Podobno w życiu każdego człowieka przychodzi taki moment, kiedy wszystko się zmienia. Wyszłam za mąż, gdy miałam 23 lata, właśnie skończyłam studia. Liczyłam na wielką karierę lekarską, wierzyłam, że wszystko jest tuż przede mną.
Ale wtedy na drodze stanęła miłość, silna miłość do mężczyzny, z którą nie mogłam sobie poradzić. Andrzej był starym znajomym, ale dawno się nie widzieliśmy. Potem dosłownie przypadkowe spotkanie na imprezie urodzinowej przyjaciółki i uczucia tak zawróciły mi w głowie, że już nie mogłam o niczym innym myśleć. Kilka miesięcy później wzięliśmy ślub, a ja stałam się najszczęśliwszą żoną na świecie.
Andrzej był bardzo zazdrosnym człowiekiem, więc od razu powiedział, że jest przeciwny mojej pracy. Powiedział, że będę siedzieć w domu, zajmować się gospodarstwem i wychowywać dziecko. Zgodziłam się, bo miłość była ponad wszystko i właśnie tak zostałam szczęśliwą gospodynią domową.
Od rana do wieczora sprzątanie, pranie, prasowanie, opieka nad mężem. Dwa lata po ślubie urodził nam się syn, wtedy się nim opiekowałam. Mój mąż cały czas był zajęty pracą, myślałem, że dobrze nam się powodzi i że zawsze tak będzie.
Ale po pięciu latach takiego życia, Andrzej powiedział mi, że ma mnie dość, że stałam się nieciekawa i że zaniedbałam siebie. Teraz chce rozwodu, bo od pół roku jest w związku z młodą, piękną i zadbaną kobietą.
Ja nie chcę rozstania, poświęciłam dla niego całe swoje życie, swoją karierę, nie chcę mieszkać sama. Komu potrzebna jest kobieta, która w niczym się nie spełnia, w dodatku z dzieckiem. Krótko mówiąc, chcę zatrzymać mojego męża, ale jak?
