Zgred

Nazywam go Zgred. Nie znoszę staruchów! Bezużyteczni ludzie. Dlaczego w ogóle istnieją? – zaśmiała się Agnieszka.

– Ten jest szczególnie ohydny! Kiedy spaceruję z Diorem, zawsze widzę w oknie jego twarz. Siedzi z fajką, czyta gazetę. Mamut! W naszych czasach! Oczywiście, takiego słowa jak iPhone nigdy nie słyszał. Uprawia te swoje pelargonie i fiołki. Kwiaty są w ogóle ostatnim stuleciem. I te jego starożytne okna. Wygląda na to, że emeryturę ma normalną w tym wieku, więc mógłby te okna wymienić. Prawdopodobnie wszystko ma gdzieś. Staruch! ”, – skrzywiła się piękna, młoda brunetka Agnieszka.

Opowiadała to swojej przyjaciółce Sylwii, która zachwycała się remontem mieszkania Agi, do którego niedawno przeprowadziła się wraz z mężem. Kupili dwa mieszkania, które połączyli ze sobą. Mąż Agi, Marcin, prowadził wraz z ojcem wspólny biznes. Posiadali kilka sklepów meblowych i spożywczych. Sama Agnieszka nie pracowała. Całymi dniami zajmowała się sobą i swoim psem, który wabił się Dior. Nazywała go „swoim dzieckiem”. Wciąż naśmiewając się z  sąsiada,  dziewczyny poszły zobaczyć nowe sukienki Agi.

Z pewnością można byłoby tutaj pogrozić palcem. Zachęcamy jednak, aby przeczytać opowieść o braku szacunku do starszego pokolenia.

Oto opowieść o tym, co musiało się wydarzyć, aby Agnieszka nabrała szacunku wobec starszych..

Pewnego razu, Agnieszka i Marcin szykowali się do wyjazdu na działkę. Non stop mąż rozmawiał przez telefon ustalając sprawy firmy. Niebawem do Agnieszki zadzwoniła przyjaciółka, która przywiozła jej prezent  z Paryża. Ręce aż zaswędziały ją, aby od razu podnieść się i pobiec do Sylwii, tym bardziej, że mieszkała ona nieopodal.

Jedź beze mnie, Marcinku. Dotrę na miejsce z Sylwią. Tylko Dior już śpi, więc niech zostanie z Tobą. – Aga uciekła tak szybko, jak tylko mogła.

Mąż słuchał jej bez przekonania, wciąż rozmawiając z dostawcami. Na pożegnanie skinął tylko głową. Jedynie pies od razu się obudził i na moment przed zamknięciem drzwi przed gospodarza, wyskoczył z samochodu. Dior był oswojony, jednak trochę nieśmiały. Chciał pobiec za swoją panią, ale ślad za nią szybko znikł. Drżąc, usiadł w pobliżu werandy. Wkrótce lokalni bezdomni, których jedynym celem było znalezienie drobnych na zakup alkoholu, zbliżyli się do psa.

– Chodźcie do psiska. – zawołał jeden do drugiego. Bez sprzeciwu innych kolegów, mężczyźni zbliżyli się do miejsca, gdzie siedział pies, okrążając go. Biedny psisko bał się uciekać.

W tym czasie, w domku letniskowym, aż okna zadrżały od krzyku Agnieszki. Marcin ze strachu przeszukał nie tylko cały samochód, ale każdy zakamarek działki. Na próżno, psa nigdzie nie było.

Kiedy wyjeżdżałeś, on spał?- szlochała żona, rozmazując tylko na twarzy tusz do rzęs.

– Cóż… chyba.- wyszeptał mąż.

-Co to znaczy chyba? Nie zwróciłeś uwagi?

Rozumiesz, rozmawiałem przez telefon. Te sprawy  nie mogły czekać. Wcześniej z pewnością spał, ale kiedy wyjeżdżałem, byłem zajętym rozmową. Słuchaj, może w tamtej chwili wyskoczył z samochodu? – zapytał zszokowany Marcin.

Wkrótce małżeństwo postanowiło wrócić do miasta. Diora jednak nigdzie nie było. Tylko stara sąsiadka spacerowała wokół pobliskiego klombu.

– Czy nie widziała Pani….? Tutaj, nie widziała…- szlochając, Aga nie mogła wydusić z siebie ani słowa więcej.  Gestykulowała tylko z nadzieją, że staruszka zrozumie, co ma na myśli.

