W autobusie nazwano mnie emerytką. A przecież mam dopiero pięćdziesiąt lat

To przez te młode dziewczyny, które na mnie wskoczyły, kiedy autobus gwałtownie zahamował. Wracałam do domu, zamyślona nad swoim życiem. Mój mąż, Jan, kiedyś był najprzystojniejszym chłopakiem w mieście. Teraz? Nie jest w stanie utrzymać się długo w jednej pracy. Nie jest w stanie pracować też w ogrodzie, woli spędzać czas przed telewizorem… A nasza córka? Cóż, jest jak jej ojciec. Jest pielęgniarką, ale narzeka na swoją pracę. Jej mąż też ma problemy z pracą…

W kuchni mam pełno pięknych naczyń, które wykorzystuję tylko na duże święta. Zwykle używam starych naczyń z szafki. Zdałam sobie sprawę, że całe swoje życie poświęciłam domowi, mężowi, córce, a teraz także zięciowi?! A co ze mną? Dzień wcześniej wszyscy już spali, a ja siedziałam w kuchni z filiżanką zimnej herbaty.

– Źle żyję. Muszę to zmienić! – postanowiłam, wypiłam herbatę i poszłam spać. Rano wyrzuciłam do śmieci stare naczynia.

– Będziesz jadł z nowych – powiedziałam zaskoczonemu mężowi.

Wzruszył ramionami „jak mówisz”, a potem dodał:

– Trzeba obciąć kapustę do kiszenia. Jedziesz na działkę?

– Trzeba? Jedź. I zabierz zięcia – odpowiedziałam mu.

Wyszłam na zewnątrz. Szłam ulicą, zastanawiając się, od czego zacząć porządkowanie swojego życia: od ubrania czy od fryzjera? Postanowiłam zacząć od fryzjera.

– Jakie piękne włosy, dlaczego je Pani tak zaniedbała? – zapytała fryzjerka. – Co zrobimy?

– Wszystko co będzie konieczne.

Po godzinie otworzyłam oczy. W lustrze patrzyła na mnie zupełnie inna, atrakcyjna kobieta.

– Podoba się? – zapytała fryzjerka.

– Bardzo! Jest Pani wspaniała. Dziękuję…

Potem odnowiłam garderobę, a Jan przyglądał mi się z podejrzliwością. Mój zięć też zastanawiał się, dlaczego nagle zmieniłam swój wygląd. Córka liczyła pieniądze, a ja nie zamierzam wyjaśniać nikomu swoich decyzji.

Oceń artykuł
TwojaCena
W autobusie nazwano mnie emerytką. A przecież mam dopiero pięćdziesiąt lat