Wysyłamy córce na studiach paczkę z jedzeniem i kopertą. Raz tego nie zrobiliśmy. Jej reakcja nas zasmuciła

Co miesiąc z mężem staraliśmy się wysyłać córce na studiach paczkę z jedzeniem, zakupami i kopertą z pieniędzmi. Chcieliśmy, żeby miała wszystko, czego potrzebuje. Ale ostatnio zapłaciliśmy solidny rachunek za ogrzewanie i nie było nas stać na taką bogatą paczkę.

 

Niestety, grzejemy gazem i w tym miesiącu naprawdę nas nie było stać, żeby tak jak zawsze wspierać córkę finansowo. Zresztą, dostaje przecież stypendium, od nas te pieniądze są bardziej na czarną godzinę i przyjemności.

Paczkę kurier odebrał w poniedziałek, a we wtorek już dotarła do córki. Od razu zadzwoniła zaaferowana, mówi, że przejrzała wszystko, ale chyba czegoś zapomnieliśmy włożyć. A ja jej mówię, że nie, nic nie zapomnieliśmy, włożyliśmy tyle, ile było nas stać. Czyli parę czekolad, kilka słoików z zupami, ciastka, ryż, makaron… Wyjaśniłam, że mieliśmy duże wydatki i że w tym miesiącu po prostu nie mogliśmy dać jej tego wszystkiego, co zazwyczaj.

I wiecie co? Od tego feralnego wtorku córka zupełnie się od nas odcięła. Zawsze dzwoniła codziennie, opowiadała, jak minął dzień, dzieliła się swoim życiem studenckim. A teraz? Cisza. Nie dzwoni, nie odbiera telefonów. Odpisuje tylko krótkimi smsami. Czuję się tak źle z tym wszystkim. Miałam wrażenie, że jesteśmy blisko, że nasze relacje są mocne, a teraz to wszystko nagle się zmieniło.

Teraz zastanawiam się, czy powinnam pojechać do córki i porozmawiać z nią w cztery oczy. Ale co, jeśli ta podróż okaże się na darmo? Córka mieszka w akademiku i ze względu na nasze skromne zarobki, a jej dobre wyniki w nauce, dostaje co miesiąc stypendium w wysokości 700 złotych. W kopertach, które jej wysyłaliśmy, zwykle bywało po 300, czasem nawet 500 złotych. Mieliśmy nadzieję, że córka też coś odkłada każdego miesiąca. Wiem, że studentom trudno o oszczędności, ale jak się człowiek postara, to zawsze można coś odłożyć, choćby odrobinę.

 

Przeczytaj także: Ostatnio odwiedziła mnie synowa. Ugotowała mi obiad, ale popatrzyłam na jej ręce i zaniemówiłam

 

Byłam zawsze przekonana, że córka rozumie naszą sytuację finansową. Ale teraz, gdy ona tak zareagowała na brak dodatkowych pieniędzy, zaczynam się zastanawiać. Powiedzcie mi, jako ktoś, kto spogląda na naszą sytuację z boku, co należałoby teraz zrobić? Powinniśmy na jakiś czas odciąć córkę od wsparcia finansowego, tak żeby doceniła naszą pomoc, czy może coś innego?

Oceń artykuł
TwojaCena
Wysyłamy córce na studiach paczkę z jedzeniem i kopertą. Raz tego nie zrobiliśmy. Jej reakcja nas zasmuciła