W samotności nie ma szczęścia
Niezbyt młoda, ale z błyskiem w oczach Regina Nowak po śniadaniu umyła filiżankę po herbacie, spokojnie zaparzyła kawę i rzuciła spojrzenie przez okno.
Ileż lat tego samego. Zegar, szyba, otwarta książka na parapecie i samotność. Jak tęsknię za moim mężem, który tak wcześnie mnie opuścił często myślała.
Dziesięć lat temu pochowała ukochanego męża, ból z czasem osłabł, ale do samotności trudno się przyzwyczaić. Pierwsze lata czuła jego obecność, jakby wciąż był blisko, ale potem to minęło. Zauważyła to nawet pewnego dnia i pomyślała:
Ukochani nie odchodzą z domu, po prostu cicho znikają z duszy, oczywiście po jakimś czasie.
Ostatnie lata męczyły ją samotnością. Nawet zaczęła rozglądać się za kimś podobnym samotnym mężczyzną. Regina spokojnie, bez pośpiechu przyglądała się mężczyznom.
A może jest jeszcze taka sama dusza, taka sama samotna jak ja? Może warto spróbować myślała, a te myśli odganiały samotność, bo wyobrażała sobie, jak siedzi obok mężczyzny, a w jej znudzonej samotnością duszy rozbrzmiewa czuła melodia.
Przy okazji, Regina od dawna zauważyła samotnego pułkownika z sąsiedniej klatki. Jej przyjaciółka Alina mieszka z nim na jednym piętrze, a jej mąż, Krzysztof, przyjaźni się z emerytowanym oficerem.
Alina dawno już opowiedziała Reginie o swoim sąsiedzie.
Jan też jest samotny, uważaj, Reginko, też wdowiec. Ma córkę, ale mieszka daleko. Rzadko ją odwiedza. Bardzo poważny człowiek, ale z Krzysztofem od lat się dogadują, nawet żartują i łowią ryby. Przyjrzyj mu się, może to dobry kandydat? Lepiej we dwoje niż w samotności
Nie wiem, Alinko, jak ja mam pierwsza wyjść z taką inicjatywą? To mężczyzna powinien wykonać pierwszy krok odpowiadała Regina.
Taka już była jej natura była nauczycielką języka polskiego i literatury, kobietą inteligentną, w eleganckim wieku. Rozmowa z nią była zawsze ciekawa.
Jan Kowalski, rzeczywiście emerytowany pułkownik. Szczupły, wysoki, siwy, w okularach. Chodził wyprostowany, niemal jak na defiladzie. Mimo to wdowiec był interesujący. Regina zawsze dyskretnie śledziła go wzrokiem, gdy mijał ją w korytarzu, kiwając głową i mówiąc to samo:
Dzień dobry odpowiadała równie grzecznie.
Czasem patrzyła na niego znacząco, ale on był nieprzenikniony. Babcie na ławce pod blokiem miały na jego temat różne teorie. Oczywiście, nie tylko o nim plotkowały, ale gdy tylko przeszedł, zaczynały dyskusję.
Słyszałam, że ten pułkownik dostał kiedyś uraz głowy podczas służby w strefie walk i stracił wszystkie zmysły mówiła jedna z nich.
Skąd wiesz, Stefani Dajcie spokój, wcale tak nie jest przerwała jej starsza Wiesława mój syn mówił, że po latach patrzenia przez lornetkę w wojsku wzrok mu osłabł, dlatego nosi okulary.
A ja słyszałam, że ma problemy z sercem i dlatego unika kobiet dodała Grażyna, niedawno emerytowana samotnica, która od dawna szukała partnera.
Plotki o pułkowniku krążyły bez końca pewnie dlatego, że był sam, a wolnych kobiet w okolicy nie brakowało. Regina też czasem o nim myślała.
Ten Jan Kowalski to zagadka. Ciekawa jestem, co robi, gdy jest sam. Może, tak jak ja, czyta książki? Albo, skoro wojskowy, ogląda filmy historyczne? Też je lubię. Jeśli tak, to już mamy coś wspólnego. A jeszcze uwielbiam poezję np.
Zmierzcha się. Chłód, mżawka. W zaułku cicho. Na nikogo nie czekam. Ty nie przyjdziesz może lubię wiersze o samotności, bo sama od dawna jestem sama, a może po prostu jestem sentymentalna.
