Zawsze byłam bardzo nieufną osobą. I matka, wiedząc o moich lękach i tak przyszła do nas do domu tydzień temu z gorączką i kaszlem. Tak, wiem, że mam trudny charakter i wiem, że nie powinnam szukać jakichś objawów na Google, bo na pewno znajdę wtedy chorobę, którą rzekomo mam…
Gdy zaczęła się pandemia, miałam naprawdę ciężko, myślałam szczerze, że oszaleję. W naszym domu wszystko było umyte i przetarte środkami dezynfekującymi, ubrania z dworu w żadnym wypadku nie były noszone do domu: były przechowywane w hermetycznych pojemnikach. Ja, mój mąż i córka, stale się myliśmy po każdym wyjściu na ulicę, nosiliśmy maski i byliśmy w rękawiczkach.
Od dzieciństwa wszyscy ze mnie się śmiali, w tym mój ojciec, matka i brat, że jestem taka nadwrażliwa. Ale było mi to obojętne. Matka też ma w tym swój udział: zamiast powiedzieć mi, małej jeszcze kiedyś dziewczynce, że wszystko wymyślam i próbować to wytłumaczyć, po prostu na mnie krzyczała i mówiła, abym przestała być głupia. Brat też żartował ze mnie, a ojciec po prostu śmiał się, jak z malutką raną biegłam po wodę utlenioną i stos bandaży. Teraz też, pomimo że nie jestem już taką panikarą, to i tak boję się nawet zwykłej grypy.
Na dodatek jestem w ciąży z drugim dzieckiem, a starszy syn ma już siedem lat. Chodzi do szkoły, ma różne zajęcia. Druga ciąża przebiega bardzo ciężko. Ciągle odczuwam słabość, zawroty głowy, bardzo silne mdłości. Czasami rano nie mogę wstać z łóżka. Po pracy mój mąż, oczywiście, mi pomaga; ale on dużo pracuje, wszystko rozumiem. Trzy dni temu znowu nie mogłam wstać rano, bo miałam bardzo silne zawroty głowy, więc poprosiłam matkę, aby odbierała mojego syna ze szkoły i zawiozła na dodatkowe zajęcia. Matka powiedziała, że nie ma problemu – pomoże.
Przez telefon jej głos mi się nie podobał; zapytałam, jak się czuje, a ona powiedziała, że dobrze. Po prostu kroiła cebulę i dlatego płakała. Uspokoiłam się. Wieczorem przywiozła mojego syna, ale zobaczyłam, że ma rumiane policzki i kaszle. Wtedy byłam dopiero przerażona… Matka, widząc moje zdziwienie, zaczęła się ubierać i, nic nie mówiąc, zebrała swoje rzeczy, po czym wyszła z mieszkania. Zrozumiałam, że jest chora. Wieczorem nie odbierała telefonu, następnego dnia ojciec opowiedział przez telefon, że matka jest chora od tygodnia, a teraz śpi, źle się czuje, ma gorączkę. Byłam po prostu w szoku. Wiedząc, jak podchodzę do tego i tak przyszła do mnie chora. Jak wyzdrowiała zadzwoniłam i powiedziałam jej wszystko, co myślę, że jej przyjście do nas do domu było nieodpowiednie. Ona, z kolei, podkreśliła, że po prostu chciała mi pomóc. Ale lepiej byłoby, gdyby powiedziała prawdę. Już sama nie wiem, czy przesadzam, ale gniewam się na nią. Jestem w ciąży z kolejnym dzieckiem, boję się powikłań.




