Ostatnio nie zgadzały mi się pieniądze. Zniknęło mi parę tysięcy, a skrupulatnie zapisuję każdą złotówkę. Żyję ze złodziejem pod jednym dachem, a to rodzina!
W dzisiejszych czasach dosłownie wszystko jest tak strasznie drogie, że trzeba być ekspertem w oszczędzaniu. Co miesiąc spisuję w zeszycie wszystko, co muszę opłacić, a później skreślam po kolei to, co już jest zrobione. Od roku mieszkam z synem i synową. Zabrali mnie do siebie, bo coraz bardziej dokuczała mi starość. Nawet do sklepu nie byłem w stanie pójść, bo w połowie drogi nogi odmawiały mi posłuszeństwa. To jeszcze nie taki wiek, ale całe życie pracowałem stojąc i teraz kolana nie dają o sobie zapomnieć.
Żyjemy zgodnie, ja staram się nie wchodzić w drogę młodym, dostosowałem się do ich życia, tak by nawet mnie nie zauważali, że krzątam im się po domu. Chciałem im dokładać się do rachunków albo chociaż jedzenia, ale syn kategorycznie mi odmówił. Powiedział, że kiedyś ja go wychowałem z matką i nie brałem za to pieniędzy, to teraz jego kolej, by zapewnić mi godną starość.
Skoro tak, to wszystkie zaoszczędzone pieniądze odkładałam w jedno miejsce – do szafy pod ubraniami. Nie ma tego dużo, bo wydaję sporo na leki i też jeszcze lekarzy, ale każdy zaoszczędzony grosz się liczy.
Ostatnio jednak zauważyłem, że coś się nie zgadza. Z odłożonych ponad dwudziestu tysięcy (to całe oszczędności mojego życia) jest w zawiniątku może z dwanaście.
Przeczytaj także: Wiedziałam, że szwagier jest chciwy, ale nie sądziłam, że aż tak. Nie wiem czy moja noga więcej u nich postanie
Nie jestem żadnym matematycznym geniuszem, ale przecież umiem liczyć, akurat z tym jeszcze problemów nie mam. Dla mnie, ojca, to smutne, że u własnego syna w domu muszę się martwić, gdzie podziewają się te moje oszczędności.
Wiem na pewno, że to nie syn. Nie raz próbowałem wcisnąć mu siłą kilka banknotów w ramach podziękowania, ale on zapierał się rękoma, że nie chce ani złotówki. Gdyby chciał, to przecież wolałby wziąć niż kraść. A inną rzeczą jest jest to, że od paru tygodni synowa jest dla mnie dobra jak nigdy. Proponuje mi co kilka dni, żebym nie nudził się w mieszkaniu, wsiadł z nią w samochód i pojechał czy to po dzieci do szkoły, czy na zakupy. I teraz już widzę, gdzie jest haczyk.
Już parę razy się zdarzyło, że siedziałem w samochodzie zapięty pasami, a ona do mnie mówi, że zapomniała zabrać telefonu czy torebki i szybko pobiegnie, żebym już nie wychodził z nią, tylko zaczekał w aucie.
Wcale mnie to nie dziwiło, młodzi teraz żyją w biegu, to zdarza im się zapominać. Ale teraz to ja już wszystko wiem…
Nie zamykam swojego pokoju na klucz, bo i jak, skoro go nie mam. Zresztą, nie śmiałbym, bo to nawet nie moje mieszkanie. Więc synowa w każdej chwili mogła wejść. A że przeszukała całą moją szafę, aż dostała się do pieniędzy, to jestem w szoku.
Nie wiem, czy powinienem o tym powiedzieć synowi. Może synowa w ten sposób pobiera za czynsz i rachunki? W końcu do niczego się nie dokładam, może stwierdziła, że to niesprawiedliwe? Boję się o tym wspomnieć, ale coś trzeba z tym zrobić, bo zaraz zostanę z niczym.



