Wakacje u bliskich

**Wakacje u rodziny**

Siedziałam na skraju łóżka i znużonym wzrokiem patrzyłam na starannie ułożoną stertę banknotów leżących przede mną na stole. Przez dwa lata razem z Maćkiem oszczędzaliśmy każdą złotówkę, każdy grosz, by pozwolić sobie na coś, co wydawało się niemal nierealne wakacje nad morzem.

Mały domek przy plaży, świeża ryba na kolację, szum fal, szept wiatru i wolność od codziennych obowiązków wszystko to miało być nagrodą za lata ciężkiej pracy, wyrzeczeń i tych drobnych radości, na które pozwalaliśmy sobie tak rzadko.

Zasłużyliśmy na ten odpoczynek pomyślałam, patrząc na pieniądze. Tak bardzo chciałam uwierzyć, że wreszcie los się do nas uśmiechnie. To lato miało być oddechem, długo wyczekiwaną przerwą od codziennego zgiełku.

Do pokoju wszedł Maciek. Miał dziesięć lat. Z zainteresowaniem i lekkim podekscytowaniem kręcił w dłoniach nowe słuchawki prezent urodzinowy, który postanowiłam mu kupić, mimo oszczędności, by choć trochę go ucieszyć.

Mamo, na pewno wybrałaś dobrze? zapytał, siadając na krześle i wpatrując się we mnie uważnie.

Tak, synku odpowiedziałam łagodnie. Tam jest cicho, plaża prawie dzika, a niedaleko jest targ z owocami. Wyobrażasz sobie, jak przyjemnie będzie leżeć na słońcu? Morze, świeże powietrze, żadnego zamieszania

Maciek uśmiechnął się i skinął głową, ale w jego oczach przemknął cień zrozumienia wiedział, jak ciężko mi samotnie dźwigać codzienność, jak często odmawiam sobie wszystkiego, by odłożyć te pieniądze. Te wakacje były naszym wspólnym marzeniem, które pielęgnowaliśmy jak najcenniejszy skarb.

Wtedy zadzwonił telefon. Na ekranie wyświetliło się imię Bartek.

Cześć, siostrzyczko! rozległ się radosny głos brata. Co słychać? Gdzie jedziecie tego lata?

Westchnęłam. Z Bartkiem zawsze mieliśmy trudne relacje lubił rozkazywać, uważał się za najmądrzejszego i nie ukrywał tego nawet przed nami.

Nad morze z Maćkiem odpowiedziałam ostrożnie. Chcemy wynająć pokoik przy plaży, po prostu odpocząć.

Po co wydawać pieniądze? zaśmiał się Bartek. Mamy działkę nad samym morzem! Przyjeżdżajcie. Powietrze, jagody, spokój. I oszczędność.

Zastanowiłam się. Bartek zawsze zachowywał się, jakby wiedział lepiej, jak żyć. Ale Maciek ożywił się na myśl o odwiedzinach u rodziny.

Mamo, to przecież cała działka nad morzem! powiedział z nadzieją. Jedźmy do wujka Bartka! A pieniądze odłożymy na później.

Westchnęłam, wahając się, ale w końcu skinęłam głową.

Dobrze odpowiedziałam. Przyjedziemy.

Bartek powitał nas na dworcu szerokim uśmiechem i uściskiem.

No wreszcie! Ile to lat! zawołał, ściskając mnie mocno. Jedziemy, już stół nakryty.

Kasia, jego żona, stała obok z trzyletnią Zosią, która radośnie machała do nas rączkami.

Ależ spotkanie! zawołała głośno Kasia, rzucając mi się w ramiona.

Działka okazała się przytulna: drewniany domek z wiklinowymi krzesłami na werandzie, huśtawka pod rozłożystą jabłonią, hamak kołyszący się na wietrze. Do plaży szło się piętnaście minut ścieżką wśród polnych kwiatów i traw. Pierwsze dwa dni były jak z bajki opalaliśmy się, kąpali w chłodnej wodzie, jedliśmy świeże ciasta i truskawki prosto z krzaków, słuchaliśmy śpiewu ptaków i szumu fal.

Patrzyłam na Maćka, jak biega z Zosią, zrywa jabłka i karmi kaczki w pobliskim stawie, i po raz pierwszy od bardzo dawna poczułam w sercu ulgę.

Jednak trzeciego dnia poranek nie był już tak spokojny. Przy śniadaniu Bartek zwrócił się do mnie:

Małgosiu, umiesz gotować, prawda? Zrobisz zupę na obiad? Kasia jest bardzo zmęczona z Zosią.

Trochę się zdziwiłam, ale skinęłam głową:

Oczywiście, nie ma problemu.

Wieczorem, gdy wszyscy zebraliśmy się po kolacji, brat poprosił, żebym pomogła zmyć naczynia.

Małgosiu, jesteśmy bardzo zmęczeni. Pomożesz?

Dobrze odpowiedziałam powściągliwie, starając się nie pokazać zdziwienia.

Czwartego dnia Maciek dostał koszyk z poleceniem:

Weź koszyk, Maćku, idź po maliny. Wszyscy lubią ciasta.

Ale chciałem iść na plażę mruknął niechętnie.

Najpierw obowiązki, potem przyjemności odparł sucho Bartek.

Z każdym dniem zadań przybywało. Myłam podłogi, zajmowałam się Zosią, gdy Kasia jeździła po zakupy. Maciek pielił grządki, nosił wiadra wody ze studni. Na początku traktowaliśmy to jako drobną pomoc, ale szybko stało się jasne wakacje zamieniały się w pracę. To nie był ten beztroski wypoczynek, o którym marzyliśmy.

Wieczorem, gdy Maciek wrócił z ogrodu z podrapanymi rękami, usiadł na werandzie i milcząco spojrzał na mnie.

Mamo powiedział cicho dlaczego nie możemy po prostu pójść na plażę i nie robić tego wszystkiego?

Zacisnęłam usta, powstrzymując łzy. W piersi narastało poczucie niesprawiedliwości i dziwnego traktowania.

Wszystko będzie dobrze, jeszcze odpoczniemy szepnęłam.

Ale w środku rosło przerażenie i bezradność. Nie chciałam wyjeżdżać, ale i zostać też nie.

Następnego dnia postanowiłam porozmawiać z Bartkiem otwarcie.

Bartek powiedziałam ostrożnie chcielibyśmy iść nad morze. Przyjechaliśmy tu właśnie po to.

Brat zmarszczył brwi i odpowiedział chłodno:

Małgosiu, ty tego nie rozumiesz? Tu jest mnóstwo roboty. Jeśli wyjedziecie, kto zajmie się Zosią i ogrodem? A tak w ogóle, chciałem pożyczyć trochę tych pieniędzy, które odłożyłaś na wyjazd. Trzeba wymienić okna. Skoro oszczędzałaś, a teraz nie musicie wydawać

Nie! To nasze pieniądze! wybuchnęłam, nie panując nad emocjami. Dwa lata oszczędzaliśmy z Maćkiem!

A wy tu mieszkacie i jecie za darmo upierał się Bartek mam prawo do rekompensaty.

Zerwałam

Oceń artykuł
TwojaCena
Wakacje u bliskich