No w końcu.
Wychodząc za mąż, Jagoda nawet nie przypuszczała, że jej nowo poślubiony mąż Marek ma zgubny nawyk. Nie byli ze sobą długo, szybko się oświadczył, i to będąc trochę wstawiony:
Jagódka, chodź wyjdź za mnie powiedział, a oddech miał pełen alkoholu.
Marek, ty piłeś? I w takim stanie się oświadczasz? oburzyła się lekko, ale i tak chciała wyjść za mąż. W końcu większość jej koleżanek już była zamężna.
No bo z radości. Mam nadzieję, że nie odmówisz mówił wesoło. No to jak, jaka twoja odpowiedź?
Dobrze, zgadzam się, ale pod warunkiem, że nie będziesz pił za często. Tylko od święta.
No przecież o to mi chodzi, oczywiście, że tylko od święta. Dzisiaj na przykład mam powód oświadczyłem ci się!
Z młodości i naiwności Jagoda nie analizowała tego głębiej. Nie wiedziała też, że ojciec Marka całe życie pił. Może to właśnie wpłynęło na syna, zwłaszcza że ojciec czasem proponował mu wypić herbatkę.
Teresa, matka Marka, denerwowała się, gdy mąż nalewał synowi:
Sam całe życie łykasz tę truciznę, a teraz jeszcze syna uczysz ale mąż tylko się śmiał.
Zamknij się, kobieto, niech Marek się uczy, w końcu to chłop.
Po ślubie młodzi zamieszkali w kawalerce Jagody, którą dostała w spadku po babci. Na początku było dobrze. Marek pracował, czasem wracał z pracy z zapachem alkoholu, ale zawsze miał powód:
Krzysiek postawił, urodził mu się syn, jak tu nie wypić, sam Pan Bóg kazał tłumaczył Jagodzie. Jurek obchodził urodziny, więc był powód. Wieśkowi woziłem deski na działkę, to nas poczęstował. Zawsze ważne powody, nie dało się odmówić.
Jagoda urodziła syna, Krzysia, a Marek pił dalej. Do domu się nie spieszył, do dziecka prawie nie podchodził.
Dlaczego nie zajmujesz się synem? To przecież twoje dziecko denerwowała się żona.
No sam mówiłaś, żebym na niego nie oddychał śmierdziuchem odpowiadał Marek.
To przestań pić, ile można cię prosić? błagała Jagoda.
Minęło osiem lat. Marek pił już praktycznie codziennie. Zwolnili go z jednej pracy, potem z drugiej. Jagodzie żal było teściowej, która widziała, jak synowa się stara. Szanowała ją, a Jagoda odwzajemniała to uczucie.
Jagoda tyle lat walczy z nałogiem Marka, a on nie daje sobie pomóc. Z każdym rokiem jest tylko gorzej zwierzała się swojej starszej siostrze.
No co ty, Tereska, aż mi jej żal. Taka dobra żona i matka wspierała siostra.
Minęły kolejne dwa lata. Krzyś był w trzeciej klasie. Jagoda praktycznie sama utrzymywała rodzinę. Marek nie pracował, ale teściowa dawała pieniądze i kupowała wnukowi ubrania. Marek już w ogóle nie przypominał tego przystojnego chłopaka sprzed lat. Stracił połowę zębów w bójkach i upadkach, włosy mu przerzedły. Najgorsze było to, że nie miał żadnych uczuć ani do żony, ani do syna. Zero.
Jagoda, rozwiedź się z tym swoim Markiem i wyrzuć go. Jak ty to możesz wytrzymywać? mówiła jej matka, koledzy z pracy, sąsiedzi. Wszyscy widzieli, co się dzieje.
Ale Jagoda żal było tego nieudacznika. Taka już była wrażliwa wszystkich bezdomnych kotów i psów żałowała, a co dopiero męża. Myślała tylko o Krzysiu. Chłopak widział ojca w takim stanie, nie szanował go, żyli obok siebie. Jagoda postanowiła, że trzeba się go pozbyć poda na rozwód.
Powiedziała o tym teściowej.
Tereso, już nie mam siły. Rozwodzę się z Markiem.
Jagódka, może go leczyć? Może będzie lepiej? matce żal było syna.
Ile razy leczyliscie swojego męża? I co? Za chwilę to samo. Nie chcę, żeby Krzyś poszedł w ślady ojca. Niech go nie widzi. Więc wyrzucę Marka z mieszkania, niech idzie, gdzie chce.
A gdzie on pójdzie? Oczywiście do nas. Ojej, co się teraz u nas zacznie westchnęła Teresa.
Tak naprawdę Jagoda zdecydowała się na rozwód, bo zakochała się w koleżance z pracy, w Bartku.
Bartek trafił do ich biura dwa miesiące temu. Jagoda od pierwszego wejrzenia poczuła, jak serce zaczęło jej szybciej bić. Przystojny, niebieskooki blondyn z krótką fryzurą i szczerym uśmiechem ją zauroczył. I nie tylko ją. Inne singielki w biurze też się ożywiały, gdy dowiedziały się, że Bartek jest po rozwodzie i przeprowadził się z innego miasta. Mieszkał u ojca.
Mimo że był samotnym trzydziestoczterolatkiem, traktował kobiety z szacunkiem, nawet te, które otwarcie mu się narzucały. Tylko się uśmiechał i grzecznie odmawiał:
Dzisiaj nie mogę, przepraszam, mam zajęty wieczór.
Niektóre kobiety, urażone jego brakiem zainteresowania, plotkowały za jego plecami. Ale Bartek trzymał dystans i zachowywał się tak samo wobec wszystkich.
Jagoda podała na rozwód i powiedziała mężowi:
Marek, rozwodzimy się. Spakowałam twoje rzeczy, dwie torby stoją w przedpokoju.
Marek głupio na nią spojrzał. Rozwód go nie zasmucił. Wziął torby i poszedł do rodziców.
Wiem, że od dawna nie miałam dla męża żadnego znaczenia myślała po jego wyjściu. Teraz zacznie się dla mnie nowe życie. Nauczę się ufać mężczyznom i przyjmować zaloty. Kiedyś to się w końcu wydarzy.
I wydarzyło się. Pewnego dnia po pracy Bartek zatrzymał ją przed biurem.
Jagoda, idziesz do domu? Masz chwilę?
Idę. Mam trochę czasu, o co chodzi? zdziwiła się, a jej policzki lekko się zaróżowiły.
Chciałem cię zaprosić na kolację. Porozmawiamy. W biurze nie chciałem cię kompromitować przed wszystkimi powiedział poważnie, a potem się uśmiechnął i zaprosił ją do samochodu.
Dobrze, zgadzam się odpowiedziała, wsiadając.
W kawiarni było jeszcze pusto. Dopiero zaczynał się wieczór.
Jagoda, przypadkiem dowiedziałem się, że się rozwiodłaś powiedział Bartek po złożeniu zamówienia.
Tak, rozwiodłam się. Moja cierpliwość miała granice. Miałam dość ciągnięcia wszystkiego na swoich barkachW końcu Jagoda uśmiechnęła się, biorąc dłoń Bartka, i zrozumiała, że po latach cierpienia wreszcie znalazła prawdziwe szczęście.




