Facet rzucił mnie, gdy dowiedział się o ciąży. Teraz, po 35 latach wrócił i chce być członkiem naszej rodziny.

Kiedy miałam 17 lat, poznałam Stefana. Miał wtedy 20 lat. Byliśmy bardzo młodzi i myśleliśmy, że to jest prawdziwa miłość. Zaraz po maturze zaszłam w ciążę. Stefan wtedy bez ogródek powiedział, że nie zamierza budować ze mną rodziny. Co prawda, była między nami chemia i darzyliśmy siebie sympatią, ale jego zdaniem nie było to wystarczające, aby brać ślub, więc nasze drogi się rozeszły. Nie chciałam pozbywać się dziecka, ale też nie odważyłam się wrócić do swojej wsi, bo z brzuchem i bez męża od razu trafiłabym pod ogień osądzających spojrzeń i na języki wszystkich. Zostałam w mieście, ale zamiast studiować, urodziłam silnego, ślicznego chłopca, któremu dałam na imię Jan. Było mi bardzo ciężko. Bałam się, że sobie nie poradzę, ale pracowałam od rana do późnej nocy, żeby synkowi niczego nie brakowało. Często zostawała z nim moja sąsiadka, samotna kobieta, która była szczęśliwa, kiedy prosiłam o opiekę nad Jaśkiem. Z pomocą sąsiadki, Janek wyrósł na mądrego, dobrego człowieka. Uczył się dobrze, dostał się na dobry uniwersytet, a potem dostał prestiżową pracę. Co prawda, nie w swojej specjalności, ale był zadowolony i dobrze zarabiał, a szefostwo go doceniało.

W wieku 26 lat mój syn przedstawił mi Edytę. Dziewczyna okazała się bardzo mądra, miła i odpowiedzialna. Wkrótce wzięli ślub. Teraz jestem szczęśliwą babcią dwóch wnuków i jednej wnuczki. Nigdy nie wyszłam za mąż. Synowi oddałam całą siebie, ale nie żałuję ani trochę. Nie miałam żadnych wiadomości od Stefana, odkąd Jaś skończył 2 lata. Wcześniej jeszcze czasami dzwonił, ale potem przestał.

Miesiąc temu świętowałam swoje urodziny, chociaż świętowanie to chyba zbyt wielkie słowo. Obchodziłam je w swoim domu, w rodzinnym gronie. Wieczorem ktoś zapukał do drzwi. Otworzyłam i zobaczyłam przed sobą Stefana z bukietem kwiatów i pudełkiem słodyczy. Nie wygoniłam go, ale zaprosiłam do środka. Wszedł do salonu i szybko ocenił, kto jest kim, po czym podszedł do dzieci i powiedział: „Cześć, jestem waszym dziadkiem.” Wnuki szybko podbiegły do niego i przytuliły się do marnotrawnego dziadka, podczas gdy syn po prostu siedział, patrzył i nic nie mówił. Pod koniec wieczoru Stefan poprosił syna o spotkanie. Janek po raz kolejny udowodnił, że jest dobrym człowiekiem, który potrafi wiele zrozumieć i wybaczyć. Ojciec i syn bardzo się do siebie zbliżyli. Ale ja… ja nie potrafię. Odmówiłam Stefanowi, gdy zaproponował spotkanie w restauracji, żebyśmy opowiedzieli sobie o swoich losach. Stefan może być dobrym ojcem dla Janka i wspaniałym dziadkiem dla wnuków, ale ja zbyt wiele przez niego wycierpiałam. Nie potrafię mu wybaczyć i ponownie zaufać.

Oceń artykuł
TwojaCena
Facet rzucił mnie, gdy dowiedział się o ciąży. Teraz, po 35 latach wrócił i chce być członkiem naszej rodziny.