Kiedy wychodziłam za mąż za Adriana, nie zauważyłam w nim przywiązania do swojej mamy. A teraz patrzę z boku i w ogóle nie rozumiem, jak mogłam to przeoczyć. Adrian we wszystkim słucha tylko swojej matki, robi wszystko, by jej w żadnym razie nie zasmucić, biega do niej na każde jej wezwanie. Czasami robi dla niej coś kosztem mnie i syna. Gdy pierwszy raz pojechaliśmy z nim do moich rodziców, przywitali przyszłego zięcia wielkim wspaniałym stołem pełnym łakoci. Kupili najlepsze mięso, mama przygotowała wiele ciast, nawet kilka sałatek.
Tata starał się, pomagał mamie we wszystkim, aby godnie przyjąć gościa. A kiedy przyjechałam poznać matkę Adriana, miałam takie wrażenie, że ona nas w ogóle nie oczekiwała. Stołu prawie nie było – gotowane ziemniaki stały na stole w garnku, słoik z kiszonymi ogórkami i na talerzu przypalony kurczak. Pomyślałam, może teściowa po prostu nie ma pieniędzy, aby nas pięknie przyjąć. Następnym razem zaciągnęłam Adriana do pobliskiego sklepu, kupiliśmy tort, owoce, kiełbasy, kilka rodzajów sera. Wszystko, co przynieśliśmy, teściowa schowała do lodówki, nawet nie postawiła na stół.
Później za każdym razem teściowa gotowała to, czego nie lubię – kurze serca, wątróbkę czy zupę ze szczawiu. Nie chciałam jeść, ale Adrian mówił: „jedz, żeby nie zasmucić mamy„.
Gdy urodziłam syna, teściowa chciała go nazwać Borys. Nie podoba mi się to imię, u nas rodzice nazywali psa Borysem, a ja miałam nazwać tak oczekiwanego syna? Odmówiłam tego pomysłu, nazwałam syna Henio, po dziadku. Teściowa była tak obrażona, że nie rozmawiała ze mną przez pół roku, nawet nie przyszła odwiedzić wnuka. I to jest tylko mała część tego, jak muszę iść na smyczy u teściowej, chociaż czasami próbuję to zmienić. Czy to wszystko ma sens? Jak myślicie? Pewnie wiele z Was, kobiet, jest w związkach dłużej ode mnie. Doradźcie mi, proszę. Czy warto być z mężczyzną, który widzi jedynie zdanie swojej mamusi?





