– Jak długo jeszcze zamierzasz rodzić? – zapytała mnie z przekąsem moja teściowa.

Czy ty jesteś jakąś fabryką dzieci? Ile jeszcze zamierzasz urodzić? z pogardą spytała mnie teściowa. Dzień dobry, Mario, nie bądź taka złośliwa, proszę. Tomek mówił, że spodziewamy się kolejnego dziecka i to cię aż tak zdenerwowało? odpowiedziałam spokojnie. No pewnie, że zdenerwowało! Po trzecim wnuku prosiłam, żebyś już przestała się rozmnażać. Ale nie, nie słuchasz mądrej kobiety! Nawet dałam wam na Sylwestra paczkę prezerwatyw, żebyś się zaczęła zabezpieczać, a tu znowu to samo! fuknęła niechętnie.

Pamiętam doskonale, jak wtedy na urodziny najstarszego syna teściowa wręczyła mi wielką paczkę prezerwatyw. To był taki subtelny komunikat, że czas powiedzieć sobie dość. Słyszałam, ale z naturą nie wygrasz odpowiedziałam jej wtedy bez nerwów.

Chcesz być zabawna? To potem sama się zajmuj dziećmi, ja już nie zamierzam wam pomagać Ani razu przecież… Nie zdążyłam dokończyć, bo usłyszałam sygnał końca połączenia.

Odłożyłam telefon na łóżko, uśmiechnęłam się pod nosem i pogłaskałam brzuch jeszcze zupełnie płaski. Nosimy w sobie czwarte dziecko i to najbardziej denerwuje Marię. Ja naprawdę nie rozumiem tej jej histerii.

Do tej pory teściowa ani razu nie zajęła się wnukami. Nie wsparła nas też nigdy finansowo. Co najwyżej raz na miesiąc pojawi się zobaczyć dzieci, a i to na chwilę. Prezenty przynosi tylko od święta. Zdążyłam już przywyknąć, choć zawsze po cichu było mi przykro. Przecież mogłaby czasem przynieść im jakieś czekoladki albo upiec bułeczki, ale widać nie ma na to ochoty. Nigdy się jednak nie poskarżyłam nawet Tomkowi. Dzieci są zadbane, nakarmione, to najważniejsze.

Tomek dobrze zarabia, a ja dorabiam w domu, prowadząc sklep internetowy. Gdy interes zaczął iść lepiej, zatrudniłam nawet nianię, żeby maluchy mnie nie rozpraszały podczas pracy. Opiekunka wychodzi z nimi na spacer, bawi się, a ja mogę skupić się na obowiązkach.

Tworzymy naprawdę fajną rodzinę, ale zawsze to teściowa potrafi zburzyć ten nasz spokój. Od początku za mną nie przepadała, a po każdym kolejnym dziecku wybuchała coraz większym gniewem.

Najbardziej przy trzeciej córce wtedy kazała mi iść na aborcję. Później się do niej jednak przekonała. Gdy emocje opadły, wybuchła cała ta sprawa z czwartą ciążą. Nie planowaliśmy aż tak szybkiego powiększenia rodziny, ale stało się, więc cieszymy się z tego daru od Boga.

Maria, zamiast się cieszyć, jeszcze bardziej się zagotowała. Mam wrażenie, że boi się, iż Tomek przestanie jej pomagać finansowo. W końcu regularnie przesyła jej pieniądze, a przy czwórce dzieci wydatki wzrosną i sklep się zamknie.

Nie mam nic przeciwko, żeby Tomek wspierał swoją mamę, byle nie odbywało się to kosztem naszych dzieci. Pieniędzy nam nie brakuje, więc nawet zachęcam go, by czasem jej pomagał. Zaopiekował się nią stomatologicznie, zabrał nad Bałtyk, sfinansował remont mieszkania.

Jeżeli mam rację i teściowa martwi się tylko o swoje finanse, to jeszcze się bardziej zdenerwuje z czasem. Te wszystkie uwagi i narzekania tylko psują moją równowagę w ciąży.

Oczywiście nie ma mowy, żeby przez jej słowa rezygnować z kolejnego dziecka decyzję podjęliśmy razem i nie zamierzamy ustępować. Pozostaje mi tylko pytanie: czy teściowa ma w ogóle prawo dyktować nam, ile dzieci powinniśmy mieć?

Oceń artykuł
TwojaCena
– Jak długo jeszcze zamierzasz rodzić? – zapytała mnie z przekąsem moja teściowa.