Moja córka Lenka ma 8 lat i uczęszcza do trzeciej klasy. Mieszkamy w niewielkiej wsi nieopodal miasta. Codziennie rano odwożę ją do szkoły i odbieram po lekcjach. Lenka zawsze z radością chodziła do szkoły, ale ostatnio zauważyłem, że zaczęła wstawać z niechęcią. Czasami próbowała nawet udawać chorą, aby zostać w domu. Zrozumiałem, że coś się z nią dzieje. Po rozmowie z żoną postanowiliśmy dowiedzieć się, co jest na rzeczy, ale nie wywierać na niej dodatkowej presji.
Wieczorem, kiedy żona kładła Lenę spać, porozmawiała z nią. Okazało się, że w szkole jest pewien czwartoklasista, który ją dręczy. „Najpierw obrażał mnie różnymi słowami, a teraz zaczął mnie popychać. Mamo, on mówi, że jestem 'wyrzutkiem’, czy to prawda?” – z łzami w oczach zapytała Lenka. „Oczywiście, że nie. Jesteś dla mnie najpiękniejszą dziewczynką na świecie” – odpowiedziała jej matka, obejmując ją. Stałem i podsłuchiwałem ich rozmowę, serce mi się ściskało. Chciałem iść i nauczyć tego chuligana manier, ale powstrzymało mnie jedno – on też jest dzieckiem. Żona zaproponowała, abyśmy nie ingerowali w ich sprawy. „Niech sama spróbuje uporać się z tym chuliganem” – powiedziała żona. Postanowiłem posłuchać jej i nie interweniować w szkole. To okazało się błędem, ponieważ Lenka wróciła do domu z dużym siniakiem. Okazało się, że ten chłopiec ją pchnął, a ona upadła i mocno się uderzyła. Wtedy nie wytrzymałem i poszedłem do szkoły, gdzie nauczycielka zaproponowała tylko jedno rozwiązanie. „Niech Lenka nie wychodzi z klasy, wtedy nikt jej nie skrzywdzi”. Byłem wściekły.
Po powrocie do domu, zacząłem uczyć córkę technik samoobrony. Nauczyłem ją dobrze uderzać w nos, aż do krwi. Lenka skorzystała z nauczonej techniki, teraz nikt jej nie krzywdzi; wręcz przeciwnie – boją się jej.
Z takimi osobami jak ten chłopiec, można rozmawiać tylko za pomocą siły, bo nie zrozumieją inaczej.




