Teresa szukała mężczyzny, on sam zapukał do jej drzwi

– Gdzie są moje młodzieńcze lata? – Teresa sapnęła, wchodząc po schodach przeciwpożarowych na piąte piętro starego wieżowca. Zgubiła klucze, balkon jej mieszkania był otwarty. Na szyi kobiety wisiała torba z lekami z apteki. Teraz najważniejsze było, aby wspiąć się ze schodów na balustradę balkonu i będzie już w domu.

Z dołu rozlegały się krzyki:

– Dokąd pani idzie?

– Do domu – burknęła Teresa, kontynuując wspinaczkę.

– Niech się pani trzyma! Wezwaliśmy pomoc!

– Dzwońcie do kogo chcecie, nie mam czasu.

– Spójrzcie na nią, pada śnieg, jest ślisko, albo wejdzie, albo nie – krzyczeli przechodnie.

Kobieta jednak ich nie słuchała, już dotarła na swoje piętro i postanowiła się nie rozpraszać. Chwyciła jedną ręką balustradę balkonu, dobrze, że nie było na niej lodu i jak robią to inni, machnęła nogą, szukając zaczepienia, znalazła, szybko przestawiła drugą rękę, potem drugą nogę, położyła się brzuchem na balustradzie, pochyliła się do przodu i zręcznie przeleciała na balkon, pod westchnieniem tłumu. Wstała, otrząsnęła się i spojrzała w dół. Pomachała ludziom ręką i zniknęła we wnętrzu mieszkania.

Przyjechał samochód straży i odjechał. Rozczarowany tłum powoli zaczął się rozchodzić. Wiele telefonów zarejestrowało filmik z odważną kobietą, będzie się czym chwalić w sieci.

Teresa włączyła czajnik, przypominając sobie swoją ostatnią wizytę u lekarza, który poradził jej, aby mniej chodziła po schodach. Uśmiechała się na myśl, że jest dobrym lekarzem, ale jej nie docenia. Nawet nie była zbytnio zmęczona, wspinając się po schodach przeciwpożarowych i poradziła sobie doskonale. Wlała herbatę do filiżanki, rozcieńczając ją dżemem malinowym.

Po wypiciu gorącego napoju, postanowiła zadzwonić do swojej siostrzenicy. Kiedyś przedstawiła ją młodemu mężczyźnie, mieszkają razem od prawie czterdziestu lat. Teraz jej kolej, aby pomóc starej ciotce. Coś nuciła pod nosem: „Nagle przyszła do mnie starość, nie znalazła mnie w domu, a ja poszłam na jagody”- zaśpiewała, patrząc oczami na kartkę papieru z telefonami.

– Halo! Halo!! Ania! Cześć, jak leci? Wszystko w porządku? Mam do Ciebie prośbę. Moja córka mnie nie rozumie, a z Tobą zawsze się dogaduje. Potrzebuję mężczyzny, jest mi samej nudno, każdy dzień jest taki sam. Nie mogę siedzieć spokojnie, znalazłem pracę. Opiekuję się babcią z sąsiedniego mieszkania, a wieczorami nie ma nic do roboty. Wyglądam dobrze, wyślę Ci zdjęcia przez WhatsApp, może znasz jakiś wdowców?

– Jest  tu jeden mężczyzna, starszy od Ciebie ciociu. Byłam raz u niego w mieszkaniu, robiłam mu zakupy, gdy leżał chory. On ma siedemdziesiąt pięć lat, jest dziesięć lat od Ciebie starszy. Jest bardzo spokojny, cichy, powolny, nigdy nigdzie się nie spieszy. Dobry byłby na wspólne spacery, nie pije alkoholu, nie pali, bardzo porządny człowiek. Dobrze by było, żebyś go ciociu poznała.

