Kocia mama wpadła w histerię. Szczerze mówiąc, mnie też powoli zaczął udzielać się stres

Zgubiła się! Ta urocza mała bestia. Wychowanie dzieci bywa trudne, ale opieka nad małymi futrzastymi pupilami czasem bywa jeszcze bardziej wyczerpująca.

Posprzątałam… Moje koty spacerujące i stadnie bawiące się na podwórku wyglądały pociesznie. W porze obiadowej zagoniłam je wszystkie do domu. Nakarmiłam je, a psy wyprowadziłam na spacer. Kiedy wróciłam, usiadłam do obierania ziemniaków. Rzuciłam szybkie spojrzenie na małe kuchenne krzesełko, na którym przytulone były wszystkie moje koty. Mruczek polizał futerko Puszka, ten ziewnął, Bonifacy, głośno mrucząc pił mleko. A Rudzia… Rudzia znów musiała gdzieś węszyć.

– Gdzie jest twoje poczciwe dziecko? – zapytałam głośno i rzuciłam obrane warzywo do garnka z wodą.

Kotka otworzyła oczy, spojrzała na spokojnie ssącego syna, rozejrzała się, przeciągnęła i zeskoczyła na podłogę. Mruczek nadal mył swojego brata, a kocia mama udała się na poszukiwanie niesfornego dziecka.

Zajrzyj do pudełka z zabawkami! – krzyknęłam za nią.

Jakieś dziesięć minut później pospieszyła obok mnie, miaucząc zdenerwowana w koci sposób. Otworzyłam drzwi na podwórko, wyskoczyła, a ja za nią. Razem przeszukałyśmy okolicę i wróciłyśmy do domu. Sprawdziłyśmy każdy milimetr domu, ale małego kociaka nigdzie nie było. Bonifacy myślał, że gramy w jakąś grę, której zasad mu nie wyjaśniono, i po prostu szedł za nami, zaglądając pod kanapy i do pudełek.

Kocia mama wpadła w histerię. Szczerze mówiąc, mnie też powoli zaczął udzielać się stres.

Ponownie poszłyśmy na podwórko. Zaczęłyśmy przeszukiwać ogród po raz drugi. A potem, nad moją głową, rozległo się żałosne, długotrwałe „miauuuuuuuuu!”. Spojrzałam w górę. Na gałęzi, tuż nad moją głową, wczepiony pazurami w korę, siedział nasz zagubiony maluch.

Myślę, że nie tylko ja odetchnęłam z ulgą. Znalazłam go!

Ale gałąź była wysoka i niemożliwa do dosięgnięcia ręką. Kotka postanowiła pomóc swojemu młodemu. Szybko wdrapując się na gałąź, chwyciła dziecko na sierść, mając nadzieję, że po prostu je zniesie na dół. Ale ono nie chciało być niesione, nadal uparcie trzymało się drzewa. Wtedy matka postanowiła pociągnąć mocniej, no cóż, w tym celu mocniej zacisnęła zęby. Maluch zaczął przeraźliwie miauczeć i piszczeć.

Wściekły koci ojciec podbiegł do krzyków. Wspiął się na drzewo i zaczął syczeć na matkę. Matka zeszła na dół, a wtedy on zaczął lizać malucha i coś mu nucić. Kotek schował pazury i spokojnie poszedł za nim. Obserwowałam tę akcję bez odrywania wzroku, to było niesamowite!

Uradowana matka pospieszyła do swojego dziecka, a ojciec szedł dumnie obok.

Wiecie, tak sobie myślę, że nawet w świecie zwierząt silny mężczyzna musi potrafić być subtelnie delikatny i czuły dla swojego dziecka. Zasłużył dziś na dodatkową porcję kolacji!

Oceń artykuł
TwojaCena
Kocia mama wpadła w histerię. Szczerze mówiąc, mnie też powoli zaczął udzielać się stres