Wszyscy wokół są już w związkach małżeńskich i mają dziećmi, a tylko Monika jest nadal sama, ale już się tym nie przejmuje.


Monika spotkała się w kawiarni ze swoimi starymi przyjaciółkami z liceum, Baśką i Lidką. Chociaż Monika tego nie chciała, była to ich tradycja. Po maturze ustaliły, że co roku, na wiosnę będą spotykać się w tej kawiarni. Lecz tym razem Monika była zirytowana wszystkimi rozmowami swoich przyjaciółek.
Po studiach Baśka znalazła miłość swojego życia i od razu wyszła za mąż. Niedługo potem urodziła synka. Minęło 5 lat, a ich uczucia wcale nie ostygły. W tamtym roku urodziła córkę, więc Basia była bardzo szczęśliwa. Lidka miała trudną drogę po szkole. Jej mama zachorowała i musiała dużo pracować, by zarobić na jej leczenie. Dostała pracę w sklepie meblowym, a dodatkowo dorabiała sprzątając w biurach. Po roku jej mama zmarła. Gdy otrząsnęła się po stracie matki, Lidka przeprowadziła się do innego miasta, zmieniła miejsce pracy i zaczęła studiować na uniwersytecie. Swojego przyszłego męża poznała podczas porannego joggingu. Potknęła się o korzeń drzewa i złamała nogę. Jej przyszły mąż wziął ją w ramionach i bohatersko zaniósł do centrum medycznego.

Minęły trzy lata, a mąż nadal nosi na rękach ukochaną żonę. Uwielbia ją i świata poza nią nie widzi. Trzy miesiące temu Lidka także urodziła dziecko.

„Lidka, nie zjedz tylu ciastek, bo się w drzwiach nie zmieścisz” – żartowała z koleżanki Baśka.
– Niedawno urodziłam, teraz mogę wszystko. A mąż i tak mnie będzie kochał, nawet jak przytyję. – odpowiedziała śmiejąc się Lidka. – Lepiej powiedz jak tam twoja mała? Ząbkuje już? Jak ja się tego boję… – kontynuowała zmieniając temat.

Monika była po prostu zirytowana tymi rozmowami. Jak można rozmawiać tylko o mężach i dzieciach?
Ale w głębi serca, Monika bardzo im zazdrościła. Też chciała chodzić po ulicy, jak te szczęśliwe rodziny, trzymając się za ręce lub pchając wózek. Matka również naciskała na Monikę, aby wyszła za mąż, bo skończyła już 30 lat, a ona nadal nie miała nikogo.

Co prawda, Monika poznała pewnego mężczyznę. Nazywał się Szymon. Po kilku miesiącach zamieszkali razem, a matka zaczęła wypytywać o ślub.

Monika nie wytrzymała już tego i wprost powiedziała chłopakowi – albo ślub, albo się rozstajemy.
– Niech będzie ślub. – odpowiedział Szymon bez żadnego entuzjazmu. Nie takiej reakcji się spodziewała, ale mimo wszystko się pobrali. Po ślubie zaczęło się normalne życie. Monika zaczęła wspominać o kredycie hipotecznym. Jeśli dzieci się pojawią, potrzebny będzie normalny dom, a nie mała kawalerka. Jednak Szymon kategorycznie sprzeciwiał się hipotekom. Tutaj para zaczęła codziennie poważnie się kłócić. W końcu Monika zaczęła głęboko żałować, że zdecydowała się poślubić taką osobę, która jej nie rozumie i nie wspiera.
W ciągu tygodnia złożyła pozew o rozwód. Wszyscy byli przerażeni, a zwłaszcza jej mama.
Rozwód ulżył Monice, bo pozbyła się niepotrzebnego ciężaru, al. Znowu została sama.

Oceń artykuł
TwojaCena
Wszyscy wokół są już w związkach małżeńskich i mają dziećmi, a tylko Monika jest nadal sama, ale już się tym nie przejmuje.