Zmarła żona pragnęła, bym po jej śmierci znalazł sobie nową miłość i zapomniał. Nie potrafię tego zrobić, nie mogę spełnić jej ostatniej woli

Od miesiąca budzę się rano, siadam na łóżku i patrzę w ścianę. Moje myśli wciąż wędrują do małżonki, która niedawno przegrała walkę z nowotworem. Obiecałem Dominice, że pokona chorobę. Mówiłem:

– Niebawem wyjdziemy ze szpitala i ruszymy w podróż naszego życia. Od dawna marzyłaś o dziecku, ja również pragnąłem pociechy. Urodzisz córeczkę, damy jej imię po Twojej mamie. Walcz dla nas, nie mogę żyć bez Ciebie.

Przez całe moje życie kochałem Dominikę. Spotkaliśmy się w przedszkolu, wspólnie zaczęliśmy naukę w pierwszej klasie, a zaczęliśmy się spotykać na studiach. Tyle planów mieliśmy na przyszłość, ale Dominika poważnie zachorowała. Medycy stwierdzili bezradność, dając jej pół roku. Nie mogłem tego zaakceptować, żyłem nadzieją. Zaczęliśmy radioterapię, ale nie było efektów. Nawiązałem nawet kontakt z niemieckim szpitalem, chcieli podjąć się leczenia. Planowaliśmy wyjechać, lecz stan Dominiki jeszcze bardziej się pogorszył.

W szpitalu powiedziano nam, że to zbyt duże ryzyko.

– Może nie przetrwać podróży – mówili.

Dziś żałuję, że nie spróbowaliśmy. Pewnej nocy obudziłem się w pełnej ciemności wyrwany z przerażającego koszmaru. Od razu pojechałem do szpitala. Nie chcieli mnie wpuścić, bo odwiedziny były tylko o wyznaczonych porach, ale uparłem się. Na łóżku dostrzegłem bezwładne ciało żony. Nie odpowiadała na żadne bodźce. Pielęgniarki z trudem wyprowadziły mnie z sali. Następnego dnia ksiądz przybył i pomodlił się za duszę Dominiki.

Wczoraj wspomnienia wróciły z jeszcze większym bólem. Do moich drzwi zapukała siostra mojej zmarłej żony. Powiedziała:

– Przed pójściem do szpitala, Dominika dała mi list, który miałam Ci przekazać po jej śmierci. Teraz nadszedł czas, bądź silny. Wytrzymaj, czas uleczy Twoje rany – powiedziała i zostawiła mnie samego.

Otworzyłem kartkę papieru i zacząłem czytać.

Kochany, obiecaj mi, że będziesz żył dalej. Znajdź kobietę, która da Ci nadzieję, miłość i wiarę. Rób dobre uczynki w moim imieniu, proszę. Nie waż się zamykać w sobie. Podróżuj, kochaj, żyj dla nas obojga. Marzyłam o zobaczeniu morza, proszę spełnij moje ostatnie życzenie i pojedź tam z kimś, kogo pokochasz równie mocno, co mnie. Kocham Cię!”- napisała.

Serce łamie mi się od samej myśli. Jak mam poznać kogoś innego? Całe moje życie to była ona, a teraz zostałem sam. Czy to źle, jeśli nie spełnię woli mojej zmarłej żony? Nie powinna była tego ode mnie wymagać.

Oceń artykuł
TwojaCena
Zmarła żona pragnęła, bym po jej śmierci znalazł sobie nową miłość i zapomniał. Nie potrafię tego zrobić, nie mogę spełnić jej ostatniej woli