– Zamieszkaj u przyjaciółki, u nas ciocia z Warszawy przyjechała na miesiąc – powiedział mąż, wystaw…

Wynajdź mieszkanie u koleżanki, bo nasza ciotka z Lublinia przyjechała na miesiąc mówi mąż, odstawiając mój walizkę przy drzwiach.
Zofia! Zofio, znów zaparkowałaś samochód na moje miejsce! Wczoraj prosiłam, żeby nie zajmowała!

Klaudia, jakie to ma znaczenie? Nie ma wyznaczonych miejsc na podwórku! Parkuję, gdzie chcę!

Co ty mówisz! Mieszkam tu trzydzieści lat! Zawsze stało to auto!

I co z tego? Nie daje ci prawa do własności!

Alina stoi przy wejściu z ciężkimi torbami z zakupami, słysząc, jak dwie sąsiadki kłócą się o miejsce parkingowe. Chciałaby przejść obok, ale kobiety blokują przejście, machając rękami i podnosząc głosy.

Przepraszam, mogę przejść? pyta cicho Alina.

Sąsiadki niechętnie się odsuwają, wymieniając gniewne spojrzenia. Alina przeciska się między nimi, popychając drzwi budynku ramieniem. Torby tak mocno obciążają ręce, że palce zaczynają zdrętwieć. Powinna wziąć wózek, ale zawsze o tym zapomina, dopóki nie dotrze do domu.

Wchodzi na czwarte piętro po schodach winda, jak zwykle, nie działa. Stoi przed własnymi drzwiami, przenosi torby na jedną rękę, drugą szuka w kieszeni kurtki i wyciąga klucze. Otwiera drzwi i zatrzymuje się.

W korytarzu leży jej walizka. Ta niebieska, podróżna, którą zabrała na urlop. Jest zamknięta, rączka podniesiona, jakby zamierzała ją gdzieś przewieźć.

Witek? woła Alina, wchodząc do mieszkania. Jesteś w domu?

Tak, w kuchni! odpowiada mąż.

Alina odkłada torby na podłogę, zdejmuje kurtkę i przechodzi do kuchni. Wiktor siedzi przy stole z filiżanką kawy, przeglądając telefon.

Cześć mówi, nie podnosząc wzroku.

Cześć. Witek, po co ta walizka w korytarzu?

Wiktor w końcu odrywa się od ekranu, patrzy na żonę.

Pamiętasz moją ciotkę Zofię z Lublinia?

Alina marszczy brwi, przypominając sobie starą kobietę, którą widziała jedynie przy kilku rodzinnych spotkaniach.

Trochę tak.

No więc przyjechała do Warszawy na cały miesiąc. Ma operację i potem rehabilitację. Zaprosiłem ją, żeby zamieszkała u nas.

Alina powoli siada na krześle.

Zaprosiłeś ją tutaj? Na miesiąc?

Tak. Co w tym złego? To rodzina.

Wiktor, mamy jednopokojowe mieszkanie. Gdzie ona będzie spała?

Wiktor kończy kawę, odkłada filiżankę.

Problem w tym, że nie ma miejsca. Pomyślałem, że możesz zamieszkać u koleżanki. Może u Lenki? Ona ma dwupokojowe mieszkanie, dużo miejsca. Ciotka Zofia spędzi tu miesiąc, potem wyjedzie, a ty wrócisz.

Alina patrzy na męża, nie wierząc własnym uszom.

Co?

Po prostu zamieszkaj u Lenki. Ona mieszka sama, ma duży pokój. Zofia zostanie na miesiąc, a ty wrócisz.

Witek, chcesz, żebym wyprowadziła się z własnego mieszkania?

Nie wyprowadzać, tylko tymczasowo zamieszkać gdzie indziej. To Zofia! Ma operację, nie może leżeć w szpitalu, potrzebuje opieki w domu!

Kto się nią będzie opiekował?

Ja. I ona sama, w miarę możliwości.

Alina wstaje, chodzi po kuchni. Głowa kręci się. To absurd. Mąż wyrzuca ją z własnego lokum dla jakiejś dalszej krewnej.

To moje mieszkanie. Tu mieszkam. Nie wyjadę.

Wiktor marszczy brwi.

Alino, nie bądź uparta. To tylko tymczasowe! Tylko miesiąc!

