to tylko chwilowa burza. Po chwili usłyszałem krzyk: Jadwiga, poczekaj! to był Paweł, który przyjechał taksówką i wyciągnął mnie na ulicę. Wsiadłem do taksówki, podałem adres rodziców i trzymałem w ręku swoją torbę, w której były dokumenty i kartka telefoniczna. Mama, widząc mój zdenerwowany wyraz twarzy, podała mi gorącą herbatę i powiedziała: Wszystko się ułoży, nawet jeśli teraz wydaje się jak mąka pod kołdrą.
Po kilku łykach herbaty poczułem, że mogę wrócić do domu. Mamo, wracam do mieszkania. Jutro odbiorę rzeczy od Pawła i się wyprowadzę. Czy to w porządku? zapytałem. Po co pytasz o pozwolenie? To twój dom, nikt cię nie wyrzucił. Pokój jest wolny, meble stoją, a ja i tata nie zamierzamy cię przymuszać odpowiedziała, uśmiechając się.
Paweł, kiedy otworzyłem drzwi kluczem, zaisnął: Gdzie się wywaliłaś całą noc? zapytał lekko. To już nie twoja sprawa, piesku odparłam i poszłam do sypialni, by systematycznie spakować rzeczy do dużej, kanciastej torby. Zastanowiłem się, że dwa plecaki wystarczą, a potem wezwę taksówkę i zapomnę o tym, co było, jakby to był koszmar.
Hej, chcesz mnie zostawić tak po cichu? Nie masz nawet pożegnania? krzyknął Paweł, próbując mnie zatrzymać. Zamierzasz całować moją koleżankę z uczelni, a potem chcesz mnie oszukać? Co to za zdrada? odrzekłam. To tylko pocałunek, a ja miałem zadanie nie obwiniaj mnie tłumaczył. Gdyby zadanie polegało na siedzeniu na kolanach czy taniec w skąpych szatach, to może byłoby ok. Nie porównuj, nie dałem ci takiego zadania. To, co zrobiłem, to wykonanie polecenia bronił się.
Zakończyliśmy tę kłótnię wymianą słów, a ja postanowiłem ruszyć dalej. Nie będę biegał za kimś, kto woli własny kramik. Nie będę kupował niczego, co nie jest moje. A Paweł? Nie potrzebuję już jego aprobacji.
Po pół roku znalazłem nową miłość Martynę, dziewczynę, której rodzice mieszkają w Krakowie, a ona sama prowadzi własną kawiarnię przy Rynku. Nasze spotkania są spokojne, bez alkoholu, a ja czuję, że wreszcie coś mnie trzyma.
Kiedy kiedyś Paweł wciąż spotyka mnie na ulicy i twierdzi, że to ja wymyśliłam całą historię, mówię mu: Nie musisz mnie wybaczać, bo już mnie nie potrzebujesz. Jego żal to jedynie echo własnych błędów.
Z mojego doświadczenia wynika jedno nie warto tracić czasu na ludzi, którzy po kilku kieliszkach zmieniają się w kogoś innego. Lepiej wybrać spokojną drogę, w której każdy kieliszek wina ma swój koniec, a przyjaźń i miłość nie zostają rozbite na kawałki. To właśnie ta lekcja zostanie ze mną na zawsze.




