**Dziennik Ariadny**
Znów poczułam w sercu szczęście. Od jakiegoś czasu zauważałam, jak mój mąż Kacper mimochodem chwyta się lewego boku, tam gdzie serce. Stara się to ukryć, gładzi to miejsce i szybko opuszcza rękę, zerka, czy widziałam. Już kilka razy pytałam:
Znowu boli, Kacprze? Może do lekarza w powiecie?
Przejdzie, zdarza się, zaraz minie odpowiadał zawsze tak samo.
Dziewięć lat mieszkaliśmy razem we wsi, dokąd przyjechaliśmy po studiach. On skończył rolnictwo, ja pedagogikę. Ale nigdy nie pracowałam w zawodzie, bo Kacper kochał gospodarstwo mieliśmy pełne podwórko zwierząt: dwie krowy, owce, świnkę, kury i kaczki. Wszystko wymagało opieki. Zostałam w domu, od rana do wieczora na nogach. On pracował jako agronom.
Mnie od trzynastego roku życia wychowywała babcia rodzice zginęli młodo, spłonęli w domu, a ja tej nocy byłam u niej. Kacper pochodził z tej wsi. Ale trzy lata po ślubie zmarł jego ojciec atak serca. Dwa lata później odeszła też matka.
Zostaliśmy sami. Było dobrze, ale nie mieliśmy dzieci. Oboje czekaliśmy, modliliśmy się. Ja płakałam w nocy, prosiłam Boga o dziecko. Bez skutku.
Pewnego ranka Kacper zjadł śniadanie i zabierał się do pracy, gdy nagle znów sięgnął po serce. Zanim podbiegłam, runął na podłogę. Serce stanęło. Pogotowie przyjechało szybko, ale było za późno.
Po pogrzebie płakałam długo, rozmyślałam w samotności:
Zostałam sama w trzydziestce. Dlaczego życie jest tak niesprawiedliwe? Kochałam męża, a Bóg mi go zabrał. Wszystkich zabrał. Czym zasłużyłam?
Rano szłam do obory, doiłam krowy i płakałam:
Po co mi to całe gospodarstwo? Robię wszystko z musu, bo szkoda zwierząt. Wszystkie trzeba nakarmić, krowy wydoić łkałam, czasem wręcz szlochałam, myśląc, że nikt nie słyszy.
Ale usłyszała mnie Teresa Kowalska, sąsiadka, zastępczyni dyrektora w szkole. Któregoś dnia przyszła:
Ariadno, słyszę, jak płaczesz. Rozumiem. Sprzedaj to wszystko, po co ci to samocej? Wiem, że w sąsiedniej wsi zwolniła się nauczycielka w podstawówce. Może się tam zatrudnisz? U nas wszystkie etaty zajęte. Tam tylko młodsi uczniowie, starsi dojeżdżają do nas. Zaledwie pięć kilometrów. Będziesz wśród ludzi, oderwiesz się. Zgódź się, jesteś przecież nauczycielką.
Dziękuję, Tereso. Masz rację przytaknęłam.
Latem sprzedałam zwierzęta i przed wrześniem byłam już w sąsiedniej wsi. Pojawiła się sympatyczna Ariadna Michałowska. Dano mi duży dom. Posprzątałam, umyłam okna, doprowadziłam wszystko do porządku.
No i zaczyna się nowe życie mówiłam do siebie głośno. Tylko płot się wali, furtka nie domyka. Trzeba to naprawić.
Poprosiłam o pomoc, dostaliśmy deski na płot. Ale remont został przy mnie.
Kasiu zwróciłam się do sąsiadki, akurat rozwieszała pranie może wiesz, kogo zatrudnić do płotu? Materiał już jest.
Kasia otarła ręce w fartuch, podeszła bliżej.
Mamy stolarza, złote ręce, ale pijak. Bez flaszki nic nie zrobi. To przez Weronikę, żonę. Od ślubu oboje piją, ona go wciągnęła. Wcześniej nie tykał alkoholu. Mają dwie córki, cztero- i dwulatkę, ale pół roku temu zabrało je pogotowie opiekuńcze. Nie chodź sama, jak zobaczę Michała, to mu powiem.
Dzięki, Kasiu.
Następnego dnia sąsiadka doniosła:
Widziałam dziś Weronikę pod sklepem. Przyjdą jutro rano. Tylko kup dwie butelki wina za darmo nie ruszą palcem.
Rzeczywiście, przyszli z rana Michał z Weroniką, oboje z kacem. Michał rzucił narzędzia na podwórko i rozejrzał się. Wyszłam.
Witaj, gospodyni Weronika mówiła głośno. Michał tylko skinął głową.
Zmęczony, nieogolony, ale oczy miał jasne i pełne życia. Na moment zamarłam tak bardzo przypominały spojrzenie mojego zmarłego męża.
Oto deski wskazałam.
Eee, gospodyni, widzimy Weronika usiadła na schodkach. Masz coś do picia? Daj tu, z rana sucho w gardle. Michał, chodź rozkazała. Trzeba się otrzeźwić.
Sprawnie otworzyła butelkę, nalała sobie i mężowi. Michał wypił i zabrał się do roboty.
Jeśli będą tak pić, nic nie zrobią myślałam zrezygnowana. A jutro w ogóle nie przyjdą. Powinnam powiedzieć ale postanowiłam milczeć. No cóż, trudno. Skoro Kasia ich poleciła
Ale Michał, choć popijał, pracował solidnie. W całej wsi wiedzieli jeśli Michał się zabiera, zrobi to dobrze. A żona stała obok, dolewała i patrzyła. Skończył, gdy się ściemniło.
Gospodyni Weronika już bełkotała odbieraj robotę.
Obejrzałam płot równiutki, furtka na miejscu, nawet haczyk wisiał, by nie trzaskała na wietrze.
Zapłaciłam, podziękowałam.
No to jak coś, dawaj znać rzuciła Weronika. Michał zebrał narzędzia i poszli.
**Zima**
Pracowałam w szkole, polubiłam to. Byłam wdzięczna Teresie Kowalskiej. Uczniowie nie dawali się nudzić, pokochali swoją panią Ariadnę, a ja ich.
Pewnej nocy obudził mnie stukot w drzwi. Zerknęłam na zegarek nie noc, a ranek, szósta. Myślałam, że mi się śni, ale stukanie się powtórzyło. Otworzyłam na progu stał Michał.
Weronika umarła szepnął. Nie słyszałem, kiedy wyszła. Obudziłem się, jej nie ma. Znalazłem ją koło twojego domu zamarzła. Wczoraj znów piliśmy. Pewnie szukała alkoholu mówił cicho. Nie wiem, co robić. Leży tam
Pochowali Weronikę wspólnie. Michał pił tydzień. Potem znów usłyszałam pukanie.
Dziś dziewięć dni, jak jej nie ma. Pomodlimy się?
Masz przecież kolegów zdziwiłam się. Ja nie piję. Ale wejdź.
Nalał sobie wina, potem mnie. Dla przyz




