Nazywam się Marek. Uważam się za szczęściarza w życiu, bo udało mi się spełnić dwa największe marzenia zostać ojcem i mężem. Ożeniłem się z Agnieszką, w której zakochałem się jeszcze w liceum. Czekała na mnie wiernie, kiedy byłem w wojsku, a gdy wróciłem, od razu wzięliśmy ślub.
Najpierw urodził się nasz najstarszy syn, Bartek. Trzy lata później przyszedł na świat drugi syn, Michał. Ale marzyłem o córce. Już przy pierwszej ciąży Agnieszki każdemu mówiłem, że po cichu liczę na dziewczynkę. Wszyscy się wtedy dziwili przecież zazwyczaj każdy facet chce mieć syna. A ja marzyłem o córce. I tak się jednak złożyło, że Agnieszka urodziła chłopca. A po trzech latach znowu chłopiec.
Nam jednak dobrze się żyło, nasi chłopcy rośli zdrowo i szczęśliwie. Któregoś dnia Agnieszka zaskoczyła mnie wiadomością: znowu była w ciąży. Byłem w szoku wcale tego nie planowaliśmy. Ale cieszyłem się jeszcze raz miałem zostać ojcem.
Teraz to już na pewno będziesz miał córkę! śmiała się Agnieszka.
Moja mama i teściowa, widząc brzuch Agnieszki, były przekonane, że urodzi się dziewczynka. Nawet badanie USG to potwierdziło. Wszyscy bardzo czekaliśmy na córkę. Chłopcy nawet wymyślili już dla niej imię Zuzia.
Gdy nadszedł czas porodu, zawiozłem Agnieszkę do szpitala na Kopernika w Krakowie. Całą noc nie mogłem zasnąć, zamartwiałem się czy Agnieszka wszystko przejdzie dobrze, czy udało się urodzić córkę. Rano zadzwoniłem do szpitala i dowiedziałem się, że urodził się syn: 3 kilo 200 gramów, 54 cm.
Nie mogłem w to uwierzyć byłem przekonany, że pomylili się. Przecież miała być dziewczynka! Ale nie, nie było mowy o pomyłce. Znów chłopiec. Ani ja, ani nikt w rodzinie nie spodziewał się tego. Nie mogłem też zrozumieć jak lekarz mógł tak się pomylić? Zadzwoniłem do Agnieszki.
Oszukiwałaś mnie z sąsiadem? zagadnąłem pół żartem, pół serio.
Co ty w ogóle wygadujesz?! Zwariowałeś? burknęła Agnieszka i się rozłączyła.
Po kilku dniach zabrałem Agnieszkę i naszego nowego synka do domu. Gdy rozwinęła kocyk i spojrzałem na tego maleńkiego człowieka, od razu go pokochałem. Mimowolnie zatopiłem się w jego spojrzeniu potrzebował naszej miłości i troski.
Minęły cztery i pół roku. Syna nazwaliśmy Dawidek. Uczyłem go jeździć hulajnogą. Nie był do mnie podobny. Przypominał trochę Agnieszkę, ale starsi chłopcy byli moją kopią.
Pewnego dnia podsłuchałem rozmowę starszych sąsiadek na klatce schodowej. Mówiły o tym, że Dawidek wcale nie jest do mnie podobny.
Widzisz, jaki Dawidek podobny do Tomka spod szóstki?
Zrobiło mi się przykro. Poszedłem do Agnieszki i zapytałem wprost, kim naprawdę jest ojciec Dawidka.
Znowu zaczynasz? Jak możesz mnie o coś takiego podejrzewać? Przecież to absurd!
Ale Tomek raz cię odwoził z pracy! dopytywałem.
Odwoził! Byłam już wtedy w ciąży i źle się czułam, miałam dwie torby zakupów. Zlitował się nade mną. Tyle!
Mocno się pokłóciliśmy. Postanowiłem zrobić test DNA, ale Agnieszka stanowczo odmówiła. Dwa tygodnie później sama powiedziała, że przemyślała wszystko i się zgadza, ale po wyniku na pewno się ze mną rozwiedzie. Była naprawdę wściekła. Ostatecznie zdecydowaliśmy się zrobić test.
Któregoś dnia wynosząc śmieci, spotkałem Tomka. Przyjrzałem mu się uważnie nie miał ani jednej cechy Dawidka.
Wróciłem do domu, usiadłem w kuchni pogrążony w zamyśleniu. Wtedy Dawidek podbiegł do mnie, wdrapał się na kolana, mocno przytulił i coś opowiadał. Nagle poczułem, jak moje serce wypełnia spokój. Przecież to mój syn. To czułem. Wziąłem go na ręce i poszedłem do Agnieszki do sypialni.
Nie robimy żadnych testów! powiedziałem stanowczo.
Co ty mówisz? Po to już się nastawiłam, żeby ci udowodnić, że jesteś ojcem!
Jeszcze tydzień musiałem błagać Agnieszkę o wybaczenie mojej głupoty. W końcu mi wybaczyła. Dzieci dorastały. Najstarszy Bartek się ożenił, jego żona była już w ciąży i wkrótce zostaliśmy z Agnieszką dziadkami. Na świat przyszła nasza upragniona wnuczka. Byłem szczęśliwy w końcu mam tę wymarzoną dziewczynkę, którą mogę rozpieszczać.
Wiem na pewno, że będę ją bardzo kochał, tak jak kocham wszystkich trzech moich synów.




