Teściowa sama przychodziła pomagać, a później robiła z siebie ofiarę.

Teściowa pomagała mi przy dzieciach z własnej inicjatywy. Myślałam, że to dla niej nie kłopot – Irena skarżyła się swojej przyjaciółce.
Wiesz, przyjeżdżała do nas codziennie, zawsze przywoziła dzieciom jakieś słodycze, choć jej o to nie prosiłam, a potem okazało się, że wszystkim wkoło mówiła, jak to ją wykorzystujemy. Że tak naprawdę, to jesteśmy jej kulą u nogi. Po tym, czego się dowiedziałam, nie chcę jej więcej widzieć na oczy. Poradzę sobie bez jej pomocy.

Irena ma troje dzieci w wieku 8, 4 i 3 lata. To właśnie wtedy, gdy urodziła najmłodszą córkę, teściowa zaproponowała jej pomoc, przychodziła i gotowała, sprzątała… O nic nie pytała i na nic nie narzekała.

– Była dla mnie taka miła, taka współczująca, gdy dochodziłam do siebie po cesarce. Kazała mi odpoczywać, a sama zajmowała się domem i dziećmi. Myślałam, że ona to tak szczerze, z potrzeby serca mi pomaga i byłam jej wdzięczna za tę pomoc – kontynuowała.

-Ona ci tak zawsze pomagała? Od samego początku? Od pierwszego dziecka? – przyjaciółka nie potrafiła ukryć swojego zdziwienia.
– Tak, od dnia, kiedy urodził się Pawełek, przyjeżdżała i dużo mi pomagała, ale kiedy urodziła się Mielenka praktycznie u nas mieszkała, bo do siebie wracała tylko na noc. – Irena zamyśliła się na chwilę.
– Był czas, gdy myślałam, że sobie bez niej nie poradzę, zwłaszcza wtedy, gdy zachorował mój mąż. To ona prowadziła starsze dzieci do przedszkola, zabierała do kina czy na basen. Nadal często z nimi wychodzi, a dzieci ją uwielbiają. Ale koniec z tym! Później zadzwonię do niej i powiem, żeby nie przychodziła już nigdy więcej.
– Irenka, ale co się stało? Dlaczego jesteś taka wzburzona? – dopytywała koleżanka.

– Wczoraj chcieliśmy z Krzyśkiem zrobić większe zakupy, a że dzieci w takich sytuacjach szybko się nudzą, postanowiliśmy zostawić je u babci. Teściowa bardzo się ucieszyła z przyjazdu dzieci i nie miała nic przeciwko opiece nad nimi.
Zakupy zrobiliśmy dość szybko, nie zatrzymywaliśmy się przy stoiskach, które nas nie interesowały, żeby nie tracić niepotrzebnie czasu. Po dwóch godzinach byliśmy z powrotem u teściowej, zrobiła nam herbatę, chwilę porozmawialiśmy i wróciliśmy do siebie. Na miejscu okazało się, że Mielenka zostawiła u babci swojego ulubionego misia. Mała zaczęła płakać i nie pomagały żadne zapewnienia, że jutro po niego pojedziemy. Miś miał być już i koniec! No, więc jak się domyślasz, wsiedliśmy z powrotem do samochodu i pojechaliśmy po tego nieszczęsnego misia. Krzysiek został z dziećmi w aucie, a ja pobiegłam, żeby jak najszybciej odzyskać zgubę.
Gdy weszłam do środka usłyszałam głos teściowej, która rozmawiała z kimś przez telefon. Ton jej głosu powstrzymał mnie przed wejściem do kuchni i zaczęłam bezwstydnie podsłuchiwać.

– Ja praktycznie w swoim domu tylko śpię. Jestem jak ten chomik w karuzeli, jedna praca goni drugą, a to okna umyć, a to obiad ugotować, mówię ci nie mam w ogóle czasu dla siebie – narzekała moja teściowa.
– Swoich okien nie mam, kiedy umyć. Tutaj nastąpiła chwila ciszy. – No tak, myję jej okna, sprzątam, wychodzę z dziećmi, a ona tylko w komputerze siedzi, niby to pracuje.
A dzisiaj to mi całą trójkę przywieźli na parę godzin i myślisz, że zostawili im coś do jedzenia czy picia? Nic, absolutnie nic, wszystko musiałam im swoje dać. Uwierz mi, pewnego dnia nie wytrzymam…
Teściowa była tak zajęta rozmową, że nawet nie zauważyła mojego wejścia. Na szczęście zobaczyłam misia, leżał na wyciągnięcie ręki. Złapałam go i po cichu wyszłam.

Przecież ja jej do niczego nie zmuszałam, o nic nie prosiłam, ona sama wszystko proponowała, a teraz robi, ze mnie leniwego potwora.

Oceń artykuł
TwojaCena
Teściowa sama przychodziła pomagać, a później robiła z siebie ofiarę.