Wchodząc w małżeństwo zdawałam sobie sprawę, że wstępuję do nowej rodziny i będę musiała nawiązać dobre relacje z krewnymi Andrzeja. Bardzo chciałam znaleźć w nich wsparcie i zrozumienie, więc starałam się dowiedzieć o nich jak najwięcej.
Jednak to, co zastałam kompletnie mnie zdziwiło. W tej rodzinie wciąż były jakieś nieporozumienia, każdy był z każdym w niezgodzie. Jakbyśmy byli dla siebie obcy, nawet spotykaliśmy się tylko od święta. Dlatego byłam w szoku, kiedy poznałam babcię męża. A to, co zrobiła później… Zaprosiła nas, żebyśmy zamieszkali u niej, dopóki nie kupimy własnego mieszkania.
– Z nią nie będzie problemów, zobaczysz – zapewniał mnie mąż.
Babcia rzeczywiście okazała się bardzo dobra i spokojna. Przyjęła mnie z otwartym sercem. Ja sama starałam się przestrzegać porządku panującego w domu, skoro już przyszliśmy do niej mieszkać. Ogólnie, szacunek do starszych był mi zaszczepiony od dziecka.
Babci Helenie też przypadłam do gustu. Przynajmniej tak mi mówiła. Moja gospodarność, staranność i skromność były często chwalone przez nią. Często porównywała mnie z matką Andrzeja, a miała o niej bardzo dobre zdanie i często narzekała, że tak rzadko się widują.
Liczni krewni dość często odwiedzali babcię, przynosili jej upominki. Starałam się nie wtrącać w ich rozmowy i nawet wychodziłam do swojego pokoju. Po wyjściu gości babcia dzieliła się wrażeniami:
– Podli ludzie, namawiają mnie, żeby Was wygonić z mieszkania, niby dla mojego spokoju. Ale ja wiem, co te gadziny naprawdę chcą. Tylko z Wami, moimi bliskimi, czuję się spokojna.
Nie wnikałam w te rozmowy. Po co? Ale pewnego razu, gdy Andrzej był w delegacji, przyszedł jego starszy brat i dosłownie zmusił mnie, żebym spakowała swoje rzeczy i wyszła z mieszkania. Gdy Andrzej wrócił, poszedł to wyjaśnić. I wtedy okazało się, że babcia narzekała na mnie wszystkim krewnym, że nie daję jej żyć, że prawie ją biję. A Andrzej nie może sobie ze mną poradzić, podobno tak zawładnęłam jego umysłem. A jeszcze okazało się, że babcia Helena była bardzo uprzejma dla każdego z krewnych i każdemu narzekała na innych.
Tak odkrył się sekret niezgodności w tej rodzinie. Dlaczego babci potrzebne było skłócanie swoich dzieci i wnuków, nie mogę zrozumieć do dzisiaj.




