**Wakacje u rodziny**
Siedziałam na krawędzi łóżka i zmęczonym wzrokiem patrzyłam na schludną stertę banknotów leżących przede mną na stole. Przez dwa lata ja i Szymon skrupulatnie oszczędzaliśmy każdy grosz, by spełnić marzenie, które wydawało się niemal nierealne wakacje nad morzem.
Mały domek przy plaży, świeża ryba na kolację, szum fal, szept wiatru i wolność od codziennych trosk to wszystko miało być nagrodą za lata ciężkiej pracy, wyrzeczeń i drobnych przyjemności, na które pozwalaliśmy sobie tylko od święta.
Zasłużyliśmy na ten odpoczynek pomyślałam, wpatrując się w pieniądze. Chciałam wierzyć, że wreszcie los się do nas uśmiechnie. To lato miało być wytchnieniem, upragnioną przerwą od niekończącego się biegu.
Do pokoju wszedł Szymon. Miał dziesięć lat i z podekscytowaniem kręcił w dłoniach nowe słuchawki prezent urodzinowy, na który się skusiłam, mimo oszczędności, by choć trochę go ucieszyć.
Mamo, na pewno wybrałaś dobre miejsce? spytał, siadając na krześle i wpatrując się we mnie uważnie.
Tak, synku odparłam łagodnie. Tam jest cicho, plaża prawie dzika, a obok jest targ z owocami. Wyobrażasz sobie, jak wspaniale będzie leżeć na słońcu? Morze, świeże powietrze, zero zamieszania
Szymon się uśmiechnął i skinął głową, ale w jego oczach przemknął cień zrozumienia wiedział, jak ciężko mi było sama dźwigać codzienność, jak często odmawiałam sobie wszystkiego, by odłożyć każdą złotówkę do tej koperty. Te wakacje były naszym wspólnym marzeniem, które pielęgnowaliśmy jak największy skarb.
Wtedy zadzwonił telefon. Na ekranie wyświetliło się: Kazik.
Cześć, siostro! rozległ się radosny głos brata. Jak leci? Gdzie jedziecie tego lata?
Westchnęłam. Z Kazikiem zawsze było trudno lubił rządzić, uważał się za najmądrzejszego i nigdy tego nie ukrywał.
Nad morze z Szymonem odpowiedziałam ostrożnie. Chcemy wynająć pokoik nad brzegiem, po prostu odpocząć.
Po co wydawać pieniądze? zaśmiał się Kazik. My mamy działkę nad samym morzem! Przyjeżdżajcie. Powietrze, jagody, spokój. I oszczędność.
Zastanowiłam się. Kazik zawsze zachowywał się, jakby wiedział lepiej, jak żyć. Ale Szymon ożywił się na myśl o odwiedzinach u rodziny.
Mamo, to cała działka nad morzem! powiedział pełen nadziei. Jedźmy do wuja Kazika! A pieniądze odłożymy na później.
Z wahaniem skinęłam głową.
Dobrze zgodziłam się. Przyjedziemy.
Kazik powitał nas na dworcu szerokim uśmiechem i uściskiem.
No wreszcie! Ile to lat! wykrzyknął, ściskając mnie mocno. Jedziemy, stół już zastawiony.
Jego żona, Kinga, stała obok z trzyletnią Zosią, która radośnie machała do nas rączkami.
Ale mi niespodzianka! zawołała Kinga, rzucając mi się w ramiona.
Działka okazała się przytulna: drewniany domek z wiklinowymi krzesłami na werandzie, huśtawka pod rozłożystą jabłonią, hamak kołyszący się na wietrze. Na plażę szło się ścieżką wśród polnych kwiatów, nie dłużej niż kwadrans. Pierwsze dwa dni były jak sen opalaliśmy się, pływaliśmy w chłodnej wodzie, jedliśmy świeże ciasta i truskawki prosto z krzaków, słuchaliśmy ptaków i szumu fal.
Patrzyłam, jak Szymon biega z Zosią, zrywa jabłka i karmi kaczki w pobliskim stawie, i po raz pierwszy od dawna poczułam w sercu lekkość.
Ale trzeciego dnia poranek nie był już tak spokojny. Przy śniadaniu Kazik zwrócił się do mnie:
Małgoś, ty umiesz gotować, prawda? Zrobisz zupę na obiad? Kinga jest zmęczona z Zosią.
Trochę się zdziwiłam, ale skinęłam głową:
Jasne, nie ma problemu.
Wieczorem, po kolacji, brat poprosił o pomoc przy zmywaniu.
Małgoś, jesteśmy padnięci. Pomożesz?
No dobrze odparłam, tłumiąc zdziwienie.
Czwartego dnia Szymon dostał koszyk i polecenie:
Bierz koszyk, zbieraj maliny. Wszyscy lubią ciasta.
Ale ja chciałem na plażę mruknął niechętnie.
Najpierw obowiązki, potem przyjemności stwierdził Kazik sucho.
Z każdym dniem zadań przybywało. Ja sprzątałam, pilnowałam Zosi, gdy Kinga jeździła do miasta. Szymon plewił grządki, nosił wodę ze studni. Najpierw traktowaliśmy to jako pomoc, ale szybko stało się jasne: nasz wypoczynek zamienił się w pracę. To nie były te beztroskie wakacje, o których marzyliśmy.
Wieczorem, gdy Szymon wrócił z ogrodu z podrapanymi rękami, usiadł na werandzie i cicho spytał:
Mamo dlaczego nie możemy po prostu iść na plażę i nie robić tego wszystkiego?
Zacisnęłam usta, by nie rozpłakać się. Czułam, jak roze w piersi niesprawiedliwość i dziwna relacja, jaką Kazik miał do nas.
Wszystko będzie dobrze, jeszcze odpoczniemy szepnęłam.
Ale w środku narastał niepokój i bezradność. Wyjeżdżać nie chciałam, ale zostawać też nie.
Następnego dnia postanowiłam porozmawiać z Kazikiem otwarcie.
Kazik zaczęłam ostrożnie przyjechaliśmy tu, żeby pobyć nad morzem.
Brat zmarszczył brwi i odparł zimno:
Małgoś, ty nie rozumiesz? Tu jest mnóstwo roboty. Jak wyjedziecie, kto zajmie się Zosią i ogrodem? A, i jeszcze jedno pożyczysz mi te oszczędności, które miałaś na wakacje? Trzeba wymienić okna. Skoro nie wydaliście, to teraz możesz pomóc.
Nie! To nasze pieniądze! wybuchnęłam. Dwa lata oszczędzaliśmy z Szymonem!
A u nas jecie i śpicie za darmo warknął Kazik. Mam prawo do rekompensaty.
Wstałam gwałtownie, czując, jak kipi we mnie złość.
Wyjeżdżamy jutro.
Kazik się zaśmiał.
Wątpię. Pieniądze z twojej torebki już zabrałem. W ramach podziękowania możecie rano iść na plażę, ale wieczorem wszystkie zadania muszą być wykonane. Lista będzie




