Pracuję tutaj już od 10 lat. Wszystko mi odpowiadało, aż do niedawna, kiedy zmieniło się kierownictwo – wtedy zaczęły się schody. Kary nakładano praktycznie za każde pierdnięcie. Na stanowisko kierownika został mianowany Jurek – ponury typ, z którym staramy się komunikować bardzo rzadko. Ale za to naprawdę dokucza nam swoimi wywodami. Chodzi między stanowiskami i wygłasza swoje mądrości, jaki to z niego super pracownik byłby. Mamy dość tego jego ględzenia, czekamy tylko kiedy skończy i wróci do swojego biura. Na koniec dodaje zawsze: „Coś wy tacy ponurzy? Trzeba pracować z uśmiechem!”
Niech zacznie od siebie. My się uśmiechamy, ale kiedy go nie ma.
Jeśli chodzi o kary, to jest ich tak wiele, że praca po prostu nie ma już sensu. Poza tym nowe zadania ze strony kierownictwa są nierealne do zrealizowania w tak krótkim czasie, jakie oni wyznaczają.
Pewnego razu poszedłem do szefa, żeby porozmawiać o podwyżce. Jak tylko otworzyłem usta – od razu mi przerwał: „Jaka podwyżka? Czy ty oszalałeś? Spójrz, co się dzieje? Wszystko drożeje, zamówień nie ma!” I to byłoby na tyle z mojej podwyżki.
Jeszcze jednego problemu nie mogę przemilczeć: przestarzałe urządzenia i wyposażenie.
Uruchomienie komputera i jednego programu rano zajmuje pół godziny. O szybkości internetu nawet nie wspomnę. Sytuacja nas tak dołuje, że odważyliśmy się pójść z całym zespołem do tego kierownika. A on zamiast się wytłumaczyć, od razu oznajmił: „Firmie brakuje pieniędzy. Jeśli potrzebujecie lepszego sprzętu – przynoście go z domu albo sami go kupcie”.
Teraz siedzę przed pustą kartką i zastanawiam się, czy napisać wypowiedzenie czy nie? Z jednej strony, ta sytuacja mnie już znudziła, a z drugiej – co będę robić, jak rzucę pracę? Czy znajdę drugą?
Boję się, bo mam 45lat. Ale nie wyobrażam sobie, że będę się tu męczył do emerytury.
Co mam zrobić? Doradźcie proszę.