Tak mijały dni Reginy. Pewnego wieczora zadzwonił telefon aż drgnęła, bo była zatopiona w lekturze. To Alina.
Reginko, dobry wieczór, co robisz? Zaraz zgadnę siedzisz z książką! zaśmiała się przyjaciółka.
Trafiłaś odparła. A co mam robić wieczorami? Telewizja, internet, ale najbardziej lubię czytać.
My z Krzysztofem właśnie planujemy imprezę stąd dzwonię. Jutro moje urodziny!
Ojej, przepraszam, Alinko, zupełnie wyleciało mi z głowy! szczerze się zmartwiła.
Nic nie szkodzi. Zapraszam cię do nas! Będzie trochę znajomych.
Dziękuję, oczywiście przyjdę.
Następnego dnia Regina przygotowywała się na kolację. Przejrzała się w lustrze zmarszczki w kącikach oczu, trochę mniej jędrne policzki.
Cóż, to tylko elegancki wiek uśmiechnęła się do siebie.
Wieczorem poszła do Aliny, prezent kupiła wcześniej wystarczyło przejść do sąsiedniej klatki. Gdy weszła, zobaczyła gości przy stole i o szczęście! pułkownika.
Chodź, Reginko! Alina chwyciła ją za rękę i posadziła obok Jana.
Dobry wieczór przywitała się.
Gdy weszła, wydało jej się, że pułkownik spojrzał na nią z zainteresowaniem. Podeszła pewnie, niosąc za sobą delikatny zapach perfum, i usiadła przy nim.
Impreza rozkręcała się powoli. Krzysztof, urodzony organizator, pięknie mówił toasty i pierwszy wzniósł zdrowie żony.
Po drugiej stronie Jana siedziała Teresa sąsiadka, też samotna, pulchna, w sukni z falbanami. Od dawna stroiła miny do pułkownika, częstując go pierogami.
Dziękuję, wyśmienite zawsze odpowiadał.
Regina zauważyła, jak Teresa pożera go wzrokiem, i poczuła lekkie ukłucie zazdrości, ale szybko otrząsnęła się.
Gdy zabrzmiała muzyka, niektórzy wstali do tańca. Regina czekała, czy Jan ją zaprosi ale Teresa już go ciągnęła.
A może następny taniec? nagle usłyszała jego głos, gdy wrócił.
Serce zabiło jej mocniej, dawno nie czuła męskiej uwagi.
Tańczyli, Jan prowadził ją pewnie, czasem przyciągając bliżej.
Jaki on silny, jaka uśmiech myślała, nie widząc złego spojrzenia Teresy.
A ona się tak wije warczała w duchu sąsiadka. Ładna? On na mnie nigdy tak nie patrzy!
Ale pułkownik nic nie widział był oczarowany Reginą.
Myślałem, że już we mnie nic nie zostało, a tu nagle serce gra myślał, wirując z nią.
Pod koniec wieczoru Jan delikatnie wziął Reginę pod rękę.
Dziękujemy za gościnę pożegnali gospodarzy.
Wyszli razem na klatkę.
Odprowadzę panią powiedział. A może wstąpimy do mnie na kawę?
Dziś nie, może następnym razem odpowiedziała, choć bardzo chciała zobaczyć, jak żyje.
To może spacer?
Skąd wiedział, że właśnie o tym marzyłam? pomyślała i przytaknęła z radością.
Szli długo, wśród zapachu kwitnących bzów, aż odprowadził ją pod drzwi. Wtedy ona zaprosiła go do siebie a on, jakby tylko czekał, natychmiast się zgodził.
Gdy wychodzili od Aliny i Krzysztofa, gospodarze wymienili znaczące spojrzenia ich plan się powiódł.
Kładąc się spać, Krzysztof mruknął:
No proszę, jeszcze iskra w naszym Janie tli i zamilkł, gdy Alina przytuliła się do niego.
Następnego ranka Jan i Regina wyszli razem na spacer, trzymając się za ręce, a sąsiedzi tylko się uśmiechali. Tylko Teresa patrzyła za nimi z zaciętymi ustami, ale to już nikogo nie obchodziło. Najważniejsze, że w końcu oboje znaleźli swoje szczęście.




