Mąż Jessiki często podnosił na nią rękę, a po narodzinach córki sytuacja tylko się pogorszyła.

Justyna pochodziła z małej miejscowości, gdzie kawalerka kosztowała raptem kilka tysięcy złotych. Kupiła sobie takie mieszkanie, nie wspominając o tym ani słowa mężowi. Kiedy mój mąż wyjeżdżał służbowo, na świat przyszła nasza córka. Urodziłam ją w zwykłym szpitalu, ale powiedziałam mu, że to było w najbardziej renomowanej klinice… I tak: pieniądze, które mąż przesyłał mi na codzienne wydatki, wydawałam z największą oszczędnością. Gdy był w domu, lodówka wręcz pękała od mięsa, ryb i różnych przysmaków. Kiedy wyjeżdżał wracałam do oszczędzania co do grosza.

Nigdy nie kupowałam rzeczy dla córki w sklepach. Pomagali mi życzliwi ludzie albo znajdowałam coś taniego przez internet. W ten sposób udało mi się odłożyć na mieszkanie. Często prosiłam moją mamę, żeby posiedziała z dziećmi, a sama w tajemnicy chodziłam do pracy. Mąż sam był sobie winien. Byłam dla niego wymarzoną żoną rzetelnie wykonywałam każdą jego prośbę. W końcu pochodziłam ze wsi, on był warszawiakiem, ciągle wszystkim rządził. Aż któregoś dnia zaczęłam przygotowywać się do ucieczki. Zrozumiałam, że nadejdzie taki moment, kiedy nie będzie już kontrolował swojej siły i wtedy będzie po mnie.

Często też przekłamywałam swoje zakupy. Kupowałam córce kilka jabłek, a mężowi mówiłam, że była cała siata. Potrzebowałam dwóch i pół roku, by uzbierać potrzebną kwotę. Jeszcze raz, gdy mąż wyjechał w delegację, spakowałam siebie i córkę i uciekłam. Dzień wcześniej złożyłam pozew o rozwód. Mąż próbował nas odzyskać. Dzwonił, zapewniał, że od teraz już zawsze będzie idealnie. Bywały jednak telefony z groźbami zarzekał się, że nie spocznie, póki nas nie odzyska, choćby za wszelką cenę.

Szybko się okazało, że znalazł sobie nową dziewczynę. Była studentką. Jestem pewna, że traktuje ją tak samo, jak traktował mnie. Nigdy nie zdradziłam męża. Pieniądze, które udało mi się odłożyć, wywalczyłam ciężką pracą. W końcu przez długi czas głodowałam, żeby zebrać potrzebną sumę. Nie miałam innego wyjścia. Musiałem uratować siebie i moją jedyną córkę.

Oceń artykuł
TwojaCena
Mąż Jessiki często podnosił na nią rękę, a po narodzinach córki sytuacja tylko się pogorszyła.