Halina podlewa kwiaty na parapecie, kiedy do pokoju wbiega jej córka, trzydziestoletnia Marzanna.
Mamo, jesteś sama? pyta, wchodząc z nerwowym uśmiechem.
A jak nie przywitać się i zapytać, jak się czujesz? odpowiada matka, nie tracąc rezonu.
Ojej, cześć mamo, jak się trzymasz? Jestem taka przygnębiona, a taty już nie ma? mówi Marzanna, marszcząc brwi.
Czuję się, jak pisze w dowodzie osobistym, wiesz, że dokumenty są prawem. A tata potrzebny do ustawień? Tata odszedł, postanowił wierzyć w Boga.
Dokąd poszedł? dopytuje córka.
Pomyśl, gdzie tata chodzi w sobotę? uśmiecha się Halina.
Do kościoła odpowiada Marzanna.
Mam nadzieję, że do kościoła, a nie do jakiejś kobietki rozmawiać o Bogu wybucha śmiechem. Co cię tak dopało, że znowu nie dziękujesz Bogu?
Mamo, nie mogę już dłużej wykrzykuje rozwodzę się z Jarkiem!
A twój Jarek, szczerze mówiąc, nie jest najgorszym mężem na świecie! Myślisz, że będzie przed tobą kolejka? Aha, zaraz zobaczymy! mówi, machając ręką. To ja, królowa Szantałka!
Po co tak go podnosisz? Myślisz, że cię kocha?
Czy to kwaśne w barszczu, że nie kocha? Po prostu znam swoją córkę dodaje. Za taką żonę i złotą teściową można by niechętnie wytępić! Do czegoś doprowadzisz wszystkiego!
Mamusiu, a jak mówi przysłowie: Jabłko nie pada daleko od jabłoni uśmiecha się ironicznie.
A jeszcze: W rodzinie nie ma dziury pokazuje język i mruga. Dość już rozrywany mój serce, powiedz w końcu!
Mamo, posłuchaj: idziemy dziś na urodziny, chcę dać pięćset złotych, a on mówi Ojej! mówi Marzanna.
A co w tym złego? Po co rozświetlać ludziom oczy, że jesteście bogaci! Weź skromnie sześć kryształowych kieliszków i idź.
Rozważam! Kto teraz potrzebuje twoich kieliszków? Wszyscy już je mają!
Nie jestem sędzią, co chcesz wiedzieć, jestem urzędnikiem kultury! Nie pamiętam nawet, ile lat sprzedaję bilety do cyrku! I świetnie mi to idzie! A nie potrzebują kieliszków, to innym je podarują, jest na to sporo potrzeb.
Marzanna patrzy na matkę z oburzeniem. Do pokoju wchodzi mężczyzna, czterdziestoletni Marek.
Dlaczego otwarte są drzwi? Dzień dobry, mamo! wita się.
O, kto to przyszedł! Jarku, cieszę się, że będziesz jadł? Mam taką cudowną rybę, paluszki połykać będziesz, specjalnie dla ciebie przygotowałam. Gdybyś nie przyszedł, pożyczyłabym tatę, żeby ci przyniósł!
A mnie? patrzy Marzanna zraniona. Nie zaoferowałaś mi nic!
Kochana, przepraszam, i dla ciebie jest coś, po prostu tak się ucieszyłam, że zobaczyłam Jarka! Opowiadam sąsiadom, jaki mam złoty zięć! Lepszy niż niejedny syn! I słuchaj, Jarku, przyjdź tutaj: chcę, żebyś wiedział, że stoję po twojej stronie. Twoja żona zrobiła mi szalony plan, a ja mówię, że masz rację! Czy chcesz zjeść w kuchni, czy przywiozę ci to tutaj?
Dziękuję, mamo, właśnie jedliśmy śniadanie, nie jestem głodny, i dzięki, że poparłaś mnie, bo inaczej nie udowodniłbym żonie nic, zostanę przy swoim.
Wiesz, Jarku, ona nie jest taką złą żoną, opowiadała mi o tobie, chwaliła cię, a ja miałem przyjemność słuchać, że jesteś dobry. Kocham cię jak własnego syna, wiesz!
Marzanna wypija wodę i przygwiżdża przy tych słowach. Jarek podchodzi i obejmuje żonę:
Naprawdę? Myślałem, że będziesz narzekała
Nie, poszła się doradzić, nie chciała mówić, a ja otworzę ci sekret: Daria chce ci coś pysznego przygotować, ale nie powiem co, więc rozmawialiśmy jak dwie gospodynie! A przy prezencie przypadkiem powiedziała, że jeszcze nie zdecydowaliście, więc potwierdziłam, że masz rację.
Cały monolog matki Marzanna słucha z otwartymi oczami, po czym się uśmiecha:
Mamusiu, dziękuję, zapamiętałam wszystko, co mi mówiłaś, a jak coś zapomnę, zadzwonię. Musimy już iść.
Nie, dopóki nie weźmiesz ryby dla Jarka, nie wypuszczę was!
Tylko dla Jarka? Znowu mnie o sobie zapomniałaś?
Och, głupia moja głowa, wiesz przecież, że on jest dla mnie na pierwszym miejscu, a potem ty mówi matka, uśmiechając się i wzruszając ramionami.
Jarek stoi z zadowolonym uśmiechem. Teściowa przynosi rybę owiniętą w paski ręcznika, wkłada ją do wodoszczelnej torby i podaje zięciowi.
No proszę, jedz na zdrowie, niech już mi się najedziesz, bo się obrażę!
Dziękuję, mamo, jesteś prawdziwą przyjaciółką, szczęście mam z teściową! chwyta żonę za rękę. Idziemy, Dario?
Idź, dogonię cię, pożegnam się z mamą.
Mężczyzna wychodzi, a Marzanna podchodzi do matki i szepcze:
Mamo, jesteś wielką aktorką! Wielki Teatr by się nad tobą łzał! A jak zostawiłaś tatę bez grosza?
Wiesz, córeczko, nie chcę, żebyś płakała po swoich oczach, więc z tatą zjemy rybę następnym razem. Idź już i zapamiętaj: żeby w domu był spokój, trzeba odrobinę grać aktorkę!




