Co kilka miesięcy jedna z matek w klasie naszych dzieci ogłaszała absurdalne składki na prezenty dla wychowawcy. Jak się okazało, nigdy ich nie dostał…




Nadchodziło zakończenie roku w klasie mojej córki. Była w ostatniej klasie, więc to już pożegnanie ze szkołą. Nasza klasowa „mama-aktywistka” zaproponowała, aby każdy zrzucił się po stówce na prezent dla wychowawcy. W naszej klasie mamy trzydzieści dzieci, więc według niej suma na prezent powinna wynieść 3 tysiące złotych. „Aktywistka” zamierzała kupić voucher do biura podróży, by wynagrodzić trud nauczyciela wycieczką. Podzieliłam się swoimi wątpliwościami na ten temat na czacie rodziców. Inne matki mnie poparły, a jedna z nich nawet zażądała od „mamy-aktywistki” sprawozdania, jaki prezent został wręczony trenerowi kilka miesięcy temu na jego urodziny. Wtedy wszyscy zrzuciliśmy się po 50 zł – 1500 zł to przecież nie jest mała suma.

Po zakończeniu nasza „Aktywistka” nie mogła jednoznacznie odpowiedzieć na pytania w temacie prezentu, więc zdecydowałam się osobiście zapytać nauczyciela, czy spodobał się mu. Był bardzo zdziwiony postawionym pytaniem, ale odpowiedział, że przez trzy lata, które spędził z naszymi dziećmi, nie otrzymał żadnych prezentów. Za jego zgodą nagrałam rozmowę i zaraz po zakończeniu rozmowy z nim opublikowałam nagranie w czacie. Wybuchła afera. „Aktywistka” opuściła czat i usunęła konto. Jak się później okazało, jej syn też przestał się kontaktować z kolegami z klasy. Po tej sytuacji zebraliśmy się, aby zdecydować, co zrobić z „mamą-aktywistką”. Większość głosów zdecydowała, że najlepiej będzie ją zignorować i zapomnieć.

To, co nas niepokoiło, to fakt, że byliśmy pewni, że w imieniu nas wszystkich nauczyciel został doceniony i otrzymał prezent, dlatego nie składaliśmy mu życzeń z okazji tego czy innego święta. Wszystkie mamy razem przyszły do wychowawcy i przeprosiły go za to, że zaufały niegodnej kobiecie. Powiedział, że wszystko rozumie i nie jest na nas zły. Teraz, w czasie wakacji, w czasie jego dyżurów, każdy uczeń przynosi nauczycielowi swój prezent: cukierki, czekoladę itp., a sam wychowawca śmieje się, że od tych prezentów wkrótce przytyje i nie będzie mógł prowadzić zajęć. Nam, wszystkim rodzicom, kolejny raz została pokazana mądrość przysłowia – „ufaj, ale sprawdzaj”.






Oceń artykuł
TwojaCena
Co kilka miesięcy jedna z matek w klasie naszych dzieci ogłaszała absurdalne składki na prezenty dla wychowawcy. Jak się okazało, nigdy ich nie dostał…