Teściowa każe nam zaprosić na ślub dalekie ciotki. Myśli, że jak daje pieniądze, to może stawiać warunki

Oj, co za rodzinka! Mówię o mojej teściowej i tych wszystkich bliskich i dalekich ciotkach… Powiem Wam, że sama nie do końca byłam zainteresowana tym weselem. Niby rodzice obiecali, że zadbają o całą imprezę, ale wiadomo było, że będą chcieli coś wtrącić. Bałam się tego od początku.

 

Mój Dominik i ja, to taka historia spod znaku „nagle się zdarzyło”. Do tej pory byłam uważana za wieczną singielkę, aż w końcu pojawił się on. To było jak grom z nieba, prawdziwe zakochanie. Ale nie było nam wcale śpieszno z tym całym ślubem. Nasze plany niespodziewanie zmieniły się przez kwestie praktyczne. Postanowiliśmy kupić mieszkanie i wziąć udział w rządowym programie na dofinansowanie, a żeby dostać ten kredyt lepiej byłoby być małżeństwem.

Gdy powiedzieliśmy naszym bliskim, myśleliśmy, że będą skakać z radości. Niestety, reakcja była… delikatnie mówiąc, kiepska. Oczywiście, zaczęły się zarzuty, że jako jedynaczka powinnam robić wielkie wesele, a tu nic. My wcześniej z Dominikiem ustaliliśmy, ze zrobimy skromny ślub cywilny z obiadem dla rodziców i świadków. Żadnego „zastaw się, a postaw”. Ale nie… Moja mama nawet zaczęła szlochać, że od zawsze marzyła o tym, by móc zatańczyć na moim weselu.

– Ale jak to ciche wesele? – przyszła teściowa o mało co nie wyszła z siebie, kiedy usłyszała, co zaplanowaliśmy.

– Wy sobie nawet nie żartujcie! Co ludzie pomyślą, że nie stać nas na wydanie córki za mąż?! – wtórowała jej moja matka.

 

Przeczytaj także: Synowa narobiła nam takiego wstydu… Chciałam zapaść się pod ziemię, przez rok nie pokażę się naszej rodzinie

 

Zaczęło się wyliczanie, że ciotka z nad morza ma dwójkę dorosłych synów, oni też mają swoją rodzinę, to trzeba wszystkich zaprosić, kuzynka teściowej z dzieciństwa, jej mąż i dzieci z wnukami i tak dalej. Wychodziło na to, że z naszych skromnych paru gości zrobiło się wydarzenie na ponad sto osób – istne szaleństwo!

W końcu moi rodzice zgadali się razem z moją przyszłą teściową i zaoferowali, że opłacą całe przedsięwzięcie weselne, ale pod swoimi warunkami.

Początkowo to brzmiało całkiem fajnie, ale wiedziałam, że coś będzie nie tak. I faktycznie, teraz przy każdym temacie związanym z przygotowaniami do wesela muszą coś dorzucić od siebie. Ostatnio nawet przywieźli swoje listy gości! No ludzie, tam była cała dalsza rodzina, której nie widzieliśmy od lat! Moja mamę od razu sprowadziłam do parteru i wytłumaczyłam, że wcale nie mam ochoty paradować przed jakimiś ludźmi, których widziałam dwadzieścia lat temu. No ale teściowej nie przetłumaczę. Ona wie swoje i ciocia Stania czy ciocia Wanda z drugiego końca Polski mają przyjechać i koniec. Mogę sobie tylko wyobrazić, co jeszcze wymyślą.

Nie mogłam się doczekać tego momentu, ale teraz mam mieszane uczucia. Chyba jednak wolałabym zorganizować wszystko sama z naszym skromnym budżetem. Jak powiedziałam teściowej, że chyba z tego zrezygnujemy i zrobimy jednak po swojemu, a wszystkie stracone zaliczki jej zwrócimy to wpadła w szał:

– Myślicie tylko o sobie i swoich przyjemnościach! – krzyczała bez opamiętania. – Ludzie robią normalne śluby, a wy cudujecie!

Nie mam już ani siły, ani ochoty jej tego tłumaczyć. Skoro nie pojmuje pewnych rzeczy, to jej sprawa. Tylko jak z tego wybrnąć z honorem, tak by nikogo nie obrazić?

 

 

Oceń artykuł
TwojaCena
Teściowa każe nam zaprosić na ślub dalekie ciotki. Myśli, że jak daje pieniądze, to może stawiać warunki