Mam na imię Lena i mam 29 lat. Mam córkę, która ma 2,5 roku. Rozstaliśmy się z mężem prawie rok temu, ponieważ picie alkoholu i imprezowanie z przyjaciółmi było dla niego ważniejsze niż rodzina.
Po rozwodzie przeprowadziłam się z córką do mojej matki. Od tamtej pory żyję w prawdziwym piekle. Mąż nie płaci alimentów, ponieważ nie ma stałej pracy. Sąd ustalił dla niego minimalną kwotę, ale zapłacił tylko za dwa miesiące. Nie mam czasu biegać po sądach i prawnikach, by wyciągnąć z niego te grosze, ponieważ pracuję prawie całą dobę.
Jestem księgową, prowadzę dwie firmy. Zazwyczaj pracuję w domu. Moja pensja nie jest wysoka, ale z dwóch prac uzyskuję około 9 tysięcy miesięcznie. Co miesiąc odkładam 7 tysięcy na własne mieszkanie. Oznacza to, że na życie zostaje nam 2 tysiące. Z mamą, już od dzieciństwa, mam bardzo ciężkie relacje.
Jest zdania, że rodzice powinni pomagać dzieciom tylko do ukończenia przez nie szkoły, a następnie dzieci powinny same radzić sobie w życiu. W zasadzie tak było. Studia ukończyłam bez pomocy rodziców. Mama nigdy mi nie pomagała, a swojego ojca nawet nie znam.
Studiowałam i pracowałam w tym samym czasie. A teraz matka zgodziła się, abym z nią zamieszkała tylko dla swojej wnuczki, którą bardzo kocha. Ale od pierwszego dnia, kiedy się przeprowadziłem, zaczęła mnie męczyć, kiedy się wyprowadzę, że w moim wieku powinienem mieć własne mieszkanie lub męża, który by je miał, że jestem nieudacznikiem, a nawet nie wywalczyłam alimentów dla córki.
Przyczyną większości naszych kłótni jest mój harmonogram pracy. Ciągle pracuję. Robię przerwy tylko po to, aby zaprowadzić, albo odebrać, dziecko z przedszkola. Nie mam czasu nawet na gotowanie, jem zazwyczaj kanapki lub gotowe jedzenie.
Zabieram dziecko z przedszkola tuż przed zamknięciem, żeby więcej popracować. Pracuję w nocy. Śpię 4 godziny, maksymalnie 5. Zmieniłam się w chodzącego Zombie. Matka ciągle mnie męczy, że nie zajmuję się dzieckiem. Prawie codziennie kłócimy się. Matka nieustannie grozi, że naskarży na mnie w opiece społecznej i powie mi, jaką złą matka jestem. Ciągle mnie wzywa, poniża pod każdym względem i przy dziecku, które już wszystko rozumie i powtarza za nią złe słowa.
Rozumiem, że robię źle, że nie poświęcam dużo czasu córce, ale muszę zarobić na własne mieszkanie-przynajmniej małą kawalerkę, ponieważ matka ciągle mnie wypędza z domu. Nie chcę szukać nowego męża, który miałby mieszkanie, jak radzi matka, to nie jest wyjście – wyjść za mąż dla mieszkania. Uznałam, że jeśli będę odkładać po 7 tys. miesięcznie, to za rok, może dwa, będę mogła kupić mieszkanie (pewne oszczędności miałam jeszcze przed ślubem). Czynsz w naszym mieście jest drogi, więc mieszkając u matki, będę mogła szybciej zgromadzić odpowiednią kwotę.
Nie jestem na garnuszku mamy. Sama kupuję jedzenie dla siebie i córki (moja matka i ja jemy osobno), płacę w pełni za usługi komunalne, a kiedy córka nie chodzi do przedszkola, płacę matce niewielką kwotę za to, że siedzi z dzieckiem, ponieważ w obu pracach nie dają zwolnienia lekarskiego. Jestem zmęczona życiem w ten sposób. Bolą mnie oczy od ciągłego kontaktu z komputerem, miewam zawroty głowy z powodu braku snu i niedożywienia. Z powodu ciągłego napięcia nerwowego często podnoszę głos na dziecko. Nie mogę tego dłużej robić. Przypadkowo dowiedziałam się od swojej przyjaciółki o macierzyństwie zastępczym.
Ona sama urodziła bliźniaki dla zagranicznej pary pół roku temu i zarobiła 13 tysięcy euro. Za te pieniądze ona i jej mąż kupili mały dom. Poradziła mi dobrą klinikę w stolicy. Zdecydowałam, że dla mnie będzie to najlepsza opcja, aby zarobić na mieszkanie i wyprowadzić się od matki. Ale Klinika stawia warunek – od 5. miesiąca ciąży należy przenieść się do stolicy, aby być pod nadzorem lekarzy.
Próbowałam negocjować z matką, aby w tym czasie zajęła się moją córką. Chciałam zapłacić jej za czas opieki, ponieważ rodzice biologiczni będą płacić mi co miesiąc 300 dolarów, a także przesyłać pieniądze na jedzenie i ubrania dla córki. Niestety, jest całkowicie temu przeciwna.
Ale wciąż wypędza mnie z domu. Nie wiem, co mam zrobić. Nadal istnieje opcja oddania dziecka do rodzinnego domu dziecka na te 4 miesiące i płacenia im pewnych składek, ale boję się dać dziecko obcym ludziom. Jestem po prostu zdezorientowana. Nie wiem, co powinnam zrobić w takiej sytuacji.




