W naszej rodzinie wszystko było dobrze, dwie córki, wnuki… Ale kiedy zmarł mój mąż, wszystko się zmieniło

Ciężko jest czasem znaleźć słowa, które mogłyby wyrazić to, co czuje się w głębi duszy. Piszę do Was, będąc babcią, matką, ale przede wszystkim człowiekiem, który zbyt często czuje się zapomniany. Moje córki, choć już dorosłe, chyba wciąż myślą, że matka ma żyć tylko ich problemami.

 

Przez lata starałam się być dobrą matką dla córek – Zosi i Magdaleny. Moje życie toczyło się wciąż tylko wokół nich. Sama nie pracowałam, zajmowałam się domem. Mój mąż, ich ojciec, był elektrykiem, jeździł wciąż na delegacje zagraniczne. Jego nieobecność sprawiała, że wychowywałam dziewczyny samotnie, ale nigdy nie narzekałam. Było to moje powołanie, moja radość. Ale teraz, gdy jestem starsza, gdy mój ukochany mąż już od pięciu lat nie jest z nami, czuję się jakby moje istnienie straciło na znaczeniu.

Zawsze byłam dumna z moich córek, z tego, jak wspaniałe życie sobie zbudowały. Są zamężne, mają swoje rodziny, i choć mieszkamy w różnych miastach, to mamy częsty kontakt. Opowiadają mi o sobie, swoich problemach, o tym, co nowego u ich dzieci, a ja z radością słucham. Ale czasem czuję, że jestem tylko uchem do ich opowieści, bo jak ja próbuję podzielić się, co słychać u mnie, one szybko kończą, już nie mają czasu na rozmowę. Przed śmiercią męża jeszcze jako tako interesowały się, co u nas słychać, ale to może dlatego, że bardzo kochały ojca, bo nie miały go na co dzień.

Ostatnio wykryto u mnie problem z nerkami. To nie jest coś, co chciałabym ukrywać przed córkami, ale gdy tylko zaczynam o tym mówić, odnoszę wrażenie, że one nie chcą mnie słuchać. Rozumiem, mają swoje życie, swoje problemy, ale czy matka nie zasługuje na to, by jej dzieci również się nią zainteresowały? Przecież wiecznie nie będę sprawna, chcę żeby miały tego świadomość.

Nie chcę być ciężarem dla moich córek, nie chcę, żeby czuły, że muszą poświęcać mi swój czas. Ale czy to źle, że pragnę odrobiny zainteresowania, troski, może nawet zwykłej rozmowy, która nie będzie dotyczyć tylko ich życia? To czasem aż wstyd się przyznać, że moje córki nie wiedzą, że dwa lata temu byłam na kilka dni w szpitalu. Nie przyznałam się, bo i tak by nie chciały tego wiedzieć.

 

Przeczytaj także: Mój mąż zjada wszystko co jest w lodówce. Na koniec dnia oboje z synem zostajemy z pustym żołądkiem

 

Piszę te słowa z ciężkim sercem. Nie mam już siły udawać, że wszystko jest w porządku. Jestem także człowiekiem, który pragnie zrozumienia i odrobiny uwagi. Może jestem już stara, może moje problemy wydają się małe w porównaniu z tym, co przeżywają moje córki, ale taka jest kolej rzeczy. Córki nie są złymi ludźmi, pomagają mi ze wszystkim finansowo, dostaję od nich co miesiąc przelew, żeby starczało mi na wszystko.

Nie wiem, co zrobić. Czy powinnam otwarcie porozmawiać z córkami, czy raczej zachować to w sobie, by ich nie obciążać? Czy ktoś z Was przeszedł przez coś podobnego? Czy macie jakieś rady dla mnie? Czekam na Wasze słowa, może one pomogą mi znaleźć dobre rozwiązanie…

Oceń artykuł
TwojaCena
W naszej rodzinie wszystko było dobrze, dwie córki, wnuki… Ale kiedy zmarł mój mąż, wszystko się zmieniło