Miesiąc to długo! Dlaczego miałabym wyjeżdżać? Niech ciotka Zofia wynajmie mieszkanie albo pójdzie do hotelu!

Nie ma pieniędzy na hotel! Alino, po co taka skąpość? To rodzina!

Nie jestem skąpa! Po prostu nie rozumiem, po co mam poświęcać swój komfort!

Wiktor gwałtownie wstaje, chwyta klucze ze stołu.

Już zdecydowałem. Zofia przyjedzie dziś wieczorem. Spakowałem walizkę, położyłem rzeczy. Jedź do Lenki. Dzwoniłem już do niej, zgodziła się cię przyjąć.

Dzwoniłeś do Lenki?! Bez mojej zgody?!

Tak. Nie marnujmy czasu. Zrób to, Alino, bez dramatów.

Wychodzi z kuchni. Alina czuje, jak w środku coś wrze. Przechodzi do korytarza. Wiktor już zakłada kurtkę.

Witek, poczekaj. Musimy to przedyskutować.

Nie ma nic do dyskusji. Decyzja podjęta. Oto twoja walizka i pieniądze na taksówkę.

Podaje jej w rękę kilka banknotów. Alina patrzy na pieniądze, walizkę, męża. Czy to naprawdę się dzieje? Czy naprawdę wyrzuca ją z własnego domu?

Nie wyjadę.

Wyjedziesz. Alino, nie komplikuj. To tylko miesiąc, potem wrócisz.

A jeśli nie chcę?

Wiktor wzdycha, drapie się po twarzy.

Alino, zachowujesz się jak dziecko. Zofia jest chora, starsza. Musi mieć pomoc. A ty się marudysz!

Nie marudzę! Bronię swojego prawa do mieszkania!

Prawa, prawa Zawsze o prawach! A co z rodziną? Co z pomocą?

Alina czuje łzy w oczach, odwraca się, by mąż nie widział.

Dobra, wyjadę.

Bierze walizkę, otwiera drzwi. Wiktor odprowadza ją do progu.

No i super. Zadzwonię, kiedy Zofia wyjedzie.

Alina wychodzi na klatkę schodową. Drzwi za nią zamykają się z hukiem. Stoi z walizką, nie wie, co zrobić. Łzy spływają po policzkach, kapią na podłogę.

Sięga po telefon, wybiera numer przyjaciółki Leny. Lenka odbiera od razu.

Alino, cześć! Witek zadzwonił, mówi, że przyjedziesz do mnie. Czekam!

Len, naprawdę nie masz nic przeciwko?

Oczywiście, że nie! Przyjedź, miejsca będzie pod dostatkiem!

Alina zamawia taksówkę, schodzi na podwórze. Samochód przyjeżdża szybko. Wsiada na tylną kanapę, podaje adres Leny. Jedzie, patrząc przez okno, nie widząc nic przez łzy.

Lenka wita ją na progu, obejmuje.

Alino, co się stało? Witek powiedział, że ciotka przyjechała i mam cię tymczasowo ugościć, ale jesteś cała w łzach!

Wiktor mnie wyrzucił. Po prostu wyrzucił z domu.

Jak wyrzucił?

Alina opowiada. Lenka kiwa głową.

No to co za facet! Bez rozmowy?

Tak. Powiedział, że decyzja podjęta. I to koniec.

Lenka prowadzi ją do pokoju, siada na kanapę.

Alko, jesteś pewna, że to przez ciotkę?

Co jeszcze?

Nie wiem. Wyrzucić żonę z domu za ciotkę Alko, wszystko w porządku u was?

Alina myśli o ostatnich miesiącach. Wiktor był odległy, zimny, wracał późno, cały czas w telefonie. Odpowiadał jednowałśnie.

Nie wiem, Len. Wydaje się, że tak. Ale on stał się dziwny.

Dziwny?

Milczący, drażliwy. Kiedyś wieczorami rozmawialiśmy, oglądaliśmy filmy. Teraz przychodzi, je i od razu leży w łóżku albo wpatruje się w telefon.

Lenka marszczy brwi.

Alko, może ma kogoś?

Kogoś? Myślisz?

Tak. Kochankę.

Alina kręci głową.

Nie, Len. Witek nie jest taki. Jest uczciwy.

Uczciwy mąż nie wyrzuca żony z domu.

