Marleno, kto by Cię taką chciał? – zaczęła jej przyjaciółka Basia.
– Jaką „taką”? Jestem potrzebna mojemu mężowi.
– Nie masz jeszcze 40 lat, a jesteś cała otłuszczona, jakbyś urodziła troje dzieci. Na głowie masz coś niezrozumiałego. Zadbaj w końcu o siebie.
Basia często mówiła niemiłe, ale prawdziwe rzeczy. Marlena już przyzwyczaiła się do słuchania czegoś takiego od przyjaciółki, ale po raz pierwszy wspomniała o dziecku. Co więcej, Marlena ma już 35 lat, musi szybko urodzić, zanim będzie za późno. Wieczorem zdecydowała się porozmawiać o tym z mężem – Filipem.
Filip był kolegą z klasy Marleny. Taki szczupły, skromny chłopak. Nie było między nimi prawdziwej miłości, tylko szacunek. Filip w każdym calu słuchał swojej żony, nikt nie pytał o jego opinie.
– Filipie, musimy mieć dziecko. Jeszcze kilka lat i stanie się to problemem, więc musimy to zrobić teraz. – Marleno, ale mamy kredyt hipoteczny, jak tak…
-No i co? Teraz mam czekać kolejne 10 lat, aż go spłacimy?!
– Marleno, bardzo cię… szanuję, ale odchodzę od ciebie.
– Dokąd teraz pójdziesz, jest noc.
– Odchodzę od ciebie… nie roszczę sobie żadnych praw, po prostu pozwól mi odejść.
Po pewnym czasie Basia powiedziała, że Filip miał romans w pracy.
Marlena, aby jakoś zapomnieć o swoim smutku, poszła na siłownię. Zdecydowała, że lepiej męczyć się na siłowni i odczuwać fizyczny ból, niż męczyć się z emocjonalnym bólem, który spowodował Filip. Po półtora roku wszystko się zmieniło. Marlena stała się szczupłą pięknością. Filip znalazł jej zdjęcia w internecie i nawet napisał. „Tak się zmieniłaś, poprawiłaś… nie spodziewałem się tego”. Ale słowa te w ogóle nie dotknęły Marleny. Dla niej ważne było zdanie tylko jednej osoby – jej nowego narzeczonego, który był trenerem na siłowni.