– Co Ty Aniu mówisz? Staruszka nie potrzebuję. Nie szukam takiego, który ma siwe włosy w brodzie i szczękę w szklance, ale który jest szybki i namiętny jak wulkan. Właśnie przyszłam z apteki, kupiłam tabletki na kaszel, paliłam w oknie i przeziębiłam się. Kiedy wracałam, gdzieś zgubiłam klucze. Musiałam wejść schodami przeciwpożarowymi przez balkon do mieszkania, całkiem sprawnie mi to poszło, czuję się jeszcze młoda! Zaczekaj, oddzwonię, ktoś dobija się do drzwi!

Teresa odłożyła telefon, zapaliła papierosa i poszła do drzwi wejściowych. Na progu stał starszy, krzepki mężczyzna. Twarz o wyraźnych rysach, szlachetne siwe włosy, uśmiechnięte oczy. Spojrzała zaskoczona na postać, gdzieś go widziała.

– Widziałem dzisiaj, jak przemykasz po schodach – zaczął nieznajomy.

– Pomyślałem, że muszę poznać kobietę, która tak dzielnie sobie poradziła.

– Skąd wiedziałeś, w którym mieszkaniu mieszkam?

– Przeliczyłem – odpowiedział mężczyzna.

– Mieszkam w tym samym miejscu, tylko w sąsiedniej klatce. Przy okazji spotkaliśmy się w piekarni, kupujesz sobie ciasto z makiem. Pomyślałem, że może Twój zamek się zepsuł, ale nie masz pieniędzy na wezwanie fachowca. Postanowiłem przyjść i zapytać, czy trzeba coś naprawić?

– Wejdź – Teresa delikatnie cofnęła się w głąb przedpokoju, myśląc sobie, że całkiem przystojny ten sąsiad i wygląda na wysportowanego mężczyznę.

– Właściwie to dlaczego chciałeś mnie poznać? Nawet nie wiem jak masz na imię!

– Przepraszam, nie przedstawiłem się. Mam na imię Włodek, chcę poznać kobietę pełną energii, już kilka lat takiej szukam! Czy przypadkiem w przeszłości nie uprawiałaś wspinaczki górskiej?

– Turystyka? Owszem, ale nie wspinaczka! Napijesz się piwa? – Teresa grała oczami, uważniej przyglądając się mężczyźnie. Pomyślała, że to stary kozioł, ale rogi ma mocne, tak po prostu nie odejdzie.

– Twoja żona pozwoliła Ci pomóc obcej kobiecie?

– Niestety, jestem wdowcem. Szedłem z apteki i zobaczyłem Cię na schodach. Zrobiłaś zamieszanie wśród przechodniów. Od razu zorientowałem się, że nie możesz wejść do mieszkania, jesteś odważną kobietą.

– A Ty jesteś odważnym mężczyzną? – Zapytała Teresa, prowadząc gościa do kuchni.

– Proponuję poczekać do wieczora i chodzić po dachach – zażartowała.

Włodek usiadł na krawędzi krzesła, obserwując, jak miejscowy wspinacz zręcznie wrzuca jedzenie z lodówki.

– Ile masz lat?

– Siedemdziesiąt jeden – odpowiedział.

– Uwielbiam mężczyzn po siedemdziesiątce, są zdolni do miłości takiej, jak nigdy – Teresa wyszeptała mu do ucha, obserwując, jak dusi się jej nowy znajomy.

– Jesteś naprawdę bezpośrednią kobietą – odparł Włodek.

– Jeszcze mnie nie znasz – chwyciła go za ramiona.

– Wezmę z szafki butelkę szampana i idziemy na spacer!

W ciemności parku, pojawiły się dwie chwiejne postacie, przytulające się mocno do siebie. Tylko wiatr nosił słowa słynnej piosenki: „Przetańczyć z Tobą Chcę całą noc”.

Wiek nie ma znaczenia, kiedy dwoje ludzi połączy uczucie, miłość nie ma lat i w tym jest jej urok i piękno.

Oceń artykuł
TwojaCena
Teresa szukała mężczyzny, on sam zapukał do jej drzwi