– Twojego psa? Widziałam. Nie tylko ja z resztą. Te osiedlowe pijaczyny postanowiły go sprzedać. Widziałam to z balkonu. Zaczęłam zwracać im uwagę, ale tylko mnie wyśmiali. Bałam się wyjść do nich, przecież są niepoczytalni. – odpowiedziała sąsiadka.

– Bała się Pani? Mogła przecież pani pomóc!- krzyczał Marcin.

– Tego mi trzeba? Narażać się za waszego psa? Tylko nasz Staszek taki odważny. Ledwo chodzi, ale jak widział to wszystko, od razu wybiegł. Tak trzech, wielkich facetów, a on taki stary i chudy. Krzyczał, że psa nie odda.

– Kim jest Staszek? –zapytał Marcin.

Ten, który mieszka pod wami!- oznajmiła sąsiadka.

Aga rzuciła się do wejścia. To właśnie tam mieszkał ten Staruch, z którego tak naśmiewała się z Sylwią i nazywała go Zgredem. Okazuje się, że tylko on stanął w obronie Diora…? Ale jak ..przecież jest taki słaby! Chudy, mały, ale jedyny nie bał się.

Marcin nacisnął dzwonek. Drzwi się otworzyły, a w progu stanął starzec w flanelowej koszuli i ciepłych skarpetach. W mieszkaniu roznosił się zapach cynamonowych bułeczek. Mężczyzna ślepo mrużył oczy.

Ja.. my…- Agnieszka  znów nie mogła nic powiedzieć.

– Witajcie, młodzi! Wejdźcie, zapraszam. Psinka śpi w pokoju, na kocu. Opowiadałem mu różne historie, aż zasnął. Spójrz tylko jaki on śliczny! Nigdy wcześniej nie widziałem takiego psa. I imię ma takie piękne…- uśmiechnął się staruszek.

Mój maleńki Dior..- szlochała Aga. Niebawem tuliła go już w swoich ramionach.

Marcin stał w milczeniu. Mieszkanie było ubogie. Żelazne, stare łóżko, obok dzianinowa wycieraczka, stół przykryty ceratą, a w oknach wisiały wyblaknięte zasłony. Było biednie, ale czysto. Stary człowiek krzątał się po mieszkaniu. Lada moment na stole położył ciepłe bułeczki i dzbanek z herbatą. Marcin starał się nieco z nim porozmawiać. Okazało się, pan Stanisław mieszka sam.  Ma siostrzenicę, która nie dość, że jest również samotna, ma chore dziecko. Całą swoją emeryturę oddaje im na leczenie. Zostawia sobie tylko tyle, aby wystarczyło mu na proste życie. Aga była cała czerwona. Czuła wielki wstyd.

Nazywała go przecież Zgredem. A on pomaga wszystkim. Oddaje wszystkie pieniądze na leczenie córki siostrzenicy. I jako jedyny nie bał się stanąć w obronie psa. Jak mógł się nie bać, skoro sam był wychudzony jak źdźbło trawy!

– Zapraszam, możecie mnie odwiedzać kiedy tylko zechcecie! Będzie mi tak miło.. Lubię patrzeć na młode twarze. I zabierzcie koniecznie tego słodziaka! Położyłem go do łóżka, na czystym prześcieradle, z którego moja babcia robiła koronki. – zawstydził się nieco staruszek, cały czas głaskając Diora.

W domu Agnieszka usiadła na krześle i płakała jeszcze bardziej.

-Co Ty robisz? Przecież znalazł się Dior! –mąż był zaskoczony.

A ona ciągle opowiadała mu o dziadku, którego nazywała Zgredem, o sobie, o Sylwii. Marcin ciągle dziwił się jej postępowaniu.

Kiedy przyjaciółka ponownie odwiedziła Agnieszkę, wyjrzała na podwórko, gdzie stał pan Stanisław.

– O! To ten Zgred, prawda? –zaśmiała się Sywia.

– Sama jesteś Zgredem! Nigdy więcej tak nie mów! Przemyśl następnym razem, zanim coś powiesz.- Aga podskoczyła.

Sylwia zamilkła urażona.

Młode małżeństwo zrobili niewielki remont w mieszkaniu nowego przyjaciela. Przynosili mu jedzenie, a czasami nawet zabierali ze sobą na działkę. Dior również bardzo go polubił. Można powiedzieć, że otoczyli go opieką, której do tej pory mu brakowało. Pan Stanisław nazywał ich „wnukami”. Wciąż jest nieco zmieszany, kiedy młodzi ludzie obdarowują go jedzeniem. Dlaczego? Ponieważ jest prostym, dobrym i miłym człowiekiem, który uważa, że nie zrobił nic specjalnego…

Oceń artykuł
TwojaCena
Zgred