Kobieta usiadła na tylnym siedzeniu i zdała sobie sprawę, że jej syn już tam nie zmieści się.

Anna wzięła miejsce w tylnej części autokaru i z przerażeniem zauważyła, że jej syn nie zmieści się w tym wąskim fotelu.

Mój mąż Paweł, nasze dzieci i ja jechaliśmy na wakacje za granicę, a pewnego dnia przydarzyła się nam nieprzyjemna sytuacja.

Zarezerwowaliśmy wycieczkę, której program obejmował zwiedzanie niedostępnych pieszo zakątków. Postanowiliśmy poświęcić na to jeden dzień urlopu.

Kupiliśmy cztery bilety, po jednym dla każdego, i zajęliśmy nasze miejsca. Zaraz po nas do autobusu wsiadła pełna kobieta z małym dzieckiem, które było równie pulchne. Z trudem przeciskali się pomiędzy rzędami. Kobieta usiadła w tylnej części, po czym zrezygnowała, że jej syn nie zmieści się w wyznaczonym siedzeniu. Wstała i zaczęła poszukiwać innego wolnego miejsca dla swojego malucha.

Rozejrzała się po naszych szczupłych chłopcach i postanowiła położyć swojego synka obok nich.

Mój mąż przerwał jej, mówiąc, że za te miejsca zapłaciliśmy i nie ma powodu, by przymuszać nasze dzieci do zmiany pozycji. Kobieta nie ustępowała, włączyła się w kłótnię z przewodnikiem wycieczki.

Twierdziła, że mamy obowiązek ustąpić innym, że powinniśmy wspólnie z innymi się pomieścić. Dlaczego mielibyśmy się tak zachowywać? Nawet zasugerowała, że powinniśmy zrezygnować z wycieczki i oddać bilety. Inni turyści przyłączyli się, wykrzykując, że zrobimy sobie selfie z tą aferą.

Dzieci postanowiły wstać i ruszyć dalej, by wycieczka mogła trwać, podczas gdy kierowca czekał na rozwiązanie sporu. Nastrój został zrujnowany.

Zastanawiam się: czy mamy rację? Dlaczego mielibyśmy zmuszać nasze pociechy do podróżowania w tak ciasnych warunkach, kiedy zapłaciliśmy za bilety? Co o tym sądzicie?

Oceń artykuł
TwojaCena
Kobieta usiadła na tylnym siedzeniu i zdała sobie sprawę, że jej syn już tam nie zmieści się.