Przez długie lata byłam w toksycznym związku. Mój chłopak miał problem z alkoholem. Po upiciu się, a pił prawie codziennie, urządzał awantury i sceny zazdrości. Mówił mi, że pije przeze mnie. Byłam młoda i naiwna, wierzyłam, że uda mi się wyrwać go ze szponów nałogu. Myślałam, że wystarczy być cierpliwym i kochać, by go zmienić. Niestety lata mijały i nic się nie zmieniało. Miałam 27 lat, chciałam rodziny, stabilizacji. I wtedy los podjął decyzję za mnie. Damian trafił do więzienia i miał tam spędzić parę lat. Na początku tęskniłam za nim, a potem zaczęło do mnie docierać, że moje poświęcenie dla niego to była walka z wiatrakami. Zaczęłam wychodzić do ludzi i żyć dla siebie.
Po roku poznałam Wiktora. Nie powiem, że była to miłość od pierwszego spojrzenia. Długo bałam się wejść w nowy związek, ale Wiktor był zupełnym przeciwieństwem Damiana. Spokojny, bez nałogów przedsiębiorca. Co prawda był starszy ode mnie o 6 lat, jednak to mi nie przeszkadzało. To, że był starszy i też doświadczony przez życie, było atutem. Myślałam, że człowiek zdradzony i wykorzystany nigdy nie zrobi czegoś takiego, nigdy nie zdradzi i nie upokorzy. Tak bardzo się myliłam.
Ale po kolei.
Długo się wahałam, ale w końcu powiedziałam Wiktorowi „tak”. Szalał ze szczęścia, ale jeszcze bardziej z mojej decyzji cieszyli się moi rodzice, którzy już powoli zaczynali tracić nadzieję, że kiedykolwiek wyjdę za mąż, a tym bardziej, że uczynię ich dziadkami.
Ślub był jak z bajki, Wiktor wprost nosił mnie na rękach i na każdym kroku okazywał swoją miłość. Krótko po ślubie kupiliśmy większe mieszkanie, a pół roku później byłam w ciąży. Mąż, gdy się dowiedział, popłakał się ze szczęścia. Dał mi swoją złotą kartę i kazał, żebym kupiła sobie i naszemu dziecku, wszystko co zechcę i nie patrzyła na cenę.
W czasie ciąży Wiktor często wyjeżdżał w interesach. Jego firma dobrze rozwijała się i szukał nowych rynków zbytu. Gdy wracał z takiego wyjazdu, rozpieszczał mnie do granic możliwości. Nie było rzeczy, której by mi odmówił.
Gdy urodził się syn, do szpitala przyniósł mi bukiet ze stu róż, taki był dumny i szczęśliwy. Dbał o nas, jak tylko mógł, tylko te jego wyjazdy służbowe zdarzały się coraz częściej. Tęskniłam, ale mąż twierdził, że musi zadbać o naszą przyszłość, by nic nam w życiu nie brakowało. I faktycznie, suma na koncie systematycznie się powiększała.
Czas nie stał w miejscu. Synek podrósł i poszedł do przedszkola, Wiktor pilnował biznesu, a ja zaczęłam mieć za dużo wolnego czasu. Zastanawiałam się, co z nim robić i wtedy wujek złożył mi propozycję żebym zaczęła pracować w jego cukierni. Zgodziłam się, ale nie dla tego, że potrzebowałam pieniędzy, tylko dla tego, że lubiłam piec ciasta i robiłam to naprawdę dobrze. Moje wypieki to prawdziwe arcydzieła i szybko zyskały uznanie wśród klientów.
Po jakimś czasie zaczęłam zauważać zmiany w zachowaniu męża. Jego wyjazdy stały się nie tyle częstsze, co dłuższe, a z naszego wspólnego konta zaczęły znikać większe kwoty. Myślałam, że firma ma kłopoty, ale gdy spytałam o to męża, zbył mnie krótko, mówiąc bym się nie martwiła, bo to chwilowe i wkrótce wszystko wróci do normy.
Pół roku później oświadczył mi, że ma inną i że ich relacja trwa już jakiś czas.
Na początku myślał, że to będzie chwilowe, taka odskocznia od dnia codziennego, ale zakochał się i chce rozwodu. W jednej chwili zawalił mi się świat. Kochałam go, dbałam o niego i nasz dom. A teraz on mi mówi, że to koniec, bo kocha inną. A co z moimi uczuciami? Co z uczuciami naszego dziecka? Gdy go o to zapytałam, wzruszył ramionami i powiedział, żebym nic mu nie mówiła. Dla niego była przeznaczona wersja, że tata dużo pracuje i musi często wyjeżdżać. Spakował się i wyszedł nie patrząc na moje łzy. W ciągu niespełna roku byłam rozwódką. Od męża dostałam mieszkanie i spore alimenty na dziecko, żebym tylko nie robiła problemów.
Wiktor często odwiedza syna, przynosi mu kosztowne prezenty. Syn się cieszy z tych odwiedzin, a dla mnie są one czystą katorgą. Z jednej strony chciałabym, żeby jak najszybciej wyszedł, a z drugiej wciąż go kocham i chciałabym, by został z nami na zawsze.
Najgorsze jest to, że on ciągle mami syna tym, że musi wyjeżdżać w związku z pracą. Ale jak długo da się okłamywać dziecko. Przecież on dorasta, wkrótce doda dwa do dwóch i zrozumie, co jest grane i co mu wtedy powiem?