Te słowa wbijają się w Alinę jak drzazga. Kładzie się spać na kanapie, przewraca się całą noc, myśląc o Wiktorze, ciotce Zofii, o tym, co dzieje się w jej mieszkaniu właśnie teraz.

Rano dzwoni do Wiktora.

Witek, co słychać? Ciotka przyjechała?

Tak, przyjechała. Wszystko w porządku. A ty?

Dobrze. Mogę dzisiaj wpaść po jakieś rzeczy?

Wiktor milczy.

Alko, nie, nie przychodź. Zofia odpoczywa, nie chcę jej niepokoić.

Ale tylko na chwilę

Nie, powiem, przywiozę to, co potrzebujesz.

Alina podaje kilka rzeczy, Witek obiecuje przynieść je wieczorem. Odkłada słuchawkę i zastanawia się.

Len, nie chce, żebym wracała.

Widzisz, coś jest nie tak. Jedź sama, sprawdź.

Ale nie wpusci mnie

Masz klucze, nie?

Mam.

To jedź, kiedy go nie będzie. Wiktor w pracy w ciągu dnia, prawda?

Tak.

Jedź i zobacz, co się dzieje.

Alina waha się, ale ciekawość zwycięża. W południe, kiedy Wiktor jest w biurze, jedzie do domu. Wchodzi na czwarte piętro, otwiera drzwi własnym kluczem.

W mieszkaniu jest cicho. Przechodzi korytarzem, zagląda do sypialni. Łóżko pościelone, na stoliku leżą leki. Wszystko wygląda normalnie.

W kuchni na stole leży kartka. Alina podnosi ją i czyta:

Witek, wyjechałem na badania do szpitala. Wrócę wieczorem. Nie martw się. Twoja ciotka Zofia.

Ciotka naprawdę tu mieszka. Alina odetchnęła z ulgą. Lenka się myliła, nie ma kochanki. Po prostu Zofia przyjechała, Wiktor jej pomaga.

Zanim wyjdzie, dzwoni telefon. To nie jej domowy, stojący w kuchni. Na wyświetlaczu: Mama.

Alina podnosi słuchawkę.

Halo?

Wiktor? rozpoznaje głos teściowej.

Nie, to Alina, dzień dobry, pani Halino.

Alino? Co robisz w domu? Witek powiedział, że wyjechałaś.

Wyjechałam, tak. Przyszłam coś odebrać.

Rozumiem. A Zofia? Jak się czuje?

Wydaje się dobrze. Pojechała na badania.

Jakie badania? Witek mówił, że operację jutro mają!

Alina zamarła.

Jutro? Ale Zofia ma tu mieszkać miesiąc

Miesiąc? Skąd to wiesz? Witek mówił tydzień maksymalnie. Operację zrobią, parę dni w szpitalu, potem wróci do Lublina.

Tydzień? Skąd?

Witek wszystko ci nie powiedział?

Alina kończy rozmowę, serce bije jak oszalałe. Tydzień kontra miesiąc. Dlaczego Witek kłamał?

Wchodzi do pokoju, otwiera szafę. Ubrania są na miejscu, nic nie poruszono. Otwiera szufladę komody wszystko w porządku.

Siada na łóżku, rozmyśla. Wzrok pada na nocną szafkę, gdzie leży notatnik. Alina bierze go, otwiera. Na pierwszej stronie ręcznym pismem Wiktora widnieje słowo Plan. Dalej lista:

1. Przekonać Alinę, by wyjechała.
Spotkać się z pośrednikiem.
Pokazać mieszkanie potencjalnym nabywcom.
Sporządzić dokumenty.
Zebrać pieniądze.
Przeprowadzić się do Zosi.

Alina czyta, nie wierzy własnym oczom. Sprzedać mieszkanie? Przeprowadzić się do Zosi? Kto to jest Zosia?

Robi zdjęcie notatka, odkłada go na miejsce i wychodzi z mieszkania w szoku.

Wraca do Leny, wciąż zszokowana.

Alina w końcu podjęła decyzję i, trzymając w ręku notatnik, wyszła z mieszkania, by po raz ostatni skonfrontować się z Wiktorem i odzyskać własne życie.

Oceń artykuł
TwojaCena
– Zamieszkaj u przyjaciółki, u nas ciocia z Warszawy przyjechała na miesiąc – powiedział mąż, wystaw…